mieszkasz w londynie banner

Polak zamordował brytyjskiego jubilera - kryminał "Gońca" (2)

Posługiwał się fałszywymi dokumentami i często zmieniał miejsce pobytu, a mimo to wpadł – bo używał Facebooka.

Wikimedia
Wikimedia

To była jedna z głośniejszych spraw 2012 roku. Brytyjską opinią publiczną wstrząsnęła historia Polaka, który mimo skazania prawomocnym wyrokiem sądu w ojczyźnie, zdołał przedostać się do Wielkiej Brytanii, gdzie zamordował bezbronnego inwalidę. Wkrótce atmosfera wokół kryminalnego śledztwa, a potem także wokół procesu, zrobiła się niezwykle polityczna. Rozpoczęło się typowanie winnych oraz szukanie systemowych luk, przez które groźni przestępcy wślizgują się do Zjednoczonego Królestwa. Przy okazji wyroku władze zapowiedziały uszczelnienie granic oraz skuteczniejszą koordynację działań straży granicznej i policji krajów europejskich. Oto kulisy sprawy zabójstwa jubilera z Suffolk.

Łatwy cel

13 stycznia 2012 r. przed sklep jubilerski Collins & Son przy Abbeygate Street w Bury St Edmunds zajeżdżają policyjne radiowozy. W mieszkaniu nad sklepem odnaleziono ciało mężczyzny. Nie ma wątpliwości, że chodzi o morderstwo na tle rabunkowym – zniknęły drogocenne przedmioty, a ich właściciel, 66-letni inwalida Peter A., leży martwy w zakrwawionym łóżku z głębokimi ranami zadanymi nożem. Morderstwa dokonano poprzedniej nocy, zaledwie kilka godzin wcześniej.

Rusza śledztwo. Technicy zbierają ślady, funkcjonariusze przepytują sąsiadów. Z ustaleń policji wynika, że A. od śmierci swojej matki w 1989 r. mieszkał sam. Sklep był całym jego życiem. 20 lat temu miał tętniaka mózgu, po którym nigdy nie odzyskał całkowitej sprawności. Poruszał się o lasce. I głównie dlatego stanowił łatwy cel rabunku. Patolog ustalił, że poza 13 ranami ciętymi, A. otrzymał też ciosy tępym narzędziem w głowę. Potem ustalono, że ktoś kilkukrotnie uderzył staruszka szklaną popielniczką. Noża nie odnaleziono na miejscu zbrodni.
Nie udało się natomiast oszacować wartości zrabowanych przedmiotów, bo jubiler nie prowadził żadnej ewidencji i na dobrą sprawę nikt nie wiedział, co dokładnie zginęło. Dochodzenie prowadzono niezwykle intensywnie i po kilku dniach detektywi mieli już podejrzanych. Do aresztu trafili pierwsi z kilkuosobowej grupy Polaków zamieszanych w rabunek, paserstwo i zabójstwo Petera A.

Uzbrojony i niebezpieczny

Najpierw wpadli 30-letni Paweł B. z Londynu oraz o cztery lata starszy Paweł P. z Bury St Edmunds, przy którym policja znalazła część zrabowanych przedmiotów. Po przesłuchaniu policja postawiła im zarzut współudziału w kradzieży z włamaniem. Wkrótce do aresztu trafił także 20-letni Kamil K. Został oskarżony o współudział w morderstwie oraz kradzieży z włamaniem. Ten sam zarzut postawiono 27-letniej Aleksandrze K. Poza nimi detektywi aresztowali jeszcze kilka innych osób, ale w toku śledztwa zostali zwolnieni. Kilkugodzinne przesłuchania zatrzymanych naprowadziły śledczych na ślad ostatniego z podejrzanych – 28-letniego Ireneusza M. To on miał zamordować jubilera.

Kilka godzin później policja rozesłała rysopis podejrzanego: 1,68 m wzrostu, szczupły, krótkie ciemne włosy. Tatuaże na rękach i ramionach. Brak dwóch środkowych palców oraz kciuka prawej dłoni. Może posługiwać się kilkoma fałszywymi nazwiskami. Uzbrojony i niebezpieczny, nie należy zatrzymywać podejrzanego na własną rękę.

Patologiczne środowisko

Funkcjonariusze zapoznają się z kartoteką podejrzanego. To obszerna lektura. M. pochodzi z okolic Białej Podlaskiej, miasteczka na wschodzie Polski. Wychował się w patologicznym środowisku. Rodzice alkoholicy, niemal wszyscy mężczyźni w rodzinie odsiadywali jakiś wyrok. Siedział też M. Za kradzież z włamaniem dostał w 2007 r. trzy i pół roku. Karę odsiadywał w zakładzie w Chełmie. Po dwóch latach dostał jednodniową przepustkę, z której nie wrócił do więzienia. Początkowo ukrywał się w Polsce, ale wkrótce udało mu się przedostać do UK. Brytyjskie władze nigdy nie ustalą, jak dokładnie do tego doszło. Strona polska nie umieściła jego nazwiska na liście osób poszukiwanych, dlatego teoretycznie na Wyspy Brytyjskie mógł wjechać na własnym dowodzie. Z drugiej strony M. posługiwał się fałszywymi dokumentami tożsamości, więc równie prawdopodobne jest, że wykorzystał jeden z nich.

Nieuchwytny

Zresztą zapewne tak samo przekroczył granicę w drodze powrotnej. Z zeznań dostarczonych przez Aleksandrę K. wynikało, że morderca wrócił do Polski. Bowiem kilka dni po zabójstwie M. miał pojawić się w domu kobiety i zagrozić, że skrzywdzi ją i jej córkę, jeśli K. nie odwiezie go na lotnisko w Stansted. Policja wystawiła Europejski Nakaz Aresztowania oraz zwróciła się do Polaków o pomoc w schwytaniu podejrzanego. Ireneusz M. jednak przez pewien czas pozostawał nieuchwytny. W tym czasie brytyjska policja zebrała komplet dowodów świadczących o jego udziale w przestępstwie, m.in. nagranie z kamery CCTV w londyńskim klubie Opera House, na którym widać, jak przekazuje część zrabowanej biżuterii pewnej kobiecie. Udało się także potwierdzić, że ślady DNA znalezione w mieszkaniu przy Abbeygate Street należą do Ireneusza M. Pozostało już tylko zaczekać, aż mężczyzna popełni jakiś błąd.

Nawyk z Polski

W Polsce sprawą zajmowali się policjanci z wydziału poszukiwań celowych i identyfikacji osób biura kryminalnego KGP. Sprawa nie była prosta, bo M. często się przemieszczał, za każdym razem posługując się innym nazwiskiem. Był ostrożny, ale zgubiło go to, że używał komunikatora internetowego. Za pomocą Facebooka kontaktował się ze znajomymi i tak policja trafiła na jego trop. W międzyczasie pojawiły się informacje, że M. planuje pozbyć się świadków napadu. Policja musiała działać szybko. W drugiej połowie lutego funkcjonariusze wiedzieli już, że podejrzany ukrywa się w okolicach Białej Podlaskiej. Zastawili pułapkę. Mężczyzna nie stawiał oporu przy aresztowaniu, wydawał się całkowicie zaskoczony. Trafił do aresztu, a kilka miesięcy później został wydany Brytyjczykom na podstawie wyroku o ekstradycję.
Na przesłuchaniu M. przyznał się do włamania oraz morderstwa. Utrzymywał jednak, że nie planował zabójstwa. Tłumaczył, że Peter A. go zaskoczył. Budynek miał być pusty. M. wpadł w panikę i zabił 66-letniego inwalidę. Nóż zawsze nosił ze sobą – taki nawyk z Polski.

Rozprawa

Detektywom udało się odtworzyć przebieg zdarzeń z 13 stycznia 2012 r. To Kamil K. wspólnie z Ireneuszem M. włamali się do jubilera. Paweł B. oraz Aleksandra K. pomogli natomiast w zaplanowaniu skoku. Piąty z oskarżonych, Paweł P., miał zająć się sprzedażą kosztowności. O morderstwie początkowo wiedzieli tylko K. i M., którzy włamali się do sklepu. Gdy sprawa się wydała i zrobiło się gorąco, Aleksandra K. zawiozła M. na lotnisko. We wrześniu 2012 r. wszyscy stanęli przed sądem w Ipswich. Paweł B., mimo że zaprzeczył informacjom o jego udziale w przestępstwie, dostał pięć lat więzienia. Do niczego nie przyznała się też Aleksandra K. Sąd skazał ją na cztery lata więzienia. Kamil K. przyznał się do włamania – dostał trzy lata więzienia. Paweł P. za paserkę otrzymał 18-miesięczny wyrok pozbawienia wolności.

Sentencję wyroku w sprawie Ireneusza M. ogłoszono w innym terminie. Ława przysięgłych uznała go za winnego i skazała na dożywocie. O wcześniejsze zwolnienie będzie mógł starać się dopiero po 26 latach.

Goniec.com


Komentarze



Ciekawostki

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama