Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Dzieci uwięzione w sieci

Pokolenie dzisiejszych 30- czy 40- latków zetknęło się z telefonami komórkowymi w nastoletnim czy w dorosłym życiu. Nasze dzieci do telefonów i innych urządzeń mobilnych dostęp mają od małego. Nic więc dziwnego, że nierzadko lepiej radzą sobie z ich obsługą niż osoby dorosłe. Ale to niekoniecznie pozytywne zjawisko.

Dzieci uwięzione w sieci
Dzieci uwięzione w sieci

Jestem przerażona tym, co tablety i komórki robią z naszymi dziećmi – zwierza się 41-letnia Beata, mama 9-latka z Chatham. – Mój syn zaczyna dzień i kończy z tabletem w ręku. Gdy mu spróbować zabrać tę zabawkę, staje się agresywny, krzyczy, kopie, obraża się. Rok temu, w Wielkanoc, nie mógł się doczekać szukania czekoladowych jajeczek i śmigusa dyngusa. W te święta schował się w pokoju i grał w Minecrafta – przyznaje.

– Musiałam swojej 2-letniej córce dać szlaban na komórkę – żartuje Iwona z Ashford. – Taka elektroniczna niania jest wygodna w przypadku marudzącego dziecka, ale jak zobaczyłam, że Zuzia w pewnym momencie nie interesuje się niczym innym, tylko „bają”, uznałam, że przesadziłam – zaznacza.

– Co mam zrobić z dziećmi podczas rodzinnego spotkania przy stole – pyta mama 4-letnich bliźniaków, Łukasza i Konrada. – Dzieci nie usiedzą spokojnie. Muszę je czymś zająć, bo energia je rozpiera. Więc jak im włączę jakąś aplikację, to wytrzymają bez szaleństw. Najgorsze jest to, że moje angielskie koleżanki potrafią dać telefon już 6-miesięcznym dzieciom. To uważam za skandal – zauważa.

Zaczyna się zwykle podobnie. Dzieci się nudzą, a rodzice potrzebują odrobiny spokoju, by dokończyć pracę lub chwilę odpocząć. To ogromna ulga, gdy kilkulatek przestaje marudzić albo domagać się uwagi, bo pochłania go gra albo bajka. Ale przyjemność jest na tyle duża, że maluch domaga się jej coraz częściej.

Wg badań, ok. 63 proc. matek i ojców przyznaje się do I-parentingu, czyli do korzystania z urządzeń elektronicznych w celu zapewnienia dzieciom rozrywki. Badanie przeprowadzone przez ComRes pokazuje, że statystycznie brytyjskie dziecko spędza przed ekranem blisko trzy godziny dziennie.

Później tylko gorzej

Z badań przeprowadzonych w Polsce 2011 r. przez TNS OBOP w ramach kampanii „Uwaga! Fonoholizm” wynika, że co trzeci polski nastolatek nie wyobraża sobie dnia bez telefonu komórkowego. Według danych GUS-u, w 2013 r. w Polsce było 55 mln użytkowników telefonii komórkowej. Telefon komórkowy miał prawie każdy uczeń i nastolatek. W Wielkiej Brytanii jedna czwarta dzieci w wieku od 5 do 16 lat ma przenośny telefon.

Mniejsze dzieci chętnie oglądają na urządzeniach mobilnych bajki bądź grają w proste gry. Jednak wraz z wiekiem zmienia się obszar zainteresowań.

Po co? Dla nastolatków (68 proc. użytkowników w Polsce) telefon jest bardzo ważnym źródłem rozrywki i utrzymywania kontaktów towarzyskich. Młodzi ludzie używają telefonu komórkowego do wymiany informacji i utrzymywania kontaktów z rówieśnikami. Posiadanie komórki daje im poczucie niezależności i dorosłości oraz jest dowodem na uczestniczenie w relacjach społecznych. Bo telefon, oczywiście, służy nie tylko do rozmów. Za jego pośrednictwem młodzi ludzie komunikują się sms-ami, przeglądają portale społecznościowe, ale też grają, słuchają muzyki, robią zdjęcia i nagrywają krótkie filmy.

– Mój syn zabiera komórkę nawet do toalety – zwierza się Robert, tata 14-letniego Mikołaja. – Zawsze są awantury z tego powodu, bo ja nie potrafię tego pojąć. Co takiego jest w tym telefonie?

– Wiele badań z ostatnich lat wskazuje na to, że ekscesywne używanie smartfonów i tabletów nosi znamiona uzależniania. Jednak mówienie, że ktoś jest uzależniony od telefonu jest równie bezsensowne, jak twierdzenie, że alkoholik jest uzależniony od butelki – tłumaczy Agnieszka Dixon, psycholożka, psychoterapeutka, mama 17- i 9-latka. – Narzędzia elektroniczne to nośniki substancji, która może uzależniać. Pytanie, co nią jest. Łatwo ocenić przyczyny uzależnienia od gier komputerowych, tu działa prosty mechanizm pobudzania układu nagrody i zasada zaangażowania i konsekwencji. Jednak smartfony oferują inną, silniejszą substancję – social media. I tu pojawia się problem, bo dążenie do kontaktów społecznych jest naturalną potrzebą, jak jedzenie czy seks. I tak jak istnieją zaburzenia odżywiania i seksoholizm, tak nadmierne korzystanie z portali społecznościowych nosi znamiona patologii – wyjaśnia.

Wychowani przez tablety

Reklama pewnej marki spożywczej: „Wróciłam!” – woła mama, wchodząc do domu. Wita ją głucha cisza, chociaż mąż i dzieci siedzą w salonie. Wszyscy są pochłonięci korzystaniem z urządzeń mobilnych. Dopiero zdjęcie ulubionych słodyczy wysłane domownikom na ekrany tabletów powoduje, że porzucają zabawę i chcą się poczęstować czekoladkami.

– Czasem mamy w domu awantury, bo Mikołaj zamiast wyjść z pokoju, śle sms-y z pytaniem, co na obiad – opowiada Robert. – Ostatnio nawet napisał „puk, puk” stojąc pod drzwiami. Ale nas już to przestało śmieszyć, bo gdzieś nam się zgubił prawdziwy kontakt – podkreśla.

Nieumiejętność budowania relacji to tylko jeden ze skutków nadużywania tabletów przez najmłodszych. Do końca nie znamy przecież wpływu fal elektromagnetycznych na mózg. Niektórzy naukowcy twierdzą, że mogą one go uszkadzać. Pediatrzy i pedagodzy tłumaczą, iż znakiem naszych czasów jest fakt, iż coraz więcej dzieci potrzebuje ćwiczeń wspomagających integrację sensoryczną. Wcześniej były to ćwiczenia rehabilitacyjne dla dzieci ze specjalnymi potrzebami. Dziś bez mała wszystkie maluchy przykute do szkolnej ławki, samochodowego fotelika czy zafiksowane na ekranie tabletu mają zbyt mało ruchu i rozwijają się nierównomiernie. Dzieci, które zamiast grać w kapsle i brodzić w kałużach, spędzają dnie przy urządzeniach elektronicznych, rosną słabsze, nie bawią się z kolegami, nie mają siły uprawiać sportu, a zwyczajny upadek z huśtawki może skończyć się dla nich nie zwykłym siniakiem, a wręcz złamaniami. Dodatkowo badanie z 2013 r. pokazało, że spędzanie przed ekranem 1-3 godzin dziennie zwiększa u dzieci i młodzieży ryzyko otyłości o 10-27 proc.

Naukowcy ostrzegają

Od kilkunastu miesięcy śmieszy nas w internecie film, który obejrzały już miliony osób – dzieci i wnuki przyjeżdżające w odwiedziny do dziadków czeka drobiazgowa kontrola osobista, przypominająca tę na lotniskach. Dzięki aparatowi rentgenowskiemu dziadek znajduje tablet w atrapie książki córki, wyciąga telefon komórkowy z brzuszka pluszowej zabawki wnuczka czy ze skarpetki nastoletniej wnuczki. Czy powinniśmy uciekać się do takich środków? Zabawny film nie oznacza, że należy to zjawisko lekceważyć. Nadużywanie urządzeń mobilnych, internetu, gier i social mediów może prowadzić do poważnych problemów.

Powstało nawet określenie „cyfrowa demencja”, którego przed kilku laty użyli południowokoreańscy lekarze do opisania symptomów chorobowych – zarówno psychicznych, jak i fizycznych – będących skutkiem niekontrolowanego korzystania z mediów cyfrowych. Znany niemiecki psychiatra i neurobiolog, Manfred Spitzer, daje w swojej książce „Cyfrowa demencja” szczegółowy wgląd w istotę i przyczyny tego zjawiska. Wg Spitzera, częste korzystanie z urządzeń cyfrowych skutkuje – zwłaszcza u dzieci i młodzieży – zanikiem samodzielnego myślenia, to zaś prowadzi do zakłócenia uwagi i pogarszania się wyników w nauce. Na płaszczyźnie emocjonalnej ceną za zbyt częste przebywanie w wirtualnym świecie jest osamotnienie, wycofanie się z realnego życia, problemy ze snem i koncentracją.

Profesor Sonia Livingstone z London School of Economics twierdzi, że 59 proc. rodziców nie ma pojęcia, jaki czas spędzony przed ekranem jest odpowiedni dla dzieci. – Daliśmy dzieciom narzędzia, ale nie daliśmy im mapy – podsumowuje specjalistka. W rezultacie większość dzieci korzysta z urządzeń mobilnych o wiele za długo.

Co zrobić, żeby to zmienić? Warto więc wesprzeć dzieci własnym przykładem. Wyłączyć komputery i telefony i wybrać się całą rodziną na spacer, basen czy siłownię. Wyznaczyć dni wolne od urządzeń mobilnych i pilnować tej „cyfrowej higieny” restrykcyjnie. Skoro nie pozwalamy dzieciom żywić się samymi słodyczami i czipsami, to nie pozwólmy im też spędzić życia przed ekranem.

Dlaczego? – Istnieje wiele badań, które wskazują na związek uzależnienia, depresji i zaburzeń lękowych, jest to piekielne błędne koło, ponieważ depresja i lęk prowadzą do uzależnienia, a uzależnienie wywołuje depresje i lęk – podkreśla Agnieszka Dixon. – W przypadku social mediów jest podobnie, tylko wyzwalaczem jest samotność i niska samoocena, a nagrodą jest aprobata społeczna, dla której wielu ludzi zrobi wszystko: wyleje na siebie kubeł zimnej wody z lodem, czy nawet zastrzeli się online, jak to zrobił niedawno amerykański nastolatek. Uzależnieni poniosą takie same konsekwencje jak alkoholicy i narkomani: porażki zawodowe, nieumiejętność utrzymania bliskiej więzi międzyludzkiej. Możliwa jest depresja, pogłębiająca się izolacja społeczna, a następnie choroba i wreszcie śmierć – podsumowuje psycholożka.

Przesada? Niekoniecznie. Powstało już mocno znaczące określenie dla osób, które żyją w wirtualnym świecie – „nolife”. Mocniejsza wersja to japońskie „hikikomori” – to osoba, która bez pomocy psychologa nie jest w stanie nawet wyjść z własnego pokoju, a ze światem zewnętrznym komunikuje się za pomocą internetu, nie buduje relacji, nie ma hobby i nie komunikuje się nawet z najbliższymi.

Druga strona medalu

Nie należy jednak popadać w skrajności i obrażać się na nowe technologie. Dzieci muszą umieć używać komputerów i telefonów. Zresztą uczą się już tego w szkole.

– Mój syn od przedszkola korzysta z komputera: najpierw kolorował obrazki i układał puzzle, potem wykonywał obliczenia, ostatnio za pomocą gry uczył się o sortowaniu śmieci – opowiada Beata.

– Za moich czasów w szkole przedmiot „informatyka“ był męką: trzy osoby siedziały wtedy przy jednym komputerze i wpatrywały się w czarny ekran z bursztynowymi literkami, próbując udawać, że rozumieją system DOS albo programują w pascalu – wspomina Robert. – A muszę przyznać, że mój syn już koduje, pisze strony internetowe, więc być może to będzie jego przyszłość?

Technologie mogą wspomóc również więzi z bliskimi, co jest szczególnie ważne zwłaszcza w przypadku rodzin emigrantów, gdy czasem nowoczesne technologie to jedyny sposób na kontakt z rodziną, jeśli brak czasu bądź finansów uniemożliwiają częste podróże do Polski. – Czasem mój syn gra z babcią w chińczyka przez skype’a lub babcia czyta mu książeczki albo razem oglądają bajkę. Nie jest to prawdziwy kontakt, ale dzięki temu obie strony „są na bieżąco” – tłumaczy Beata.

U nieco starszych dzieci korzystanie z odpowiednich aplikacji wspomaga proces edukacji. – Kiedy już znajdziemy dobre programy czy gry dla dziecka, powinniśmy się z nim bawić. Wspólnie grać i oglądać ciekawe programy przyrodnicze oraz popularnonaukowe. Włączać muzykę i razem do niej tańczyć. Wyszukiwać ciekawe przepisy i razem gotować. Kręcić wspólnie z dzieckiem krótkie filmy – doradza Jenny Radesky z Boston University, znawczyni tematu.

Należy jednak zachować umiar i kontrolować czas, a także przyjrzeć się temu, czym zajmują się nasze dzieci. Jeśli prócz oglądania bajek i grania w gry dzieci rysują, lepią z plasteliny, biegają po podwórku, chodzą pod drzewach, uprawiają sport, potrafią budować relacje z rówieśnikami, mają zainteresowania, umieją i lubią spędzać czas z rodziną, to nie ma się czym martwić.

– Odpowiedź na pytanie, jak korzystanie ze smartfonów czy tabletów wpłynie na przyszłość naszych dzieci jest zatem prosta. Tym, którzy używają ich z umiarem do podtrzymywania kontaktów społecznych, nic nie grozi – uspokaja Agnieszka Dixon.

A co zrobić, żeby nasze dzieci nie były uzależnione od aprobaty społecznej? Spędzać z nimi więcej czasu? – Niekoniecznie. Wystarczy dostrzec, kim naprawdę są nasze dzieci, a nie kim my chcemy, żeby były i dać im tyle aprobaty i wsparcia, żeby nie musiały bez końca szukać uznania w świecie zewnętrznym – podpowiada psycholożka.

Goniec.com


Komentarze



Dziecko

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama