mieszkasz w londynie banner

- Miałam 24 godziny na złożenie rezygnacji – jak naprawdę wygląda zwolnienie macierzyńskie

Czy prawo pracy w UK działa prężniej niż w Polsce? Czy młode mamy są chronione?

- Miałam 24 godziny na złożenie rezygnacji – jak naprawdę wygląda zwolnienie macierzyńskie
- Miałam 24 godziny na złożenie rezygnacji – jak naprawdę wygląda zwolnienie macierzyńskie

Brytyjski rynek pracy kilka lat temu chwalono jako dużo bardziej sprawiedliwy, niż polski. Zalety pracy w UK? Przede wszystkim przestrzeganie praw pracowników, rzeczywisty nadzór nad firmami, bardziej ludzkie podejście do zatrudnianego – czy to wciąż aktualne?

Dyskryminacja w miejscu pracy najczęściej spotyka kobiety, które planują zostać matkami. Jak w praktyce wygląda proces przechodzenia na zwolnienie macierzyńskie? Czy angielskie reguły nie stały się mrzonką? O swoich doświadczeniach anonimowo zgodziły się opowiedzieć kobiety, które już przez to przeszły.

Statystyki

Z analiz Britain’s Equality and Human Rights Commission wynika, że każdego roku niezgodnie z regułami traktuje się i zwalnia aż 54 000 kobiet w ciąży i krótko po porodzie. Wiele z nich musi zrezygnować z pracy na dobre. Co druga kobieta poniosła negatywne skutki ciąży – na przykład ograniczenie możliwości rozwoju kariery. 1 na 5 kobiet doświadczyła nieprzyjemności ze strony kolegów lub szefa ze względu na ciążę lub zwolnienie macierzyńskie. 1 na 10 odczuła presję, by sama zwolniła się z pracy.

Dyskryminacja kobiet ze względu na ciążę lub macierzyństwo jest przecież zabroniona – można więc z nią walczyć. Niestety na drodze formalnego dochodzenia swoich praw, kobietom często stają... finanse. Od 2013 roku wprowadzono obowiązkową opłatę w wysokości £1,200, którą trzeba wpłacić, żeby wnieść sprawę do Employment Tribunal. Ta kwota – szczególnie, że trzeba ją zapłacić niezależnie od wyroku – zredukowała liczbę skarg o 40 proc. niemal natychmiastowo.

Do tego dochodzą jeszcze czynniki czasu i emocji. Młode mamy najczęściej są zbyt zajęte i – przede wszystkim – wyczerpane emocjonalnie po trudnych przejściach w pracy. Nie chcą spędzać pierwszych miesięcy życia dziecka na próżnej walce i stresie.

Masz 24 godziny

- Kiedy byłam w ciąży, moja kariera osiągnęła już całkiem niezły poziom, nie ukrywajmy – nie jestem najmłodszą mamą – opowiada 43-letnia Hania – Bardzo bałam się utraty pozycji, na którą ciężko pracowałam, więc w trakcie ciąży nie wzięłam ani jednego dnia wolnego, opuszczałam nawet spotkania z położną, żeby nie być w tyle z pracą. W dziewiątym miesiącu zostawałam po godzinach, kiedy prowadziliśmy ważny projekt. Mój manager naprawdę to doceniał. A potem urodziłam i poszłam na macierzyński... Kiedy Hania była na zwolnieniu, jej firma wygrała ważną nagrodę rozdawaną wśród pracodawców, więc ona też otrzymała premię, a manager – jak się okazało w nadmiarze szczęścia – postanowił, że kobieta będzie mogła pracować 3 dni w biurze, a 2 w domu, dla obupólnej korzyści. – Kiedy wróciłam, okazało się, że zmienił zdanie. Powiedzał, że sprawy się zmieniły, bo przemyślał, że skoro muszę wracać do domu prosto z pracy, to nie będę zdolna angażować się w firmę tak, jak młodsi koledzy, którzy nawet po godzinach spotykali się na drinku, analizując projekty.

- Po kilku miesiącach nieskazitelnej pracy potwierdzonej świetnymi raportami, nagle okazało się, że moja praca to ,,gó*no” – dosłownie tak powiedzieli. Dostałam 24 godziny na złożenie wypowiedzenia i podpisanie zasad poufności. Jeśli nie – zwolnią mnie sami i pożegnam się z referencjami. Byłam w szoku – kończy swoją historię kobieta. Hanna pytała o zdanie kilku prawników, którzy jednak osądzili, że jest na z góry przegranej pozycji. Doradzili raczej walkę o lepszą odprawę, niż spieranie się o zasadność zwolnienia. Hania podpisała wypowiedzenie: - Najgorsze, że musiałam podać jako powód zwolnienia, że nie poradziłam sobie z łączeniem obowiązków. Było mi za to wstyd, choć nie taka była prawda. Teraz na szczęście mam lepszą pracę.

Zrób sobie aborcję

30-letnia Karolina miała do czynienia z mniej dyplomatyczną szefową, niż Hania: - Pracowałam jako asystentka i dogadywałam się z szefową do czasu, gdy zaszłam w ciążę. Wtedy jakość mojej pracy – według niej – znacznie się pogorszyła. Podobno była to wina mojego ,,niemowlęcego móżdżka”, który sprawił, że byłam bezużyteczna. Doszło nawet do tego, że szefowa powiedziała, że oczekuje ode mnie poddania się aborcji. Zapytała, jak mogłam ,,być tak bezczelna, żeby zajść w ciążę, kiedy z nią pracuję”. Doprowadzała mnie do łez każdego dnia, a stres był tak olbrzymi, że GP zalecił mi iść na 3-tygodniowe zwolnienie. Na szczęście dziecko urodziło się zdrowe, ale kiedy napisałam o tym do szefowej, nigdy nie dostałam odpowiedzi – streszcza kobieta. Karolina próbowała wrócić po uropie macierzyńskim do pracy, ale dano jej do zrozumienia, że nie jest mile widziana.

Zaręczyny to i dzieciak?

Sara spotkała się z dyskryminacją ze względu na macierzyństwo, choć nawet nie była jeszcze w ciąży. – Pracuję jako freelancer, projektuje strony internetowe. Jestem samozatrudniona, ale pracuję od dłuższego czasu wyłącznie dla kilku stałych klientów. Niemal wszyscy wyrażali zainteresowanie zatrudnieniem mnie na kontrakt... aż się zaręczyłam. Kontakty z managerami są na tyle częste, że zauważyli mój zaręczynowy pierścionek, z Facebooka dowiedzieli się o oświadczynach i życzyli mi wszystkiego najlepszego, jednak ich entuzjazm względem mnie znacznie się od tej pory ochłodził – streszcza młoda kobieta. Okazuje się bowiem, że ryzykownym pracownikiem nie jest już tylko kobieta w ciąży, ale też kobieta, która potencjanie może w tę ciążę zajść: - W czasie rozmów biznesowych kilka razy padły pytania o to, jak pogodzę życie prywatne z zawodowym po ślubie – tak, jakby on zaginał czasoprzestrzeń. Pracodawcy zadają dziesiątki pytań-podpowiedzi, żeby tylko nie zapytać wprost, czy planuję dzieci. Chciałabym jednak być traktowana tak samo, jak moi koledzy-mężczyźni. Tymczasem skreśla się mnie – bo potencjalnie mogę kiedyś być matką.

Kłamałam i będę kłamać

W oczach Natalii, wszystkie rozmowy o pracę wyglądają tak samo: - Poszukuję właśnie nowej pracy i gdzie nie pójdę, pyta się mnie czy mam dzieci i czy planuję je mieć w przyszłości. Muszę powiedzieć, że nie, bo inaczej będę od razu kilka punktów na minusie – przecież gdyby byli przychylnie nastawieni do mam, to nawet by nie pytali, prawda? – wyjaśnia dziewczyna. Mimo tego kłamstwa jej nie pasują: - Mówię nie, bo to odpowiedź właściwa na rozmowie, ale niewłaściwa moralnie. Tak naprawdę planuję mieć dzieci – ale mężczyzn się o to nie pyta. Chciałabym wreszcie móc powiedzieć im prosto w oczy, co myślę o takich pytaniach, ale nie ma miejsca na bycie liderem rewolucji, kiedy musisz płacić kredyt – mówi Natalka.

- W obecnej firmie nie jest lepiej – wydaje ci się, że jak pracujesz z samymi facetami, to twoja szefowa będzie bardziej skłonna do udzielenia ci wsparcia? Dobry żart. Z mojej możliwości zajścia w ciążę ciągle urządza się żarciki z wyraźnym sygnałem ,,daruj sobie” – kończy kobieta.

Tagi: Dziecko



Komentarze



Dziecko

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama