mieszkasz w londynie banner

"Pomóżmy sobie sami" - rozmowa z polskim kandydatem w szkockich wyborach

Nie lubi słowa "polityk" i, jak twierdzi, nie chce zabiegać o głosy Polaków w kampanii. Na tydzień przed wyborami przedstawiamy wywiad z Maciejem Wiczyńskim z Fife, pierwszym (choć niejedynym) polskim kandydatem do Parlamentu Szkockiego. 

"Pomóżmy sobie sami" - rozmowa z polskim kandydatem w szkockich wyborach
"Pomóżmy sobie sami" - rozmowa z polskim kandydatem w szkockich wyborach

Nie uważasz się za polityka. Zatem nie każdy, kto startuje do parlamentu jest politykiem?

Nie, nie uważam się za polityka. Z wykształcenia jestem politologiem, jestem osobą, która się interesuje polityką i chce tę politykę przybliżyć naszym rodakom.

Ludzie, którzy startują w wyborach, reprezentują różne warstwy społeczne i nie można ich wszystkich wrzucać do jednego wora i określać jednym słowem. "Polityk" kojarzy się z kimś, kto jedno mówi, a drugie robi. A w szkockiej polityce jest nieco inaczej. Zdałem sobie z tego sprawę lata temu, kiedy przeczytałem manifest partii, do której teraz należę, i zobaczyłem, że wszystko, co obiecali, to zrealizowali. I stwierdziłem, że polityka w takim wydaniu mi pasuje.

No właśnie, należysz do SNP, partii prowadzącej rozbudowaną politykę socjalną. Zac Goldsmith, kandydat na burmistrza Londynu, powiedział ostatnio: "Polacy są przedsiębiorczy, zorientowani na biznes, rodzinni. Są naturalnym elektoratem konserwatystów". Co Ty na to?

Traktowanie danej nacji, w tym przypadku Polaków, w tak przedmiotowy sposób wiele mówi o kandydacie. Nie jesteśmy jakąś masą, a indywidualnościami. Każdy z nas ma inną historię, inne doświadczenie i daleki jestem od tak ogólnikowego etykietowania kogokolwiek. Co więcej, kandydat Partii Konserwatywnej nie powiedział tego otwarcie w brytyjskich mediach, a to mówi nam wiele o jego podejściu do imigrantów.

Nie jestem jednak zaskoczony postawą Goldsmitha, jego cyniczna polityka i instrumentalne podejście do ludzi jest typowe dla syna milionera, który dorastając miał wszystko. Konserwatyści wspierają biznes przez duże B, czyli najbogatszych, ludzi, którzy jak sam premier próbują uniknąć płacenia tutaj podatków. Mówić, że Polak jest ich wyborcą, to lekka przesada.

Czyli dla jakiej partii jesteśmy naturalnym elektoratem?

Takiej, która na pierwszym miejscu stawia sobie zwykłych ludzi. Większość z nas to zwykli zjadacze chleba, którzy jakąś pomoc od państwa dostają, bo nie wszyscy zarabiają po 50, 70 tysięcy rocznie. Większość z nas zarabia 17-18 tysięcy funtów, a to po prostu nie starcza na wszystkie rachunki. Dlatego też powinniśmy wspierać partie, które stawiają na progresywne podatki i politykę socjalną.

Co mówili Polacy, z którymi się spotkałeś podczas kampanii i chodzenia od drzwi do drzwi?

Reagowali bardzo pozytywnie na moją kandydaturę. Niektórzy byli zaskoczeni, że Polak startuje, inni widząc mnie w drzwiach już wiedzieli, kim jestem. W większości byli jeszcze niezdecydowani, co do tego, jak będą głosować. Chyba tylko dwa razy spotkałem się z kategoryczną odmową ze strony rodaków.

Takie chodzenie od drzwi do drzwi to chyba ciężka robota.

To już moja piąta kampania w Szkocji i powiem: to główne zadanie polityka. Ostatnio John Swinney opowiadał, jak w sobotę rano zapukał do pewnych drzwi, a po drugiej stronie zdziwiony wyborca wykrzyknął: "Ale co ty tu robisz? Przecież masz ważniejsze rzeczy do roboty, widziałem cię w telewizji, jak negocjujesz pakiet fiskalny!" Swinney odpowiedział: "W dniu, w którym uznam, że załatwienie spraw w Londynie jest ważniejsze niż rozmowa z moimi wyborcami, będzie moim ostatnim dniem w pracy. Wtedy nie będę już dobrym politykiem".

Jak reagują na Ciebie rozmówcy w domach?

Sporo osób słyszy, że mówię z akcentem, ale nie potrafią określić skąd jestem. "Hiszpan? Włoch? Portugalczyk? Polak?" - pytają. I wtedy zaczyna się wspominanie wspólnych historii polsko-szkockich, że tak, bardzo dużo nas tu, że tak jest od Drugiej Wojny Światowej. Zwłaszcza w Fife spotyka się dużo polskich nazwisk. Więc na szczęście świadomość historyczna się tu poprawia.

Trafiłeś na wielu Polaków?

I tak i nie. W ostatnich trzech miesiącach tylko przez trzy dni chodziłem wyłącznie po polskich domach, gdyż to bardzo czasochłonne, jeździć pod 200 adresów porozrzucanych po całym okręgu wyborczym Mid Scotland and Fife. Ale Polaków w spisie wyborców jest wciąż niewielu, a jeśli są niezarejestrowani, to nie mam jak do nich dotrzeć.

Każdy wyborca w rejestrze ma swój przypisany numer. Partie mogą więc sprawdzić, kto wziął udział w wyborach. Jak idę do pana Kowalskiego i on mi mówi: "Tak, tak, zawsze na was głosuję", a widzę, że od 5 lat w ogóle nie wziął udziału w wyborach, to mówi mi to sporo o prawdomówności wyborcy. Oczywiście, nikt nie ma informacji, na kogo dana osoba głosowała; dlatego np. ja chodząc od drzwi do drzwi o to pytam: identyfikuję swoich wyborców. Mogą zdradzić, na kogo głosują lub odmówić i zamknąć drzwi, nie ma sprawy.

Ale dlatego tak ważne jest, żeby Polacy nie tylko rejestrowali się do wyborów, ale też potem na te wybory chodzili. Liczba Polaków w Szkocji nie zrobi na żadnym polityku wrażenia, jeśli nie będzie się przekładać na liczbę potencjalnych głosów.

Jeśli Polakom wydaje się, że zgubią się w tłumie wyborców, to są w błędzie. Nie wystarczy pomachać flagą i powiedzieć: "zróbcie coś dla nas". Zróbmy coś dla siebie – pójdźmy na wybory. Słyszę potem od kolegów: jest was tu sporo, ale pokażcie swoją siłę, swoje pomysły. Jeśli nie idziemy głosować, pokazujemy swoją słabość. Brakiem zaangażowania wyborczego wyrządzamy sobie ogromną krzywdę. Z czterdziestotysięczną zdyscyplinowaną grupą wyborczą natomiast rozmawia się zupełnie inaczej, i wówczas głos Polonii może być wyraźniej słyszalny.

Teraz jest ostatni dzwonek, abyśmy zaakcentowali swoją obecność tutaj. Udajmy się do urn 5 maja, aby podnieść nasz prestiż jako Polonii żyjącej w Szkocji i wybierzmy Nicolę Sturgeon na Premiera Szkocji, oddając oba głosy na Scottish National Party.

Maciej Wiczyński wraz z manifestem SNP na rok 2016. Fot. Dorota Peszkowska

Jaki program przedstawiałeś rozmówcom pukając do ich drzwi?

Jeśli chodzisz od drzwi do drzwi, to nie przedstawiasz programu wyborczego. Odpowiadasz tylko na pytania wyborców, klaryfikujesz, gdy coś jest dla nich niejasne i pytasz, na kogo głosują. Od przekonywania są ulotki, media, publiczne debaty oraz media społecznościowe. Natomiast jeśli ktoś jest niezdecydowany i ma pytania, to próbuję na nie odpowiedzieć; jeśli nie znam odpowiedzi, to sobie to notuję, szukam informacji w partii i odsyłam odpowiedź potem.

Nie próbujesz więc przekonać Polaków do głosowania na SNP?

Nie, nie na siłę. Moją rolą jest przybliżenie Polakom szkockiej polityki. Polacy ze względu na barierę językową, brak czasu, brak dostępu do mediów brytyjskich, nie interesują się polityką. A powinni.

Podam przykład ostatni: udostępniłem w mediach społecznościowych ulotkę, na której wypisane są osiągnięcia rządu SNP; darmowa edukacja, recepty, itd.

Pojawia się odpowiedź, że to tylko obiecanki-cacanki i kiełbasa wyborcza. Więc tłumaczę, że wprost przeciwnie, tu jest wypisane tylko to, co już wprowadził obecny rząd SNP.

Dobrze byłoby, żeby ludzie wiedzieli, że coś, co zostało im raz dane, może przez inną partie zostać odebrane. Nie jest powiedziane, że edukacja wyższa w Szkocji zawsze będzie darmowa. Że woda w kranie będzie darmowa. Że dzieci będą mogły za darmo jeść w szkole. To wszystko wprowadził rząd SNP - a w Anglii płaci się dokładnie te same podatki co w Szkocji.

Chodzi o priorytety. Dla nas priorytetem jest zapewnienie wszystkim równego startu. Dla rządu w Londynie – zainwestowanie 100 mld w broń nuklearną. My chcemy te pieniądze zainwestować w nasze dzieci.

Stąd np. pomysł na tutejsze becikowie (W UK zasiłek dla matek zniwelował Cameron w 2010 roku) oraz wysyłanie każdej matce wyprawki dla dziecka. Wyprawka przedszkolna. Darmowe wyżywienie nie tylko w klasach 1-2-3, ale także w przedszkolach i podwojenie liczby bezpłatnych godzin przedszkolnych z 15 do 30 do końca kadencji przyszłego parlamentu. Również po to, by kobiety mogły wrócić do pracy lub się dokształcać.

Czy Polakom, którzy głosowali na Korwina, na Kukiza, taki program może się spodobać?

80% Polaków, którzy są zarejestrowani w wyborach do Parlamentu Szkockiego, nie wzięła udziału w wyborach do polskiego parlamentu, nie zgadzam się więc z tym, że Polacy z Wysp są wyborcami Korwina i Kukiza. Ponadto nie chcę mieszać polityki polskiej i szkockiej. To są dwa różne kraje. Klimat nie tylko geograficzny, ale i polityczny jest zupełnie inny. Wydaje mi się, że na inne rzeczy zwracają Polacy głosując w Polsce, a na inne tu. Podsumowując: nie podoba mi się to pytanie.

A co z faktem, że SNP jest kojarzona jako partia jednej sprawy: wyjścia Szkocji ze Zjednoczonego Królestwa?

Nie wyjścia, a uzyskania niepodległości. Szkocja nie odcina się od reszty wyspy i nie zamierza dryfować na środek Atlantyku, tylko chce uzyskać suwerenność i prawo o samodecydowaniu.

Chodzę od domu do domu, obpukałem już kilka tysięcy drzwi, dziś kolejne dwieście przede mną. Bardzo dużo osób, które spotkałem, głosuje na SNP, ale mówi: "polityka w kwestii niepodległości nam się nie podoba". Przy tym dodają: "jeśli dojdzie do Brexitu, to co innego".

Nie forsujemy kolejnego referendum, ale jeśli ludzie zadecydują, że chcą niepodległości, to żaden polityk nie powinien im jej bronić. W referendum niepodległościowym w 2014 roku, w przypadku konkretnego wyborcy często tylko jeden argument decydował, że głosował na "nie": emeryci bali się o emerytury, Polacy o deportacje, że Szkocja zostanie wyrzucona z UE. A w tym momencie to Wielka Brytania, która obiecywała nam pozostanie w Unii i tym przekonywała do jedności, robi referendum w sprawie Brexitu.

A co ciebie najbardziej przekonuje do SNP?

Doceniają wkład Polaków. Historyczny, kulturalny i ekonomiczny. Byli jedyną partią, która nie próbowała przypodobać się UKIP-owi. Do 2010 roku głosowałem na Partię Pracy, ale jak pojawił się Ed Miliband i powiedział, że to był błąd wpuścić Polaków do UK, to mu podziękowałem. Dlatego cieszę się, że jest partia, która nie tylko przoduje w sondażach, ale jednocześnie nie jest ani radykalna ani ksenofobiczna, tylko otwarta na różnorodność, także naszą. Nam Polakom wydaje się, że wcale nie jesteśmy tacy inni od Szkotów. A oni widzą naszą inność. Mówimy w innym języku, jemy inne dania, inaczej obchodzimy święta.

Z innej beczki: jak oceniasz pracę polskiej grupy w parlamencie? Chciałbyś jej przewodniczyć?

Przez ostatnią kadencję Parlamentu Szkockiego w miarę możliwości brałem udział w spotkaniach grupy. To, co do tej pory grupa osiągnęła, zasługuje na pochwałę i daje platformę do ambitniejszych przedsięwzięć. Chciałbym jednak, aby w przyszłej kadencji Parlamentu Szkockiego grupa ds. Polski zajęła się tematami trudnymi, takimi jak niewolnicza praca naszych rodaków, łamanie ich praw, wykorzystywanie bariery językowej lub też niewiedzy dotyczącej praw podstawowych. Dużą rolę widzę tutaj dla związków zawodowych, dla których Polacy to niezbadane wody, aczkolwiek problemy Polaków w zakładach pracy w dużym stopniu zostałyby zniwelowane za sprawą sprawnie działających związków zawodowych. Należy te dwie grupy połączyć. Dużą rolę w tym procesie widzę właśnie w Parlamentarnej grupie ds. Polski.

Masz nadzieję na wejście do Parlamentu?

Jak ja nie lubię takich pytań... Nie dzielmy skóry na niedźwiedziu. Nie tyle mam nadzieję, co wierzę, że to możliwe.

A co jeśli ci się nie uda?

Nikt mi nie zabierze tego, co już osiągnąłem. Na pewno spuścizną będzie przetarcie szlaków: mam nadzieję zainspirować innych rodaków. Również setki godzin spędzone na rozmowach z wyborcami, w tym z Polakami, zaprocentują w przyszłości. Będę też miał co pokazać w przyszłości swoim dzieciom.

Emito.net


Komentarze



Podobne artykuły


Bieżące wydarzenia

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama