mieszkasz w londynie banner

Życie żołnierza w bazie wojskowej: 10 rzeczy których nie wiesz, dopóki tam nie pojedziesz

Raczej nikt nie wyobraża sobie wojny jako grupy żołnierzy oglądających wieczorami komedie romantyczne i wcinających dowiezioną z Pizza Hut pizzę. Kapitan Mark Evans też sobie tak tego nie wyobrażał - do czasu, gdy sam pojechał na misję. Po powrocie opisał swoje wrażenia.

Żołnierze czekający na rozkazy / O'Malley
Żołnierze czekający na rozkazy / O'Malley

Ćwiczysz, ćwiczysz, później jeszcze trochę ćwiczysz, po czym ćwiczysz nieco więcej. Pewnego dnia budzisz się w innym kraju i walczysz za królową i ojczyznę. Myślisz, że jesteś przygotowany na sześć miesięcy walki z wrogiem, ale są pewne rzeczy, do których żaden trening Cię nie przygotuje. Życie na misji ma swój własny rytm i własną logikę, którą mogą zrozumieć jedynie ci, którzy jej doświadczyli.

Oto 10 rzeczy, które zaskoczyły mnie na pierwszym wyjeździe na misję:

1. Pizza Hut z dowozem

Żołnierze na froncie mają codziennie dokładnie taki sam wybór gotowych racji do podgrzewania w worku. Każda dobra baza natomiast ma szeroką gamę punktów żywieniowych, niektóre oferują nawet dowóz.

Dzielenie się pizzą hawajską w sali do odpraw z kolegami z oddziału jest całkiem wygodne - ale niespecjalnie wpisuje się w wyobrażenia sprzed misji.

2. Sam jesteś dla siebie zagrożeniem

Największym zagrożeniem powinien być wróg. Jednakże w bazach dużą liczbę obrażeń można przypisać wypadkom niezwiązanym z walką. Część jest konsekwencją operowania w warunkach, które o BHP czytały tylko w listach z kraju, ale część to po prostu idiotyczne przypadki. Jak na przykład ten oficera, który poślizgnął się pod prysznicem, a próbując złapać równowagę wsadził rękę w wentylator. Albo mój przyjaciel, który nałożył na krocze krem do depilacji, po czym nastąpił atak moździerzowy na bazę - więc nie miał czasu nawet go spłukać.

Moździerz chybił. Jego genitalia nie miały tyle szczęścia.

3. Złe wiadomości nie zawsze szybko się rozchodzą

Jeżeli twoja ulubiona drużyna przegrała w ten weekend, a Jeremy Clarkson został wyrzucony z Top Gear - o tym usłyszysz szybko.

Nie usłyszysz natomiast niczego, co mogłoby cię "zmartwić" na misji. Więc nie dowiesz się aż do powrotu, że twój pies zdechł, albo że ktoś skasował twój samochód. Bo twoja żona mu go pożyczyła. A on nie miał ubezpieczenia. Taki rzeczy nikt przez telefon ci nie powie.

4. To świetne miejsce do znalezienia partnerki na randkę

Wielu żołnierzy jest singlami, a jak lepiej spędzać czas siedząc przy komputerze niż przeglądając serwisy randkowe w poszukiwaniu tej jedynej? Pewnie, nie macie możliwości spotkać się od razu, ale ze względu na sympatię, uczucie, bądź po prostu urok munduru zaskakująco często po drugiej stronie kabla znajduje się ktoś, kto chce na ciebie poczekać.

Jest to też sprawa świetnie podnosząca morale, w inny sposób bowiem trudno w bazie wojskowej o przejawy życia uczuciowego.

5. Krajanie są zaskakująco hojni

Paczki wysyłane przez obywateli kraju, dla którego się walczy, są częste i hojne. Zupełnie obcy ludzie wypełniają pudełka przydatnymi rzeczami i wysyłają je na front. Robią tak indywidualni ludzie i całe organizacje, jak na przykład British Legion.

Gazety (lub czasopisma), słodycze, przybory toaletowe - to najczęściej. Paczki jednak nie są wysyłane do konkretnej osoby, zdarzają się więc tampony dla mężczyzn i woda po goleniu dla kobiet. Handel wymienny w bazie to podstawa.

Książę Harry grający w FIFĘ w Camp Bastion / PA

6. Królują komedie romantyczne

Kiedy nuda doskwiera nic nie rozwiewa jej tak dobrze jak seans filmowy. Możecie myśleć, że naturalnym wyborem dla żołnierzy są filmy w rodzaju Apocalypse Now albo Platoon. Nic podobnego, królują proste w odbiorze komedie romantyczne.

Zaskakująco często okazuje się, że siedzisz obok setki zaprawionych w boju facetów wgapiających się w ekran laptopa, na którym właśnie leci "Kiedy Harry poznał Sally" albo jakaś komedia z Adamem Sandlerem.

7. Rozwój zawodowy

Moglibyście myśleć, że sama obecność na misji zwiększa wasze kwalifikacje. Bynajmniej - aby dbać o umysły żołnierzy armia wysyła na front nauczycieli przeprowadzających całe szkolenia.

Można na przykład zostać ściągniętym na tydzień z frontu aby dowiedzieć się czegoś o historii myśli wojskowej. Albo odbyć kurs administracyjny. Wszyscy zmuszani do tych kursów oczywiście narzekają, ale zdecydowanie mniej niż gdy pomija ich awans tylko dlatego, że nie odbyli na przykład "szkolenia z podstaw administracyjnych - część druga".

8. To nie jest wcale najlepszy moment na naukę francuskiego bądź lekturę "Wojny i pokoju"

Trochę jak podczas pakowania się na wakacje - większość z nas zabiera lektury, które chce nadrobić. Albo podręczniki, na przykład "Nauka języka francuskiego w 10 łatwych krokach". Nawet na froncie nuda w oczekiwaniu na rozkazy może być doskwierająca, więc wzięcie książek brzmi rozsądnie.

Rzeczywistość jednak weryfikuje te plany dość szybko - pod koniec dnia chcesz robić coś, co pozwoli procesowi myślowemu się wyłączyć. Komedia romantyczna, magazyn typu CKM, granie na konsoli - to jedyne na co ma się energię i chęć wieczorami.

9. Nacisk na demonstrowanie bezpieczeństwa i spokoju

Nie chodzi o owijanie wszystkiego łańcuchem i zamykanie na kłódkę - raczej o pokazanie, że skoro my tu jesteśmy, to wszystko jest pod kontrolą, że jest, właśnie, bezpiecznie i spokojnie.

Klasyczne sposoby demonstrowania tego to na przykład mecz krykieta z przyjaznymi tubylcami, którzy w tym momencie pierwszy raz w życiu widzą kij do krykieta. Albo koncert zespołu utworzonego w bazie - po prostu zorganizowanie czegoś, co z definicji wymaga pewnego poziomu bezpieczeństwa otoczenia.

Każde z takich wydarzeń oznacza też podwójne zmiany dla zapewnienia bezproblemowego jego przebiegu, po których następują tygodnie nadganiania zaniedbanych na skutek podwójnych patroli zwykłych obowiązków.

10. Ci, którzy czekają na ciebie w domu, mają jeszcze gorzej

Kiedy wcinasz pizzę hawajską, albo właśnie zostałeś postrzelony - przynajmniej wiesz co robisz i jaki jest aktualny poziom zagrożenia. Ci, którzy czekają na ciebie w kraju tego nie wiedzą. Oglądają wiadomości drżąc, że za chwilę padnie twoje nazwisko. Nie mają bezpośrednich wiadomości, więc wyobraźnia pracuje. 

Nigdy nie przestają się martwić i wiesz, że nie możesz nic z tym zrobić. Musisz więc starać się o tym nie myśleć, zająć się wojną i wrócić po misji do domu.

 

[autorem tekstu jest Mark Evans]



Komentarze



Ciekawostki

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama