mieszkasz w londynie banner

Chcesz pomocy - weź za to odpowiedzialność [List od czytelniczki] (1)

Tak macie ciężko, a potem zmieniacie zdanie. Wyciągam rękę tylko raz - pisze autorka

Chcesz pomocy - weź za to odpowiedzialność [List od czytelniczki]
Chcesz pomocy - weź za to odpowiedzialność [List od czytelniczki]

Autorka listu odpowiedziała na opublikowane przez nas listy czytelników, którzy szukali pomocy wśród Polaków. Sama ma zupełnie inne zdanie na ten temat.

Jestem zdziwiona i zasmucona opinią ludzi, którzy twierdzą o Polakach takie złe rzeczy, że rzekomo nie można na nas liczyć. Nie wierzę w to i na swoim przykładzie mam o tym inną opinię. Jest to rzecz bardzo ważna dla mnie, jako dla człowieka. Dlatego muszę opowiedzieć tę historię.

Wielu ludzi, bliższych i dalszych znajomych, często pisze do mnie albo opowiada, jak to ma w życiu ciężko. Zdarzają się zarówno mężczyźni, jak i kobiety, jednak to dziewczynom chcę pomagać ze względu na osobiste doświadczenia. Mam dobre serce i chcę zaoferować wsparcie, ale ludzie chyba chcą tylko ponarzekać. Wielu pisze do mnie, że jest ciężko, że partner wyrzuca z domu, że nie ma pracy już więcej w UK, że słabo płacą i oszukują. Ludzie mówią, że są zrozpaczeni i nie wiedzą, co zrobić ze sobą. Mnie to rusza, taki mam odruch. Chyba każdemu skrzywdzonemu próbowałam pomóc chociaż trochę.

Wielu ludziom proponuję wsparcie - mówię do nich, że pomogę, a jak jest bardzo źle - to przyjedźcie do mnie. Jakoś się pomieścimy wszyscy razem (chociaż mam rodzinę, dziecko). Pomogę, załatwię pracę - mam znajomych. Zaczniesz człowieku od nowa, za chwilę znajdziemy mieszkanie i staniesz na nogi - przecież wiem jak jest ciężko poza Polską. Słucham godzin płaczu, żalu, jak jest źle. A na koniec - ,,Zastanowie się". No jasne, zastanawiaj się, logiczne, że musisz.

Mija kilka dni i słyszę, jak mówicie mi, że jeszcze wszystko się zmieni i poprawi i spróbujecie jeszcze raz wszystko ogarnąć. A po iluś miesiącach znowu to samo - znowu piszecie, że jednak ciężko i to samo bagno.

Wiecie ludzie, ja mam dobre serce, jak wielu Polaków w Anglii. Ale sami też znacie realia i rozumiecie, że jest ciężko. Jest trudno znaleźć dobrą pracę, a nic tak nie pomaga, jak dobrzy znajomi. Ja bardzo cenię i szanuję moich znajomych. Ale przez was musiałam moich znajomych zwodzić i prowadzać za nos. Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby kręcić i wychodzić na kłamcę. Bo dzwonię po różnych ludziach i mówię - słuchaj, potrzebna jest praca dla takiej osoby, na gwałt i natychmiast, bo to trudna sytuacja.

Ale taka osoba nagle przestaje być zainteresowana, ,,jednak na tę chwilę nie potrzebuję". 

Druga sprawa to to, że psuję sobie stosunki rodzinne. Myślicie, że ja nie mam przepraw w domu? Jak mówię kolejny raz mężowi, że muszę pomóc takiej pani, ona ma małe dzieci. Tylko na kilka dni, aż coś znajdzie. Mąż jest wyrozumiały, ale szykuje się do pomocy, zmienia zmiany w grafiku, żeby było łatwiej się pomieścić, żeby zaopiekować się dzieckiem - robi to na moją prośbę. A potem rozczarowanie, zrobiliśmy coś dla kogoś, a tu niespodzianka.

Pomocną dłoń wyciągam tylko raz. Jeśli ją oddtrącasz, to nie licz na powtórkę. Ja nie mam hotelu, nie mam agencji pracy walk-in, bez rejestracji, nikt mi za pomoc nie płaci. Po prostu mam otwarte serce i jak mogę, to chcę pomóc - jak człowiek człowiekowi, Polak Polakowi. Ale nie da się. Po kilku rozczarowaniach jestem znużona i razi mnie kolejna osoba, która potrzebuje pomocy. Mam ochotę jej krzyknąć: Umiesz liczyć, licz na siebie - a to przecież nie jej wina, że poprzednie osoby mnie zawiodły. Nie mogę czekać w nieskończoność i liczyć, że ludzie zdecydują się przyjąć moją pomoc i jeszcze całować je w ręce. Jeśli chcesz się tylko pożalić, to napisz sobie to na kartce, a nie do innych ludzi, którzy wysilają się na wsparcie.

I to już nawet nie chodzi o mnie i o wysiłek i emocje, które wkładam. Chodzi o to, że żeby tobie pomóc, drogi Polaku, ja muszę zaangażować swoich znajomych, a oni swoich i wspólnymi siłami szukamy wyjścia dla ciebie. Jeśli chcesz pomocy i o nią prosisz, to porządnie się najpierw zastanów, czy ją przyjmiesz, kiedy przyjdzie. 

Nie musisz mieć do mnie i mojego czasu szacunku - w końcu ja jestem prawie obca, prawie mnie nie znasz. Ale skoro musiałeś się do mnie zwrócić - znaczy, że ludzie bardziej związani się od ciebie odwrócili. Może mieli powody?

Tagi: Dziecko



Komentarze



Podobne artykuły


Ciekawostki

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama