mieszkasz w londynie banner

Fałszywe recenzje: można dorobić, ale na utrzymanie nie wystarczy Wywiad

Pisane fałszywych recenzji jest z punktu widzenia klienta oszustwem. Z punktu widzenia piszącego - to zarobek jak każdy inny. Trzeba nawet odrobić darmowy "staż".

Fałszywe recenzje: można dorobić, ale na utrzymanie nie wystarczy
Fałszywe recenzje: można dorobić, ale na utrzymanie nie wystarczy

Michał (imię zmienione) dorabia pisaniem fałszywych recenzji produktów i miejsc od prawie dwóch lat. Pytamy go o realia takiej działalności i o to jak odróżnić prawdziwe wrażenia konsumenta od tych pisanych na zamówienie. A przynajmniej w przypadku tych nieco bardziej oczywistych.

Jak się wchodzi w układ pisania takich recenzji?

Tak naprawdę bardzo wiele osób zostawiło przynajmniej raz jakąś fałszywą recenzję. Znajomy prowadzi działalność, akcja społeczna na Facebooku (jak niedawno ocenianie Tygodnika Powszechnego po ich tekście o brunatnym nacjonalizmie), ewentualnie "prośba" szefa, który właśnie odkrył potęgę Internetu. Wystawiamy, usprawiedliwiamy się, że nasza opinia nie ma znaczenia i tak to zostaje. W praktyce - faktycznie taka opinia nie ma znaczenia. Żeby była istotna - trzeba na to zapracować. No i oczywistym jest, że pieniądze są w języku angielskim, bo najwięksi gracze działają właśnie w nim. Może jeszcze po chińsku, ale tego oczywiście nie jestem w stanie sprawdzić.

Co to znaczy zapracować na istotność opinii?

Co tak naprawdę sprzedajemy - słowa czy oceny? Jeżeli słowa - są automaty, które zrobią tysiąc słów w minutę. Są ludzie piszący teksty pod wyszukiwarki i to są absolutnie groszowe sprawy. Tym, co odróżnia nas od takich pisaczy, jest renoma. Ja muszę zapracować na swoją wiarygodność. Jeśli nie mam wiarygodności - nie mam co sprzedawać. 

Przede wszystkim wymaga to czasu. Na zbudowanie wiarygodności profilu trzeba kilku miesięcy i kilkudziesięciu recenzji (bliżej 100 niż 10). Połączone z kontem Google, Yelp, Amazon - ważna jest jakość opinii. Wystawisz 20 "piątek" - każdy głupi algorytm to wyłapie. O ile Google niespecjalnie coś zrobi oprócz usunięcia, o tyle taki Amazon w USA już pozywał piszących fałszywe recenzje. 

Jak rozpoznawane są fałszywe opinie?

Klasycznie "wiarygodny" rozkład ocen

Użytkownik jest śledzony wszędzie. Piszesz ocenę restauracji, w której pracujesz? Jedna - spoko. Pięć już jednak zakończy się mailem w stylu "wystarczy, skasowane". W Polsce nadal bazuje to na spostrzegawczości użytkowników - podstawowe błędy typu pisanie z jednego IP niejedną aferę już nakręciły. W anglojęzycznym Internecie boty są coraz sprytniejsze. Google używało swego czasu, a być może nadal używa, silnika Fakespot (jest dostępny też dla zwykłych śmiertelników), który dość łatwo zweryfikuje na ile można zaufać opiniom produktów na Amazonie, restauracji na Yelpie i tak dalej.

Analizy robione w Polsce, w których brałem udział, prowadzone były na zlecenie marek. Firma płaciła za ocenę nastawienia kupujących do produktu nie w recenzjach, ale w postach na forum etc. Oceną tego zajmowali się ludzie, tak jak pisaniem takich postów. Stawki w polskim Internecie są na tyle liche, że fałszywe posty łatwo było zidentyfikować - ale też za identyfikowanie płacono dość marnie, więc nie wiem co się z tym teraz dzieje. Pracując z Wielkiej Brytanii nie byłem po drugiej stronie barykady ani razu. 

Jakie pieniądze można na tym zarobić?

Z pewnością nie jest to źródło utrzymania, raczej dodatek. Najwygodniej jest to łączyć z inną pracą, w której mamy czas wolny przed komputerem - ja tak robię, dzięki czemu mam w tym samym czasie płacone od godziny plus od zlecenia. Powszechność PayPal, a dla naprawdę paranoicznych na przykład PaySafeCard, pozwala prowadzić sobie z płatnościami. Dobra recenzja to 10 funtów, tyle co ankiety akademickie, bardzo dobra to równie dobrze 20 funtów. 

Jak zidentyfikować fałszywą recenzję?

Błędy początkującego to same dobre oceny. Brak zdjęcia to oczywiste ostrzeżenie. Jeżeli ktoś w ciągu tygodnia jadł w 12 restauracjach i wszędzie było pysznie - cóż, jakaś szansa na to jest, ale raczej niewielka. 

Czasami widać, że kilka recenzji pod rząd wspomina o konkretnej rzeczy - na przykład o "sekretnym sosie do skrzydełek" - istnieje duża szansa, że restauracja zapłaciła za wypromowanie tej akurat informacji. Poza tym można użyć wspomnianego przeze mnie wcześniej narzędzia.

A jak to wygląda od strony sumienia?

Gusta są różne - równie dobrze komuś może faktycznie pasować dana restauracja, a lampa utwardzająca lakier ma przeważnie te same podzespoły. Reszta to marketing, a więc to, czym i ja się zajmuję. Aczkolwiek nigdy nie musiałem pisać recenzji na przykład petard, które wybuchają za wcześnie urywając komuś palce. Najwyżej ktoś stwierdzi, że moje polecenie jednak nie było takie dobre.

Tagi: Finanse



Komentarze


Ciekawostki

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama