mieszkasz w londynie banner

Wyrzucanie jedzenia, proces rekrutacji: jak funkcjonuje Lidl w UK Wywiad (1)

Polityka Lidla powoduje wyrzucanie nawet połowy zdatnych do spożycia produktów - o tej polityce, a także o procesie rekrutacji rozmawiamy z pracownikiem sieci.

Otwarcie Lidla w Wilnie / wikimedia
Otwarcie Lidla w Wilnie / wikimedia

Klienci przeważnie nie mają wglądu w wewnętrzne procedury funkcjonowania sklepów. Na temat tego, a także o rekrutacji i zaletach niemieckiego systemu zarządzania rozmawiamy z Kasią.

Rekrutacje do Lidla przeważnie są oblegane przez kandydatów, czy faktycznie tak dobrze pracuje się dla tej sieci?

Z tym obleganiem to, z mojego doświadczenia, fakt - przez sito przechodziło około 30% kandydatów na stanowisko customer assistant, natomiast z rozmów z menedżerem wiem, że jedno wyższe stanowisko nieraz aplikuje i 50 osób. Nie ma się co oszukiwać - pierwszym, co przyciąga, jest płaca. Lidl obecnie na pierwszym stanowisku podczas okresu próbnego płaci 9,75 funta za godzinę. Na takim samym stanowisku wiele firm płaci po prostu minimalną, więc 30% więcej na dzień dobry to bardzo duża zachęta. Mnie bardzo podoba się niemiecki styl zarządzania - są bardzo jasne reguły, jasny podział zadań i priorytetyzacja zadań. Ścieżka rozwoju też jest opisana, wiadomo kiedy i czego się spodziewać.

Czy duża konkurencja nie powoduje, że do pracy zgłaszają się ludzie o być może zbyt wysokich kwalifikacjach?

Trudno powiedzieć - wiem, że są menedżerowie sklepów mający skończone MBA. Jak dla mnie to wydaje się nieco absurdalne, no ale widocznie pensja i dodatki to wynagradzają.

Czy Lidl jest otwarty na imigrantów?

Powiedziałabym nawet, że są bardziej otwarci na imigrantów niż na Anglików. Razem ze mną rekrutację przeszła trójka Anglików - pierwszy wyleciał już drugiego dnia, a pozostała dwójka nie wytrzymała całego miesiąca. Spóźnienia, nie pojawianie się w pracy w ogóle, takie głupie zaniedbania spowodowały, że nikt nie miał ochoty z nimi pracować.

Jak wygląda proces rekrutacji?

O, to jest długa sprawa. Mnie to zajęło 2 miesiące. Najpierw wysyła się aplikację online. Jeśli CV się rekruterowi spodoba jest rozmowa telefoniczna, kilka minut, podczas których decydują się zaprosić kandydata na rozmowy w sklepie, lub też od razu dziękują. Później są wywiady grupowe w sklepie, tam też są wstępne zadania praktyczne - my na przykład mieliśmy najpierw prezentację, później pytania z wiedzy o sieci. Później przyjęcie dostawy, dopiero po tym część jest zapraszana na indywidualne rozmowy z rekruterem i store managerem. Po tym wszystkim ostateczny etap to rozmowa z area managerem. W przygotowaniu pomagają zamieszczane przez ludzi w Internecie informacje o tym, jakich pytań się spodziewać i na co się przygotować.

Sieć ma bardzo ostre wytyczne dotyczące wyrzucania jedzenia, jak to dokładnie wygląda?

Jest jedna naczelna zasada - jeśli pracownik zobaczy coś, czego sam by nie kupił z powodu obicia/uszkodzenia/wyglądu - to ląduje w odrzutach. Nikt nie zakwestionuje decyzji pracownika w tym względzie. Sprawia to, że spokojnie jedna trzecia warzyw i owoców idzie z półek prosto do kosza. Podobnie z mięsem - w Polsce jest tak, że przecenione produkty sprzedaje się do dnia wyznaczającego termin przydatności do spożycia. W UK z kolei tego dnia produkt już nie powinien leżeć na półce, trafia do kosza.

Co się dzieje z tymi produktami?

Teoretycznie trafiają do przetworzenia - mięso do chłodni i na karmę dla zwierząt, warzywa i owoce niby na inne produkty spożywcze, ale duża część idzie na produkcję biogazu. 

A inne kategorie?

Wewnętrzne przepisy mówią, że jeżeli wielopak jest rozerwany - cały trafia do kosza. Coca Cola na przykład - czasami jest sprzedawana w czteropakach. Jeśli klient rozerwie taki czteropak - całość idzie do śmieci, nie można tego sprzedać. Z każdej dostawy Coca Coli w wielopakach co najmniej połowa trafia do śmietnika. 

Generalnie z opakowaniami zbiorczymi jest taki problem. Jeśli wśród 5 kilogramów jabłek jest jedno obite - do śmietnika. Czasami klienci przynoszą worek owoców i mówią, że jeden jest obity, ale chętnie kupią taniej. Niestety nie da się tak zrobić, musimy wyrzucać. Podobnie z cebulą i ziemniakami - klienci z jakiegoś powodu bardzo lubią wyjmować kilka cebul z worka, więc cały worek później idzie do wyrzucenia. 

Nie można tego jedzenia komuś oddawać?

Teoretycznie tak, z tego co wiem z niektórych sklepów organizacje charytatywne biorą część produktów. Ale to też jest problem, bo muszą mieć własny transport. A tego jest przeważnie tak dużo, że nie mają takich samochodów do dyspozycji. Takie błędne koło.

Czasem są też produkty luzem - na przykład orzeszki. Klienci tak często po prostu biorą garść do kieszeni, żeby pogryzać w sklepie, że na sprzedaży takich towarów zawsze jest minus.

Kradzieże są dużym problemem wobec tego?

Jest polityka pobłażliwości - jeśli widzimy, że ktoś kradnie, trzeba podejść i zapytać, czy w czymś pomóc. Nic więcej. Sieć nie ma zamiaru narażać pracowników na konfrontację ze złodziejami, najgorsza kara dla takiego złodzieja to wyproszenie ze sklepu.

Na przykład Lidl w Barking przez politykę wyrzucania produktów i skalę kradzieży jest niedochodowy. Marże na sprzedaży są, w porównaniu ze stratami, niewielkie, więc na poważnie rozważane jest zamknięcie całego sklepu. 



Komentarze



Biznes

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama