mieszkasz w londynie banner

Mewy zagrożeniem dla mieszkańców Wysp? (1)

Jedzenie porywane z kawiarnianych stolików, ulice i samochody zabrudzone odchodami, przeraźliwy wrzask. Mewy coraz bardziej dają się we znaki, stając się zmorą wielu brytyjskich miast. Zdarzają się również bezpośrednie ataki – na ludzi i zwierzęta.

PixaBay / Mewy zagrożeniem dla mieszkańców Wysp?
PixaBay / Mewy zagrożeniem dla mieszkańców Wysp?

Dover, czerwiec bieżącego roku. Tamten spacer Michaela Gruncell zapamięta na długo. Znajdowała się akurat przed bankiem HSBC, kiedy nad jej głową pojawiła się mewa. Chwilę później ptak pikował w dół, atakując jej 4-letnią córkę Karę i próbując dziobnąć dziewczynkę.

– Na szczęście spłoszony krzykiem odleciał, ale nie dał za wygraną. Kiedy byłyśmy kilkadziesiąt metrów dalej wrócił i sytuacja się powtórzyła – opowiadała przerażona matka, która odgoniła skrzydlatego napastnika pięściami, w czym pomógł jej starszy przechodzień używając laski.
Dziewczynka miała na twarzy zadrapania i pozostałości po ptasich nogach, a teraz na widok mew reaguje alergicznie. Gruncell sądzi, że przyczyną ataku był fakt, iż 4-latka trzymała w ręku kanapkę. Kobieta dodaje, że była wystraszona podwójnie – również dlatego, że w wózku obok znajdowała się jej młodsza córka, 11-miesięczna Ariella, którą próbowała chronić, zasłaniając własnym ciałem.

Mieszkańcy Dover i okolic regularnie składają skargi na agresywne zachowanie ptaków. Ale podobny problem dotyczy nie tylko tego regionu. Atak mewy, do którego doszło podczas ubiegłorocznych wakacji w St Ives w Kornwalii, 4-letni James Bryce przypłacił głębokim rozcięciem palca. Chłopiec akurat spożywał kiełbasę.

– Przyjeżdżamy tu od dawna i ptaki zawsze były problemem, ale z roku na rok jest coraz gorzej. Pięć lat temu widok mewy pikującej z góry po jedzenie był rzadkością, teraz do takich sytuacji dochodzi co pięć minut. I są zdecydowanie bardziej napastliwe – powiedział ojciec chłopca Alex Bryce.

Kolcami i żelem

Szwendają się po ulicach, okupują okoliczne dachy, są wszędzie. 50-tysięczne szkockie miasto Dumfries jest na pierwszej linii frontu w walce z mewami.

Już osiem lat temu odbyło się tam spotkanie na szczycie poświęcone temu problemowi. Jego efektem było powstanie Urban Gull Task Force, zespołu, w którego skład weszli przedstawiciele szkockiego rządu, władz okręgu Dumfries i Galloway, a także Scottish Natural Heritage. Jedną z pierwszych decyzji, jaką podjęto, było wprowadzenie usług darmowego usuwania gniazd i jaj mew z domów mieszkańców. Sytuacja nieco się poprawiła, głównie w centrum miasta, ale do pełnego sukcesu jest jeszcze daleko. Szczególnie na obrzeżach, gdzie przeniosła się większość ptaków.

Według danych, w ubiegłym roku w Dumfries odnotowano 630 par lęgowych, usunięto 2662 jaja i 127 żywych pisklaków. Przyjęto 53 skargi od obywateli. Władze szukają kolejnych rozwiązań. W zmniejszeniu populacji ma pomóc stosowanie specjalnego żelu odstraszającego mewy i osadzanie kolców w niektórych miejscach gniazdowania ptaków.

– Mamy kłopot i to poważny. Do jego zwalczenia potrzebna jest współpraca mieszkańców, dlatego zachęcam, żeby zgłaszać informacje o gniazdach tak szybko, jak to możliwe, zanim jeszcze wylęgną się młode. Jaja możemy usunąć tylko za zgodą właściciela posesji, ale nie wolno tego robić na własną rękę – stwierdził radny Colin Smyth, dodając, że irytujący jest fakt, iż część osób albo świadomie dokarmia mewy, albo wyrzuca odpadki, dostarczając w ten sposób pożywienie ptakom. To generuje dodatkową pracę dla służb odpowiedzialnych za czystość i bezpieczeństwo.

W kałuży krwi

250 tysięcy funtów. Taką kwotę brytyjski rząd przeznaczył w ubiegłym roku na walkę z mewami. A te stają się coraz większym zagrożeniem nie tylko w miastach nadmorskich – część z nich przenosi się również w głąb lądu, gdzie odżywiają się znajdowanymi na ulicach odpadkami albo wygrzebują jedzenie, rozrywając worki ze śmieciami. Doprowadziło to do niecodziennej sytuacji, kiedy jeden z radnych Shepway, dystryktu w południowo-wschodniej części hrabstwa Kent, zaapelował, żeby produkować je z mocniejszych materiałów, odpornych na ptasie dzioby i pazury.

Ale nie tylko odpady są w zainteresowaniu skrzydlatych agresorów. Mieszkańcy Exeter byli zszokowani zdarzeniem, jakie rozegrało się w centrum miasta. Na oczach stojących w kolejce do sklepu ludzi mewa zaatakowała małego gołębia, goniła go wokół kafejki, a w końcu dopadała, zadziobała na śmierć i zjadła. Część osób na ten widok uciekła w przerażeniu, inne przypatrywały się, a jeszcze inne filmowały zdarzenie telefonami komórkowymi.

Niemniej traumatyczne przeżycie stało się udziałem właścicieli psa o imieniu Roo. Yorkshire Terrier padł ofiarą ataku mewy w ogrodzie swojego domu w Newquay – podziobane zwierzę zdołało się dowlec do kuchni, gdzie znalazła go jego pani Emily Vincent. Jak powiedziała, jej pupil leżał w tak dużej kałuży krwi, że wyglądało to jak morderstwo. Czworonóg był w agonii, musiał zostać uśpiony przez weterynarza.

8 tysięcy osobników

Zwierzęta są częstym obiektem, ale celem brutalnych ataków są nie tylko one. – To była scena jak z horroru „Ptaki” Alfreda Hitchcocka. Nagle poczułam uderzenie i zobaczyłam jak mewa dziobem rozcięła mi skórę na czole. Potem nadleciały kolejne, krew zaczęła się lać, porządnie się wystraszyłam – opowiadała Sue Atkinson. Kobieta została zaatakowana przed szkołą podstawową w Helston, a skutkiem tego była poraniona głowa i wizyta w szpitalu, gdzie potrzebny był zabieg chirurgiczny.

Sue sądzi, że przyczyną agresji ptaków była próba ochrony pisklęcia, które znajdowało się na chodniku po drugiej stronie ulicy. Dyrektor szkoły, w pobliżu której doszło do napaści, wydał uczniom zakaz wychodzenia z jedzeniem na zewnątrz placówki.

Tego typu przypadki powodują, że coraz więcej osób domaga się podjęcia radykalnych kroków w walce ze skrzydlatymi napastnikami, łącznie z ich odstrzałem. Jednak autorzy strony internetowej „Mewy nie są złe” przekonują, że nie są one agresywnymi stworzeniami, a robią jedynie to, co muszą, żeby przeżyć. Podobnie jak ludzie. – Kiedy atakują, to mają powód – chronią swoje młode, albo gniazda. Jeśli celem są ludzie to znaczy, że znajdują się zbyt blisko. Przy czym trzeba pamiętać, że mewa nie chce zabić człowieka, chce tylko dać mu do zrozumienia, żeby odszedł, ponieważ czuje zagrożenie. Innym powodem ataków może być potrzeba zdobycia pożywienia” – czytamy. – Jeśli mewa pojawi się w pobliżu przyglądając się jak jesz, staraj się schować jedzenie. Jeżeli nie ma takiej możliwości, trzymaj pożywienie blisko siebie i staraj się odgonić ptaki drugą ręką. Możesz także opuścić to miejsce, jest mało prawdopodobne, żeby mewa poszła za tobą. Najważniejsze, żeby nie panikować, w najgorszym przypadku rzuć ptakom jedzenie – bo celem jest ono, a nie ty.

Z powyższymi tezami zgadza się Peter Rock, ornitolog z Bristol University, od 1980 roku zajmujący się badaniem mew. W tym czasie monitorował zachowanie 8 tysięcy zaobrączkowanych osobników tego gatunku i podkreśla, że nie są one latającymi bandytami. Wprost przeciwnie.

– To jedne z najinteligentniejszych ptaków, z pewnością nie szukają konfliktów z ludźmi. Natomiast jeśli już do takowych dochodzi, to miejmy świadomość, że przyczyną jest albo próba ochrony swoich młodych, albo konieczność zdobycia pożywienia – przekonuje Rock.

Goniec.com

Tagi: Dziecko



Komentarze



Podobne artykuły


Ciekawostki

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama