mieszkasz w londynie banner

Pracowałam jako sprzątaczka dla litewskiej firmy: obcinane pensje, nękanie i worek po chlebie zamiast rękawic (3)

"Głupia krowa, jesteście jak szczury..." - takie i cięższe epitety gładko spływają z ust właścicielki zatrudniającej kobiety w firmie zajmującej się sprzątaniem domów.

Litewska firma zatrudnia nielegalnie wielu imigrantów z Ukrainy / shutterstock
Litewska firma zatrudnia nielegalnie wielu imigrantów z Ukrainy / shutterstock

Była pracownica firmy "Shiny House Cleaning" (firma prowadzona przez Litwinkę Vidę) skontaktowała się z redakcją ANGLIA.today aby opowiedzieć o warunkach zatrudnienia. Przemoc psychiczna, złe warunki pracy, opóźnianie albo brak wypłat - to wszystko jest na porządku dziennym. Ostatecznie na rozmowę z nami zdecydowały się dwie kobiety pracujące w tej firmie. Dla uniknięcia rozpoznania będziemy posługiwać się zmienionymi imionami. Praca dla tej drugiej była jeszcze gorsza, ponieważ zarządzający nieustannie grozili jej powiadomieniem władz i deportacją.

Wynagrodzenie za posprzątany dom - obcięcie płacy

"Pracę zdobyłam dzięki znajomej. Już przez telefon głos zatrudniającej wydawał mi się nieprzyjemny. Jednak dopiero przyjechałam do Wielkiej Brytanii i nie miałam innych możliwości zarobku" - zaczyna mówić Diana. 

"Właścicielka powiedziała mi, że wiele kobiet pracuje tutaj dłuższy czas, nawet 10 lat. Obiecała podniesienie wynagrodzenia za godzinę z 6,50 do 7 funtów po miesiącu pracy, a w przypadku dobrego wywiązywania się z obowiązków stawka może wzrosną do 8 funtów za godzinę. Później rozmawiałam z zatrudnionymi tam kobietami i okazało się, że żadna nie otrzymuje takiej stawki.

Szybko okazało się też, że nie otrzymujemy pieniędzy za cały przepracowany czas. Na przykład mając wyznaczone 10 godzin na sprzątnięcie domu jechałyśmy we dwie i kończyłyśmy pracę po 5 godzinach. Później jednak właścicielka mówiła, że powinnyśmy były wyrobić się w 8 godzin, więc za tyle nam zapłaci.

Właścicielka firmy "Shiny House Cleaning" Vida Sutova / Facebook

Zdarzały się też sytuacje, że w ogóle nie otrzymywałyśmy pieniędzy za zlecenie. Właścicielka mówiła, że klient ponoć nie zapłacił, więc ona też nam nie zapłaci. Raz było też tak, że przyjechałam do domu, a później okazało się, że dostałam smsa z informacją, że ten dom dziś wypada z rozpiski. Dowiedziałam się o tym jednak dopiero gdy otworzyłam drzwi i zaczął wyć alarm. Gdy właścicielka agencji dowiedziała się co zrobiłam, zadzwoniła do mnie i zaczęła krzyczeć, nazywała mnie kretynką i debilką bez mózgu. Zdenerwowałam się i powiedziałam, że odchodzę" - mówi nam Diana. Jej kłopoty z "Shiny House Cleaning" na tym się jednak nie zakończyły, o wypłatę zaległych pieniędzy musiała walczyć dość długo.

"Właścicielka kazała mi oddać klucze do domu, który miałam sprzątać. Koleżanki z pracy mówiły jednak, że nie mam szans na zobaczenie zaległych pieniędzy, powiedziałam jej więc, że nie oddam jej kluczy dopóki nie dostanę pieniędzy. Zaczęła straszyć mnie sądem i policją, więc w końcu się poddałam. Oddałam jej klucze, wtedy oddała mi część pieniędzy. Czemu część? Bo mówiła, że musi potrącić koszty uruchomienia alarmu." - mówi wówczas już była pracownica firmy.

Napastowanie i nękanie

Kiedy Diana odchodziła z pracy zostawiła dla właścicielki domu wiadomość, ponieważ pozostawała z nią w przyjacielskich stosunkach. Napisała, że odchodzi z pracy w agencji, ale może pracować bezpośrednio dla niej. "Niestety o wiadomości dowiedziała się właścicielka agencji i wpadła w szał. Mówiła, że już ona dopilnuje żebym nigdzie nie znalazła pracy przez najbliższe dwa lata" - mówi z wyraźnym przestrachem.

Była pracownica firmy mówiła, że w niektórych domach warunki były naprawdę fatalne - chociażby dokuczający właściciele, którzy mieli bezsensowne prośby. "Na przykład właściciel przynosił sobie krzesło, siadał i kazał mi ścielić łóżko gdy się gapił. Innym razem poprosił o złożenie koszul i włożenie ich do pudełek. Było ich w sumie pewnie z 50. Gdy wszystkie złożyłam powiedział, że zmienił zdanie, żebym je powyjmowała, założyła na wieszaki i pozapinała guziki". Skargi nic nie dawały - właścicielka firmy dalej wysyłała kobiety do tych samych domów i nic nie mówiła właścicielom na temat traktowania ich. "Było to nie tylko stresujące, ale czułam też, że właściciel jest po prostu groźny" - kończy wypowiedź.

Zamiast rękawiczek - folia po chlebie

Inne kobiety pracujące dla agencji potwierdzają podobne doświadczenia. "Pracowałam dla nich przez pięć lat, aż jeden klient zaoferował mi pracę bezpośrednio, nie przez agencję. Wtedy poznałam tę stronę właścicielki firmy - zaczęła mnie straszyć. Ostatecznie nigdy nie udało mi się odzyskać 100 funtów "depozytu za narzędzia pracy", bo nie miałam żadnego dokumentu potwierdzającego wpłacenie go. Wydzwaniała do mnie i krzyczała, że jestem głupią krową i inne wyzwiska. Straszyła mnie też sądem, nękała mnie dziesiątkami smsów. Nauczyło mnie to przede wszystkim tego, że gdy pieniądze przechodzą z ręki do ręki - musi być pokwitowanie." - powiedziała nam Julia, która też pracowała dla "Shiny House Cleaning".

Silne chemikalia były używane w firmie bez rękawiczek / wikimedia

Zgodziła się też z nami porozmawiać Kristina, pochodząca z Ukrainy. Obecnie pracuje w restauracji, ponieważ w litewskiej firmie wytrzymała tylko dwa tygodnie. "Dopiero w restauracji dowiedziałam się, że w Wielkiej Brytanii obowiązują przepisy dotyczące pracy ze środkami chemicznymi, trzeba przejść szkolenie. Praca w "Shiny House Cleaning", mimo że używaliśmy dość silnych środków, nie podlegała jednak żadnym regulacjom. Któregoś razu mieliśmy zlecenie na kuchnię przemysłową, pracowaliśmy tam z silnymi środkami. Firma dostarczająca nam rękawiczki jednak tym razem się nie pojawiła, więc byłyśmy zmuszone pracować bez nich. To były moje pierwsze tygodnie pobytu tutaj, bałam się postawić, ponieważ przyjechałam tu nielegalnie. Ostatecznie więc szorowałam zastarzałe zacieki z tłuszczu tak długo, aż zaczęły mnie piec całe dłonie, zrobiły się czerwone i coraz bardziej bolały.

Kazano nam dokończyć pracę, znalazłam więc worek po chlebie, którego użyłam jako prowizorycznej rękawiczki." - tak straszne warunki pracy opisuje kobieta, która na Ukrainie pracowała wiele lat w banku. "Ponieważ nie miałam tu prawa pobytu właścicielka firmy bezkarnie się na mnie wyżywała, czułam się upokorzona warunkami, często płakałam" - kończy opisywać swoje zatrudnienie.

Firma nie pilnowała ani nie wdrażała żadnych wymaganych prawem zabezpieczeń dotyczących środków chemicznych - wielu pracowników miało z tego powodu podrażnienia, a nawet chemiczne oparzenia. Diana raz niechcący rozlała środek czyszczący i poślizgnęła się na nim. "Moje ubranie nasiąknęło silną chemią i odparzyło mi skórę - wyglądało to naprawdę okropnie" - opisuje wypadek kobieta.

Wszystkie kobiety, z którymi rozmawialiśmy, ostrzegają przed podejmowaniem poniżającej pracy. "Pieniądze są ważne, ale godność pracownika też jest bardzo istotna. Nikt nie powinien być zmuszony pracować w warunkach przemocy psychicznej" - mówi Kristina.

"Kiedy poszłam odebrać zaległe pieniądze właścicielka firmy zawołała jakiegoś mężczyznę i mówiła do niego: "Patrz jaka głupia, bezmózga baba tu siedzi". Nigdy nie usłyszałyśmy od niej żadnej pochwały, w pracy nie przysługiwały nam przerwy. Vida za każdym razem znajdowała coś, co było nie w porządku, zawsze znalazła powód, żeby nas zrugać. Zdecydowanie lepiej jest pracować w fabryce niż pod takim gestapo" - podsumowała Diana. Właścicielka firmy często groziła kobiecie urzędem imigracyjnym i policją, boi się ona więc, że po publikacji artykułu znowu zacznie się nękanie ze strony "Shiny House Cleaning". Mówi jednak, że taką sytuację trzeba nagłośnić.

Tagi: Finanse



Komentarze

TSA Litwa=motloch postruski i tyle,dobrze ze w Polsce tego gowna nie widac
TSA Moze arabusy powinnii porwac ta blaze litewska na troche to by sie nauczyla szacuneczku
tak postepuja tez anglicy!


Biznes

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama