Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Zamordował i wrzucił Polaka do studni

Studnia przy Audley Drive ma nieco ponad 2 metry głębokości, jest dekoracyjnie obudowana czerwoną cegłą i skrywa tajemnicę, która wciąż czeka na rozwiązanie.

Zamordował i wrzucił Polaka do studni
Zamordował i wrzucił Polaka do studni

We wtorek 19 kwietnia 2011 roku zgłoszono zaginięcie Damiana C. 32 lata, postawny, ciemne, krótkie włosy, niebieskie oczy, lekko odstające uszy. Dwa dni wcześniej wyszedł do pracy przy malowaniu. Miał pomóc dwóm znajomym Polakom. Komu? Nie wiadomo. Tamtego ranka widziano go po raz ostatni. Nie wrócił na noc do mieszkania przy Virginia Road w Thornton Heath na południu Londynu, nie kontaktował się ze znajomymi w UK ani z bliskimi w Polsce. Zniknął i poza tym, że jego nazwisko wciągnięto na listę osób zaginionych, przez dwa i pół roku w jego sprawie niewiele się działo.

Ludzkie stopy

Śledztwa pewnie by nie było, gdyby nie para ogrodników. 17-letni Jack i 21-letni Rory tamtego dnia w piątek 15 listopada 2013 roku przyszli posprzątać studnię w ogrodzie przed domem przy 11a Audley Drive w Surrey. Czekała ich ciężka praca, bo studnia wyglądała na zupełnie zaniedbaną. Tak, jakby od lat nikt do niej nie zaglądał. Mężczyźni najpierw usunęli zarośla, a potem płytę, która przykrywała jej wnętrze. Dopiero wtedy zobaczyli niebieski brezent, choć nie od razu wydało im się to podejrzane. Ktoś wrzucił śmieci do studni – pomyśleli i podjęli starania, by wydostać znalezisko. Jack zauważył pierwszy – ludzkie stopy wystawały spod plandeki, która teraz wyraźnie przybrała kształt ludzkiego ciała. O 3:50 popołudniu policja odebrała telefon od wystraszonych ogrodników.

Wydostanie ciała z wnętrza studni okazało się skomplikowane, dlatego na miejsce wezwano policyjnych nurków. Zwłoki poddały się już rozkładowi. Na pierwszy rzut oka było widać, że przeleżały na dnie studni kilka miesięcy, a może nawet lat. Jeden z detektywów prowadzących sprawę w oświadczeniu dla mediów przyznał, że chodzi o morderstwo, a ofiara, sądząc po rozmiarach zwłok, to osoba dorosła, natomiast w związku z ich rozkładem trudno ocenić jakiej płci. Trzeba zaczekać na sekcję zwłok. W spodniach ofiary policja znalazła kartę komunikacji miejskiej i wkrótce odkryje, że ostatnim razem ktoś z niej korzystał 17 kwietnia 2011 roku, a więc w dniu zaginięcia Damiana C.

Trop

W ciągu kilku następnych dni policji udaje się zidentyfikować ofiarę. To Polak. Pochodził z Głogowa, w Wielkiej Brytanii od 2008 roku. W Polsce odpowiedział na ogłoszenie o pracę i tak zaczepił się w Londynie. Zajmował się czym popadnie. Jak akurat nie było pracy na budowie, to szorował samochody w myjni. Od fuchy do fuchy, byle w portfelu nie było pusto. Miał kilku znajomych Polaków z budowy albo tych, z którymi mieszkał i w tym gronie spędzał wolne od pracy chwile. Lubił czasem się pobawić z alkoholem i narkotykami. Nigdy nie był notowany, odprowadzał podatki, opłacał czynsz.

Sekcja zwłok nie tylko potwierdza hipotezę o morderstwie, ale ujawnia brutalne okoliczności zabójstwa. Patolog nie ma wątpliwości, że przed śmiercią Damian C. miał ręce związane taśmą, a obrażenia czaszki, klatki piersiowej oraz połamane kości żeber wskazują, że był bity. Z drugiej strony biegłym, ze względu na zły stan zwłok, nie udaje się z całą pewnością określić, co było przyczyną śmierci. Ale C. nie chorował przewlekle i nie miał problemów ze zdrowiem. Patolog w raporcie wspomina jeszcze, że w organizmie ofiary wykryto ślady amfetaminy i marihuany.
Policjanci sprawdzają adresy, pod którymi mieszkał. Najczęściej to okolice Hanslow na zachodzie Londynu oraz Croydon na południu.

Nagle wpadają na trop – Damian w przeszłości wynajmował pokój w mieszkaniu przy 11a Audley Drive, a zatem miejsce, w którym spoczął na dwa i pół roku, było mu dobrze znane. Technicy już od kilku dni sprawdzają mieszkanie, ale bez skutku. Żadnych śladów krwi, pobicia. Najprawdopodobniej Damiana mordowano gdzie indziej. Mimo to śledztwo wkrótce koncentruje się wokół Polaków, którzy tam mieszkają, choć sprawa tylko z pozoru wydaje się prosta. Policja apeluje do znajomych Damiana i ewentualnych świadków, by pomogli odtworzyć jego życie w UK, a tym samym wsparli śledztwo, które wkrótce utknie w miejscu.

Aresztowania i zwolnienia

Główny problem w tym dochodzeniu to wytypowanie kręgu podejrzanych. Mieszkanie w Surrey od 2006 roku było wynajmowane przez grupę Polaków. Przez ten czas przewinęło się przez nie ponad 80 osób. Chodzi tylko o tych, którzy tam mieszkali, poza nimi policjanci próbują dotrzeć do ludzi, którzy odwiedzali dom, gdzie często odbywały się zakrapiane alkoholem imprezy.

Idzie opornie. Zatrzymania, przesłuchania, a potem zwolnienia. Część byłych lokatorów już dawno nie mieszka w UK, mimo to detektywi wierzą, że ktoś ze społeczności polskich robotników wie, co stało się z Damianem. 
Zapowiadało się obiecująco, bo zaledwie kilkanaście godzin po wydobyciu zwłok policja aresztowała siedmiu Polaków w wieku 21-27 lat. To mieszkańcy 11a Audley Drive. Ale okazuje się, że nic nie wiedzą. Wychodzą kilka dni później bez żadnych zarzutów. Niemal natychmiast do aresztu trafia kolejnych dwóch. Oni też wkrótce zostają wypuszczeni na wolność. W mediach policja znowu zwraca się do Polaków z rejonu Croydon i Surrey o informacje z kim Damian pracował, z kim mieszkał oraz z kim zwykł zazwyczaj pić alkohol. W styczniu 2014 roku sprawa trafia do telewizyjnego programu BBC „Crimewatch”, mimo to przełomu w śledztwie jak nie było, tak nie ma.

Eliminacje

Śledztwo się przeciąga, ale detektywi nie dają za wygraną. Z kręgu podejrzanych eliminują kolejnych znajomych i mieszkańców domu w Surrey. Po kilku miesiącach udaje się ograniczyć tę liczbę do 5 osób, a potem zostają już tylko trzy nazwiska. Wszyscy znali Damiana C. oraz mieli skłonności do agresji i przemocy fizycznej. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że brali udział w morderstwie lub mają w tej sprawie coś do powiedzenia. Śledztwo na moment wraca na właściwy tor. Policja chce rozmawiać z podejrzanymi. Zaczyna ich szukać, ale znów odbija się od ściany. Dwóch z podejrzanych najprawdopodobniej nie żyje. Trzeci od dawna mieszka w Polsce. Detektywi są pewni, że Polak ma informacje dotyczące śmierci C. Występują do sądu o Europejski Nakaz Aresztowania. Tym razem napotykają na trudności proceduralne. Sąd odmawia wydania nakazu, bo materiał dowodowy jest niekompletny i nie da się na jego podstawie rozpocząć procesu.

Detektywi zapowiadają, że wybiorą się do Polski, by porozmawiać z podejrzanym, jednak sprawa do tej pory stoi w miejscu. Co jakiś czas w mediach, jak echo, pojawia się prośba policji o informacje, zeznania, nowe tropy w śledztwie, ale sekret studni przy Audley Drive wciąż pozostaje nieodkryty.

Goniec.com


Komentarze



Bieżące wydarzenia

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama