mieszkasz w londynie banner

Najdziwniejsi klienci domów publicznych - według pracowniczki (2)

W każdym zawodzie zdarzają się lepsze i gorsze dni.

Najdziwniejsi klienci domów publicznych - według pracowniczki
Najdziwniejsi klienci domów publicznych - według pracowniczki

Miranda pracuje w seks-biznesie od 4 lat. W tym czasie stała się... niezależnym przedsiębiorcą i ma swój własny dom publiczny. Spotkała setki mężczyzn, z których większość jest zupełnie standardowa, jednak nawet wśród dziwnych przypadków da się wyróżnić pewne typy. Miranda postanowiła opisać główne kategorie klientów, których spotyka w swojej pracy - jej zwierzenia w oryginale można przeczytać poniżej.

Performer

Często dzwoni do mnie klient, który mówi, że będzie chciał się przebierać - nie mam z tym problemu. Opisuje mi wtedy, że chciałby założyć koronkowe, czerwone majtki, lateksowy uniform, wysokie kozaki na szpilce, skórzaną spódniczkę i tak dalej. Mówię mu, że może przynieść takie przebranie, jakie mu się podoba. I wtedy przychodzi pierwszy szok: - Jak to, to ty tego nie masz o siebie? Nie. Nie mam u siebie całej możliwej garderoby zgodnej z każdą fantazją i w każdym rozmiarze. Nie miałabym nawet gdzie tego pomieścić.

Czujny

Pierwsze pytanie, jakie zadaje, to czy jestem dyskretna. Człowieku, jestem prostytutką! Muszę być dyskretna, albo nie będę miała z czego ży. Poza tym nie mam też nad drzwiami wielkiego neonu z napisem DZI***I, nie robię sobie z tobą zdjęć, nie rozmawiam z sąsiadką o pracy. Przestań mnie pytać, czy jestem dyskretna. Nie interesuje mnie twoja żona i nie mam zamiaru jej donosić. Jedyne, co rozkłada mnie na łopatki, to panowie pytający o dyskrecje, którzy okazują się duchownymi w strojach ortodoksyjnych żydów, księży i tak dalej.

Wybawca

Tego nie znoszę. Mam przynajmniej jednego klienta w tygodniu, który ma kompleks rycerza i planuje mnie ratować przed moim strasznym losem. Tak, jakby ktoś mnie do tego zmuszał, jakbym była nieszczęśliwa. Jeśli ktoś jest zmuszany to to jest niewolnictwo, a nie prostytucja i z tym należy się zgłaszać na policję, a nie próbować na własną rękę bawić się w Zbawcę. Działają mi na nerwy ludzie, którzy - no nie wiem - mieli objawienie, czują potrzebę religijną czy też w życiu są niedoceniani i próbują się dowartościować i mnie ocalić. Serio, nie potrzebuję pomocy. Zwłaszcza od gościa, którego właśnie skasowałam kilkaset funtów za to, żeby mógł obok mnie udawać osła czy przebrać się w szal z piórek. Oczywiście, oni nigdy nie planują mnie wybawiać na początku naszego spotkania, tylko dopiero na końcu mówią mi, że bóg ma dla mnie większe plany. Znoszę ten idiotyzm, tylko dlatego, że myślę o Bogu planującym dla mnie zdzieranie kasy z głupich facetów.

Dziwak typowy

Są tacy, którzy zadają pytania zwalające mnie z nóg. Nie wiem, co odpowiedzieć panom pytającym: czy mam w domu gumowy ring realnych rozmiarów, czy mogę zakuć go w dyby albo powiesić za nogi (nie mogę, nie mam ubezpieczenia od takich wypadków), czy mogłabym zrobić grupową sesję, w której będę ośmieszać przed ludźmi jego niewielkie genitalia, czy mogę puszczać wiatry w jego twarz.

Olbrzym

Panowie rozpoczynający rozmowę od pytania, czy miałam kiedyś kogoś z 30-centymetrowym przyrodzeniem. Otóż nie, nie miałam - za to miałam wielu, którzy zapowiadali, że takie mają. Tacy często pytają też, czy będę udawać dziewicę. No jeśli muszę, to będę, ale dziewictwo to przterminowany produkt facetów, którzy stworzyli całą ideę po to, żeby kontrolować seksualność kobiety. O dziwo, tacy panowie najczęściej też prawią mi potem morały.

Podglądacz

Niektórzy mężczyźni chcą podglądać, bo to ich kręci. Z jednej strony lepiej, że chcą za to zapłacić, zamiast napastować przypadkowe kobiety. Z drugiej - nie chcę, żeby zjawiała się u mnie policja aresztująca podglądacza-aktora, którego ktoś zauważył i w dobrej wierze zgłosił. Poza tym sama mogę iść do więzienia za obnażanie się.

Nie mam pieniędzy

Ale może pójdziemy na randkę? Hmmm, pomyślmy. Nie znam cię, nie wiem kim jesteś, nie wiem jak wyglądasz. Ale możemy umówić się na mojej drugiej linii, na którą telefon kosztuje funta za minutę, i tam ci wyjaśnię.

Truteń

Na szczycie listy każdej seks-pracownicy. Oni tylko marnują nasz czas: dzwonią, wysyłają setki wiadomości, dopytują o najdrobniejsze szczegóły, czasem nawet się umawiają, ale nigdy nie przychodzą. Wydaje mi się, że do zaspokojenia wystarcza im po prostu rozmowa ze mną. Tych klientów trudno zidentyfikować i unikać.

Kupiec

Nie uwierzycie - targują się. O, czy to twoja najlepsza cena, czy może zejdziesz niżej, hm, chyba poszukam gdzieś indziej, no nie wiem, trochę drogo - zejdziesz z ceny? Przerażające, od razu blokuję numer. To żenujące nawet o coś takiego pytać. Ja się nie mogę targować, płacąc council tax, rachunki i czynsz, więc sama też się nie targuję. Nie jesteś na markeciku i nie kupujesz używanego telewizora, płacisz za usługę, a ja nie jestem zdesperowana, żeby zobaczyć cię nago. Przeżyję bez tego.

Przeraża mnie, że tacy idiotyczni klienci przez pozostały czas są idiotami w prawdziwym życiu. Ciekawe jak tam radzą sobie w rozmowie z kobietą, skoro nie radzą sobie nawet z prostytutką, gdzie ich intencje nie muszą być ukrywane...?



Komentarze



Podobne artykuły


Ciekawostki

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama