mieszkasz w londynie banner

Wywiad z Janem Woronieckim, restauratorem z Londynu, który pokazuje polską kuchnię i wódkę Anglikom Zdjęcia

Kiedy zaczynał, Londyn wyglądał zupełnie inaczej. Na początku jako profesjonalny fotograf, jednak teraz jest restauratorem z trzydziestoletnim stażem. Posiada dwie prestiżowe restauracje i chętnie podzielił się z nami swoim doświadczeniem oraz tym, co sprawiło, że odniósł tak wielki sukces w Wielkiej Brytanii.

© ANGLIA.today (Andrius Gikaras) / Jan Woroniecki
© ANGLIA.today (Andrius Gikaras) / Jan Woroniecki

Można śmiało powiedzieć, że pan Jan Woroniecki urodził się ze smykałką do interesów, bo choć wszyscy mu odradzali, on otworzył swoją pierwszą restaurację... A później drugą, trzecią i czwartą. Aktualnie prowadzi dwie z nich – Baltic i Ognisko. Jego restauracje to eleganckie miejsca, w których dbałość o szczegóły i obsługę klienta stoją na pierwszym miejscu. Sam restaurator powtarza, że to właśnie detale są najważniejsze. Od dziecka odwiedzał Polskę z ojcem, to właśnie wtedy rozsmakował się w polskim barszczu i innych słowiańskich daniach. Dorastał wśród Polaków na emigracji oraz Anglików, studiował na wydziale nauk politycznych oraz pracował jako fotoreporter dla kilku londyńskich gazet, jednak wszystko zaczęło się od Wódki...

ANGLIA.today: Czemu zdecydował się pan na biznes restauracyjny? Wcześniej w Anglii nie było tak wielu Polaków...

Jan Woroniecki: Wszystko zdarzyło się nieco przez przypadek. Byłem profesjonalnym fotografem i wtedy pojawiła się opcja otworzenia restauracji. Dorastałem wśród społeczności anglo-polskiej – moja mama była Angielką, a ojciec Polakiem. Przychodziłem do Ogniska Polskiego i polskich restauracji już kiedy byłem dzieckiem, ale wtedy nie było żadnego miejsca na mapie Londynu serwującego specjały kuchni wschodnioeuropejskiej, które byłoby nowoczesne i w dobrym stylu. Były to bardziej małe kawiarnie niż restauracje. Pomyślałem, że restauracja byłaby dobrym pomysłem na dotarcie do młodszej generacji Brytyjczyków. Wtedy właśnie otworzyłem Wódkę, w czasie kiedy nikt nie miał pojęcia jak smakuje oraz jak pić prawdziwą, dobrze zmrożoną, polską wódkę. To była rewolucja wśród Anglików. Wielu z nich wychodziło bardzo pijanych, ale też bardzo podekscytowanych nowym alkoholem.

Anglicy polubili polską wódkę?

O tak, zdecydowanie. Zwłaszcza jej słodsze odmiany, które importowaliśmy lub produkowaliśmy – wiśniówka czy karmelówka. Picie wódki było niejako ceremonią, a nie tylko piciem dla picia – miało to w sobie coś z magii.

Wspomniał pan o byciu profesjonalnym fotografem, czemu więc nie zdecydował się pan kontynuować tej drogi?

Pierwsza restauracja dostarczyła mi dużo zabawy i satysfakcji, otworzyłem ją kiedy byłem bardzo młody. Przeistoczyło się to w sporą imprezę i wiele razy budziłem sie na kacu, więc już nie mogłem tak bardzo skupić się na fotografowaniu, więc powoli z tego zrezygnowałem stając się restauratorem. Czułem się jak dziecko w sklepie ze słodyczami.

Czy ktoś panu pomógł otworzyć swoją pierwszą restaurację?

Mój tata umarł, gdy miałem 12 lat, a moja mama, kiedy zaczynałem, była już starszą kobietą, więc na wszystko zapracowałem sam – krok po kroku. Oczywiście otworzenie własnego lokalu w Londynie w tamtych czasach było o wiele łatwiejsze niż jest teraz. Trzeba było czasu, aby odnieść sukces, nie było internetu, ani szybkich recenzji, które mógłby przeczytać każdy. Musiałem działać nieco po omacku. Prawdopodobnie, gdybym teraz robił to samo, co prawie 30 lat temu, to byłaby to kompletna porażka i byłbym bankrutem po sześciu miesiącach.

Jeśli mógłby pan wybrać ponownie zdecydowałby się pan na biznes restauracyjny?

Zszedłem na tę ścieżkę i tak jestem na niej prawie trzydzieści lat. Nie było to czymś, czego się spodziewałem i jak byłem młody nie wyobrażałem sobie siebie jako właściciela restauracji, ale nie mogę powiedzieć, że dzięki nim prowadze złe życie, wręcz przeciwnie – jestem bardzo zadowolony.

Teraz konkurencja w postaci polskich i wschodnioeuropejskich lokali rośnie jak grzyby po deszczu...

To prawda. Teraz otwiera się wiele nowych restauracji, jednak większość z nich jest wciąż staromodna i niewiele nastawia się na młodą klientelę nie tylko polską, ale także angielską. W moich restauracjach większość klientów jednak nie jest Polakami. Dla Polaków, Litwinów, Rosjan, Ukraińców kuchnia wschodnioeuropejska nie będzie nowością, za to dla Anglików już tak – dzięki takim miejscom jak Baltic czy Ognisko mogą oni spróbować i cieszyć sie nowymi smakami. Trzeba także zauważyć, że restauracja Ognisko jest znacznie bardziej polska niż Baltic. Klub Ognisko Polskie, który znajduje się w tym samym budynku jest niejako sercem polskiej społeczności w Londynie, dlatego musimy zadbać o to, aby to miejsce było typowo polskim.

Woli pan oddać pałeczkę komuś innemu, czy jednak osobiste nadzorowanie restauracji jest tym, co pan preferuje?

Kiedy ma się restaurację trzeba samemu doglądać szczegółów, aby wszystko było jak najlepsze. Bez znaczenia jak dobrych zatrudniasz menadżerów, to zawsze oko właściciela jest najistotniejsze, bo detale są najważniejsze – to na nie klienci zwracają uwagę.

Jacy sławni ludzie odwiedzali pańskie restauracje?

Harrison Ford, który pił dużo wódki i bardzo dobrze się u nas bawił. Bywali także Bryan Ferry, Rula Lenska, Marcel Rief. Restauracja Baltic jest całkiem blisko Southbank, także dzięki temu sporo gwiazd kina i teatru gościło u nas. Część z nich przychodziła tylko raz, a część odwiedza nas regularnie, gdy tylko są w Londynie.

Którą ze swoich restauracji lubi lub lubił pan najbardziej?

Każda z moich czterech restauracji miała i ma swój urok. Baltic jest bardzo ustabilizowaną restauracją, jest dla mnie czymś w rodzaju wieloletniej małżonki, którą wciąż darzy się dużym uczuciem. Wódka też miała swój klimat i wiąże się z nią wiele historii, które zdarzyły się w ciągu 22 lat jej istnienia.

Jak spędza pan swój wolny czas?

Niedawno zostałem ojcem, moja córka ma 2 lata, więc to ona, w większości, pochłania teraz mój wolny czas. Często wyjeżdżamy także do posiadłości poza miastem. Wciąż lubię fotografować, jednak biznes restauracyjny nie daje ci zbyt wiele czasu wolnego.

Którą z polskich potraw lubi Pan najbardziej?

Myślę, że najbardziej lubię barszcz. Oczywiście jest to jedno z wielu dań, które lubię. Kiedy byłem młodszy bardzo lubiłem barszcz czerowny, jednak teraz chyba bardziej doceniam żurek. Barszcz można spotkać wszędzie w Europie Wschodniej, wszyscy go znają i jest on niejako wizytówką tej części Europy.

Jakiej rady udzieliłby pan młodym, początkującym biznesmenom w Wielkiej Brytanii?

Zawsze jest to nieco skomplikowane, a zwłaszcza teraz, gdy żeby otworzyć coś własnego potrzebujesz dużych pieniędzy na start. Jednak według mnie kluczem do sukcesu jest postawienie na bardzo proste pomysły, nie komplikowanie sprawy. Bardzo istotne jest utrzymanie firmy od samego początku na dobrym jakościowo poziomie – przykładanie dużej uwagi do detali i jakości, wtedy wszystko będzie się rozwijać. Nie próbuj robić zbyt wielu rzeczy na raz. Jeśli ktoś chciałby otworzyć restaurację, to mam dla niego radę, jaką ja zawsze dostawałem od innych – nie rób tego, ponieważ jest to bardzo, bardzo ryzykowny biznes i jest ogromna konkurencja. Sukces restauracji zależy przede wszystkim od atmosfery, którą jest bardzo ciężko stworzyć. To jest coś zupełnie pozbawionego logiki. Niektóre restauracje mają bardzo dobry pomysł i kreują swoją atmosferę po mistrzowsku, a jedzenie zawsze stoi na drugim miejscu.

Zawsze myślałam, że to jedzenie jest sercem restauracji...

W Londynie jest wielu restauratorów, którzy prowadzą bardzo przytulne, klimatyczne miejsca, które bardzo sukcesywnie przyciagają klientów, pomimo, że jedzenie podawane tam, jest przeciętne, a restauratorzy świadomie się na to zdecydowali,widząc, że jeśli klient czuje się zrelaksowany i szcześliwy w twojej restauracji to chce wracać. Oczywiście jedzenie też jest istotne, ale wszystko powinno ze sobą współgrać.

Jakie ma pan plany na przyszłość, tą bliższą i dalszą?

Nudzę się bardzo szybko, więc mam nadzieje, że wkrótce będzie to coś innego. Myślę, że wciąż pozostanę we wschodnioeuropejskich klimatach, ponieważ wiem w czym jestem dobry.

 

Restauracja Baltic - Jest to elegancka restauracja mieszcząca się w XVIII wiecznym odnowionym budynku. Lokal specjalizuje się w serwowaniu potraw kuchni wschodnioeuropejskiej. Zjemy tam wykwintą kaczkę z wiśniami lub łososia, ale także domowe pierogi i barszcz.

Restauracja Ognisko - Znajduje się na parterze eleganckiego budynku, w którym mieści się Polish Hearth Club. Wnętrza są urządzone ze smakiem i przestronne, a w ciepłe dni, możemy zjeść obiad na tarasie z tyłu budynku. Ognisko równiez specjalizuje się w daniach kuchni słowiańskiej.

W obydwu restauracjach znajdziecie świetnie zaopatrzony bar, pełen polskich alkoholi, ale specjalnością, którą koniecznie trzeba spróbować są domowe wódki, które nie tylko świetnie wyglądają i są niekwestionowaną wizytówką restauracji.

Zobaczcie tylko zdjęcia...

Tagi: Dziecko



Komentarze



Biznes

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama