mieszkasz w londynie banner

Wszystko, co musisz wiedzieć, o handlu... używaną bielizną

- Nie, nabywcy nie będą jej nosić - opowiada Karolina, która żyje ze sprzedaży bielizny.

Wszystko, co musisz wiedzieć, o handlu... używaną bielizną
Wszystko, co musisz wiedzieć, o handlu... używaną bielizną

Wśród dziwnych wyborów zawodowych, sprzedaż własnej, używanej bielizny plasuje się na wysokiej pozycji. Ludzie, którzy w ten sposób zarabiają, wzbudzają kontrowersje w każdym środowisku, więc rzadko przyznają się otwarcie do tego, w jakiej branży pracują. Zdania są podzielone - i podczas gdy jedni nie widzą w takich transakcjach niczego zdrożnego, porównując je do sprzedaży innych części garderoby; inni są oburzeni i nazywają taki handel lżejszą formą prostytucji. Żadnego problemu z takim zarobkowaniem nie ma nasza rozmówczyni, Karolina (imię zmienione), która handluje bielizną od dawna, za wiedzą i przyzwoleniem męża.

- Pierwsze pytanie - czy sama nie masz wątpliwości co do takiego zarobkowania? Nie czujesz, że to niemoralne?

Nie. Na początku swojej kariery w takim handlu miałam obawy - głównie dlatego, że myślałam o nabywcach. Czy taka sprzedaż to nie jest karmienie jakichś niezdrowych fetyszy i szkodzenie komuś uzależnionemu? Rozmawiałam jednak o tym z psychologiem i seksuologami, i moje wątpliwości się rozwiały. Osoby, które kupują takie rzeczy są dorosłe i same podejmują decyzje - to tak, jakbym miała opory przed sprzedażą alkoholu, a przecież nie mogłabym zapobiegać alkoholizmowi. Seksuologowie potwierdzają, że fetysz - zaspokojony czy nie - nie przekłada się też na np. przestępstwa seksualne. Jeśli ktoś ma popełnić taki czyn, to zrobi to - bez znaczenia, czy jest fetyszystą, czy nie. Mój mąż miał trochę oporów - wiadomo, zazdrość. Ale przekonał się, że to nic złego.

- Słyszałam wiele opinii od osób, które obawiałyby się o swoje bezpieczeństwo. Czy nie boisz się nadawać listów z bielizną do adresatów - nie sądzisz, że może to zachęcić któregoś z nich do złożenia ci wizyty?

Nie - z dwóch powodów. Po pierwsze, nie szukam klientów na forach internetowych, tylko korzystam ze specjalnej platformy sprzedażowej, która nie zdradza mojego adresu czy personaliów. Po drugie, fetyszyści są zazwyczaj osobami uległymi, a nie agresorami w sferze seksualnej. To oni chcą być poniżani, a nie poniżać mnie!

- Podobno masz pseudonim, pod którym sprzedajesz bieliznę?

Tak, i jest żenująco śmieszny - Domina Diana. Wiem, że to głupie, ale klientów interesują właśnie takie performance - oni nie kupują tylko kawałka materiału, ale całą historię. Muszę wykreować w internecie swoją personę, mieć reputację, trochę grać - i oni to właśnie kupią. Dlatego czasem dołączamy też zdjęcia albo opisy do bielizny, ale bez żadnych danych osobistych czy typowej pornografii.

- W jaki sposób trafiłaś do tego biznesu?

Dawno temu wystawiłam buty na portal aukcyjny. To były nieużywane szpilki. Kilka dni później dostałam wiadomość, czy mogłabym przesłać zdjęcia, jak te buty prezentują się na nodze. Zrobiłam to, ale potem padły pytania o zdjęcia z nagimi stopami OBOK butów - i dopiero wtedy załapałam, co tam się odgrywało. Tak właśnie dowiedziałam się o istnieniu fetyszystów. Wtedy sprzedałam te buty, potem jeszcze kilka par temu samemu mężczyźnie i zaczęłam robić to regularnie. Jakiś czas później zorientowałam się, że na majtkach zarabia się lepiej.

- Czy rzeczywiście jest popyt na używane damskie ciuchy...?

O, nawet nie wiesz, jak wielki. Szczególnie na majtki i buty, ale sprzedają się też rajstopy, fetyszystyczne zdjęcia na zamówienie, piżamki... Zapotrzebowanie jest olbrzymie. Dużym zainteresowaniem cieszą się też tzw. specjalne edycje - na przykład majtki po treningu. Wiem, że to trochę obrzydliwe, ale taka jest prawda. Cokolwiek wymyślisz, są na to chętni - buty na krótkie i długie stopy, szerokie i wąskie, zdjęcia bez lakieru do paznokci i z pełnym manicure, małe stópki i nogi koszykarza, buty czyste, brudne i śmierdzące. Z bielizną to samo, są fetyszyści brudnej bielizny i poniżania, a nawet menstruacji.

- Więc jakie było twoje najdziwniejsze zamówienie?

Było jedno, którego nie wykonałam. Pan zażyczył sobie bieliznę ubrudzoną... kałem. Odmówiłam, ale na pewno znalazła się jakaś sprzedawczyni, która wzięła zlecenie. Im bardziej niestandardowa prośba, tym lepsza kasa...

- Kto jest twoim klientem?

Większość jest mężczyzn w średnim wieku, niezamężnych - a przynajmniej tak twierdzą. Są też tacy, którzy przyznają się, że zamawiają w tajemnicy przed żoną czy dziewczyną - tacy najczęściej bardzo się wstydzą, że to robią. Zdarzają się mężowie przewlekle chorych żon, partnerzy w związkach, w których wygasło życie erotyczne, niepełnosprawni i inne trudne sytuacje... Swoim położeniem usprawiedliwiają, czemu to robią, ale moim zdaniem nawet, gdyby byli milionerami w zdrowiu i szczęściu, i tak by kupowali - bo oni to po prostu lubią, tylko wymyślają sobie wymówki, żeby się do tego nie przyznać. 90 proc. moich klientów w obejściu zdaje się zupełnie "normalnymi" - tylko mają mały sekret.

- Czy wiesz, co Twoi klienci robią z zakupioną bielizną?

No cóż, większość ich nie nosi... Chociaż są i tacy, którzy pokazują mi zdjęcia z moimi majtkami wciągniętymi na tyłek! Ha ha! A tak na poważnie, większość po prostu je wącha, kolekcjonuje, albo wykorzystuje do masturbacji.

- Czy przez swoją pracę inaczej patrzysz na płeć przeciwną?

Absolutnie nie, mam męża, jesteśmy szczęśliwi, a o swoich klientach nie myślę źle - każdy ma jakieś małe zboczenie. Niektórzy lubią BDSM, inni wibratory, a jeszcze inni brudne majtki obcej baby. Bardzo nie lubię tych, którzy mają partnerki, ale cóż, nie mnie to oceniać - a praca jest pracą, jak każda inna. Mój mąż wie od początku, czym się zajmuję. Nie uważa tego za zdradę, choć początkowo był trochę zaborczy.

- Nie zdarzyła ci się żadna niemiła sytuacja?

Na szczęście nie. Nikt mnie nigdy nie prześladował ani nie zrobił niczego niemiłego. Mam jednak znajomą, która została zindentyfikowana przez jednego randkowicza spoza biznesu, a że był zazdrosny i urażony koszem, którego dostał - namierzył ją i publicznie oczerniał. Najgorsze, co zdarzyło się mnie, to panowie, którzy szukali ciągłych wrażeń: zapłacili za kilka par, a potem chcieli utrzymywać ze mną ciągły kontakt. Mam do tego specjalny numer i czasem wysyłam kilka wiadomości dla podkręcenia biznesu, ale nie mam zamiaru siedzieć całą dobę nad telefonem i odpisywać ogierom.



Komentarze



Podobne artykuły


Ciekawostki

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama