mieszkasz w londynie banner

"Ciężka praca, wyobraźnia, hart ducha, szczerość i miłość do ludzi" - rozmowa z Janem Żylińskim Wywiad (6)

Jan Żyliński to polski arystokrata urodzony w Londynie, filantrop, biznesmen, milioner i jeden z najbogatszych Polaków w Wielkiej Brytanii, który dorobił się majątku własną pracą. Misją Księcia Jana jest, aby Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii byli szanowani, a ich wkład w brytyjskie społeczeństwo został doceniony. Wedlug Jana Polacy są perłą w brytyjskiej koronie i tak też powinni być traktowani.

© ANGLIA.today (Andrius Gikaras) / Książę Jan Żyliński w swoim pałacu w londyńskim Ealing
© ANGLIA.today (Andrius Gikaras) / Książę Jan Żyliński w swoim pałacu w londyńskim Ealing

Książę Jan, który zasłynął wyzwaniem na pojedynek Nigela Farage’a, ruszył z serią spotkań,  gdzie opowiada co dla niego znaczy być Polakiem, dlaczego wezwał na pojedynek lidera partii nacjonalistów, dlaczego Polacy powinni być cenieni jak prawdziwy skarb w Wielkiej Brytanii, jak walczyć o naszą tożsamość narodową i godność w tych trudnych politycznie czasach, jak możemy działać wspólnie i jednoczyć się dla naszego wspólnego dobra i wspólnego celu – poszanowania Polaków w Wielkiej Brytanii.

Spotkaliśmy się z Janem Żylińskim w jego pałacu w Ealing w zachodnim Londynie, żeby porozmwiać z nim m. in. o jego nowym przedsięwzięciu, planach na przyszłość i ulubionym sposobie spędzania wolnego czasu.

ANGLIA.today: Właśnie ruszył Pan z serią spotkań z Polonią w UK. Motyw przewodni brzmi „Polaku poczuj swoją moc!” Co jest Pana głównym celem odnośnie tego przedsięwzięcia i w jaki sposób zamierza Pan go zrealizować?

Jan Żyliński: W każdy weekend mam teraz „wyjazd w teren” i robię to, żeby poznać jak najwięcej rodaków, wczuć się w nich, ich problemy i ich potrzeby oraz żeby nakręcić ich do działania. Mam jednak pewien problem – na spotkania przychodzi na razie niezbyt wiele osób. Głównie pojawiają się ludzie, którzy już coś robią w danej dzielnicy czy danym mieście i oni są cudowni – to zapaleńcy, ideowcy, którzy często mają bardzo dobrze prosperujące biznesy, ale mają również potrzebę działania ponad to. Zależy mi jednak, żeby dotrzeć też do tych Polaków, którzy ograniczają się do pracy i do rodziny, żeby również ich zmobilizować. Chciałbym zapoczątkować pewnego rodzaju pospolite ruszenie, żeby zmienić status Polaków w oczach Anglików, żeby zmienić nasz wizerunek. Myślę, że każdemu z nas powinno na tym zależeć. Dążę do tego, żebyśmy byli uważani za perłę w koronie brytyjskiej, dlatego zwracam się również bezpośrednio do wszystkich czytelników –w jaki sposób zmobilizować tych, którzy jeszcze nie dołączyli do akcji? Czekam na sugestie w komentarzach pod artykułem lub na moim profilu na portalu Facebook.

Co Pana zdaniem jest najważniejsze dla osób, które postanowiły pojawić się na tych spotkać? O co był Pan najczęściej pytany?

Chcę krzepić serca, zachęcać, być w pewien sposób wzorem działania, ale każdy musi robić to na swój sposób. Każdy zna siebie i swoje lokalne warunki i to od ludzi zależy, żeby wymyślili odpowiednie sposoby działania. Chcę żeby każdy robił swoje w sprawie, która nas wszystkich dotyka i łączy.

© ANGLIA.today (Andrius Gikaras) / "Ciężka praca, wyobraźnia, hart ducha, szczerość i miłość do ludzi" - rozmowa z Janem Żylińskim

Z czego Pana zdaniem Polacy powinni  być przed przede wszystkim dumni?

Mamy wielki wkład w ten kraj. Począwszy od naszych pilotów w bitwie o Wielką Brytanię 75 lat temu zbawiliśmy ten kraj przed hitlerowskimi Niemcami, teraz zbawiamy ten kraj naszą ciężką pracą i otwartymi sercami. Wydaje mi się, że Anglicy tego nie doceniają, a powinni. My jesteśmy wdzięczni, że tutaj jesteśmy, zarówno ci nowoprzybyli jak i tacy jak ja, którzy się tutaj urodzili, ale chcemy też, żeby Anglicy byli wdzięczni i. Powinniśmy być cenieni jako równouprawiony element tej wspólnoty.

Czyli o tym mówi Pan na spotkaniach?

Wystarczy, że pokażę szablę i każdy wie o co chodzi (śmiech). To jest magia symbolu.

© ANGLIA.today (Andrius Gikaras) / "Ciężka praca, wyobraźnia, hart ducha, szczerość i miłość do ludzi" - rozmowa z Janem Żylińskim

Jak Pan sądzi, w czym tkwi sukces Pańskiej kampanii?

To co robię nie jest polityczne. Oczywiście, jest to publiczna akcja, ale bez podziału na lewicę czy prawicę. Tu chodzi o to, żeby jednoczyć ludzi, żeby łączyć ich na płaszczyźnie naszego człowieczeństwa, naszego prawa do praw ludzkich i do godności, dlatego podjąłem walkę z tą utajoną dyskryminacją w stosunku do Polaków na Wyspach.

Uważa Pan, że Anglicy dyskryminują Polaków?

Tak, ta dyskryminacja jest przeważnie utajona, między wierszami, często nawet sami Anglicy nie zdają sobie z tego sprawy, często robią to nieświadomie, ale można grzeszyć nieświadomie, każdy ksiądz to potwierdzi. Oprócz tego zdarzają się też przypadki jawnej dyskryminacji czy nawet fizycznej przemocy.

© ANGLIA.today (Andrius Gikaras) / "Ciężka praca, wyobraźnia, hart ducha, szczerość i miłość do ludzi" - rozmowa z Janem Żylińskim

Czy czuje się Pan również Anglikiem?

Wychowałem się w dwóch kulturach – angielskiej i polskiej, dzięki temu jestem o wiele bardziej elastyczny, wiem od urodzenia, że nie ma tylko jednej drogi czy jednego sposobu na robienie czegoś. Jest nieskończoność możliwości.

Ostatnio pojawiły się informacje, że myśli pan o starcie w wyborach na burmistrza Londynu. Od ponad 10 lat jest Pan członkiem Partii Konserwatynej. Proszę powiedzieć coś więcej na temat tych planów.

Ja w ogóle o tym nie myślałem, ale przyszła do mnie delegacja ze szczytów Partii Konserwatywnej i to oni wyszli z taką propozycją. Jest to dla mnie wielki zaszczyt. Myślałem, że będzie to czysto towarzyskie spotkanie, jednak rozmawialiśmy m. in. na ten temat przez siedem godzin. Są różni kandydaci na oficjalnego reprezentanta partii w wyborach na burmistrza Londynu, które odbędą się w maju przyszłego roku. Wydaje mi się, że moja kandydatura mogłaby bardzo pomóc sprawie polskiej, zwłaszcza jeśli będę pojawiał się w mediach z przekazem, iż walczę w obronie Polaków, a teraz zamierzam walczyć też w obronie Londyńczyków: „Będę bronił tego miasta i je rozwijał z determinacją i odwagą – proszę, oto moja szabla, szabla mojego ojca”. Teraz czekam na dalszy rozwój wypadków i decyzję partii, czy będzie chciała podążyć za tym pomysłem. Jeśli będzie zielone światło, na pewno będę potrzebował wolontariuszy – ludzi, którzy chcą pokazać swoje wsparcie czynem, dlatego zapraszam wszystkich do współpracy.

© ANGLIA.today (Andrius Gikaras) / "Ciężka praca, wyobraźnia, hart ducha, szczerość i miłość do ludzi" - rozmowa z Janem Żylińskim

Rozmawiamy w pięknym pałacu, który jest Pana własnością, który Pan wybudował. Czy mógłby Pan pokrótce opowiedzieć jego historię i wyjaśnić dlaczego postanowił Pan wybudować tego typu budynek?

To moja polska wyspa na angielskim morzu. Jednym z jego przeznaczeń jest, żeby pokazać Anglikom i naszym rodakom również, że Polacy nie gęsi, swoja pałace też mają (śmiech). Polacy gdziekolwiek mogą dojść do wielkich rzeczy. Można spełnić swoje marzenia. Ciężka praca, wyobraźnia, hart ducha, szczerość i miłość do ludzi – wystarczy. Moja babcia miała przed wojną w Polsce pałac w okolicach Płocka, z którego wyrzucili ją Niemcy, potem komuniści upaństwowili i spalili. Była w podziemiu, aresztowana przez Gestapo trafiła do obozu koncentracyjnego, przeżyła, ale straciła w czasie wojny męża i syna. Jej córka, a moja matka, przetrwała wojnę, a następnie obie przyjechały do Anglii i zaczęły od zera – bez znajomości języka, wynajmowały mały pokój, który mierzył  3 na 3 metry z pojedynczym łóżkiem. Babcia spała na łóżku, gdyż była schorowana, a matka spała na podłodze. Zaczynaliśmy od zera. Już jako 30-latek miałem własną firmę, zatrudniałem ludzi, miałem własne nieruchomości. Jestem tzw. „self-made man”. Bez pieniędzy nie ma wolności. Ale muszą też być marzenia i musi być serce, więc ja staram się tę treść przekazywać. Ten budynek jest zaliczany do 6 najważniejszych budynków w Londynie, łącznie z pałacem królowej. Gdy we wrześniu otwieramy go do zwiedzania, codziennie przychodzi ponad tysiąc osób. Wstęp jest bezpłatny, dlatego zachęcam (śmiech). Odbywa sięto zawsze w trzeci weekend września.

Słyszałem, że jest Pan pasjonatem baletu, nie tylko jako widz, ale również czynnie uprawia pan tę sztukę. Co urzekło Pana w balecie?

Balet to jest architektura i sztuka klasyczna przełożona na ludzkie ciało. Harmonia, proporcja, to wszystko w tym jest. Architektura klasycystyczna bierze się z ludzkiego ciała. Uwielbiam balet i dzięki niemu zapominam o wszystkich problemach. Często jestem jedynym facetem na sali, dookoła 30 bardzo chudych dziewczyn, anoreksja jest w modzie w świecie baletu, wszystkie dziewczyny ubrane jak na plaży i upracie podnoszą nogę pod sufit (śmiech). Jeśli porządnie wykonuje się ćwiczenia, to można się naprawdę zmęczyć.

© ANGLIA.today (Andrius Gikaras) / "Ciężka praca, wyobraźnia, hart ducha, szczerość i miłość do ludzi" - rozmowa z Janem Żylińskim

Czyli można powiedzieć, że jest to w pewnym sensie fitness dla arystokracji?

Tak naprawdę jest tam pełny przekrój ludzi. Może wynika to z tego, że tradycyjnie, kiedy powstawał balet klasyczny, czyli w XVIII wieku, królowie i książęta, którzy zakładali zespoły baletowe, rekrutowali do nich ludzi ze swojego wojska, służby albo gwardii przybocznej. To był sposób, żeby, prawie 300 lat temu, lud mógł wejść na salony. Osoby, które dziś chodzą oglądać balet, np. w Operze Królewskiej, należą zazwyczaj do średniej klasy lub są to ludzie zamożni, natomiast ci na scenie , to pełny przekrój społeczny i to mi się bardzo podoba. Czasem zdarzają się też takie sytuacje, że gdy ćwiczę, z jednej strony mam 8-latkę, a z drugiej 80-latkę. To jest bardzo dobre dla zdrowia. Balet to dla mnie taka kąpiel fizyczna i psychiczna. Zapominam o wszystkim, a po zajęciach wychodzę odświeżony, zmobilizowany, czuje się jak młody bóg (śmiech).

Pańska działalność pochłania wiele czasu, czy ma Pan jeszcze wolne chwile na inne zajęcia?

Tak, mam czas na wywiady (śmiech).

Bardzo dziękuję za rozmowę.



Komentarze

janulo Taki pan Żyliński przeżyl prawie całe życie w Angliii potrafi otwarcie popierać Polaków,a co mogą na ten temat powiedzieć ci,którzy biorą pieniądze za reprezentację naszych interesów.Mam tu na myśli ambasadorów oraz nibypolski rząd.Dobrze się żyje,jak to mówil śp A Lepper.
Marcin Gdzie odbedzie sie nastepne spotkanie??
Tamara Pobiega Super to się ceni a nie tylko narzekanie
Bogi Mogą Mieszkać gdzie sobie zazyczą :)


Bieżące wydarzenia

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama