mieszkasz w londynie banner

- Już miesiąc czekam na deportację. Nie wiem, co dalej - pisze Karol

Czytelnik twierdzi, że trafił do ośrodka tymczasowego w wyniku pecha. Sytuacja wydaje się bez wyjścia.

- Już miesiąc czekam na deportację. Nie wiem, co dalej - pisze Karol
- Już miesiąc czekam na deportację. Nie wiem, co dalej - pisze Karol

Karol przebywa w ośrodku IRC Harmondsworth już od miesiąca. To znane Polakom centrum pobytu tymczasowego przy lotnisku Heathrow stało się dla niego koszmarem o niepewnym zakończeniu. Karol twierdzi, że trafił tam przez przypadek i postanowił podzielić się z czytelnikami swoją historią - na jego prośbę zmieniliśmy dane, które mogłyby ułatwić rozpoznanie jego tożsamości. Poza tym publikujemy jego list w formie niezmienionej.

Piszę trochę po pomoc i radę, a trochę, żeby się pożalić. Jestem w ośrodku już od 13 października, niedługo będzie miesiąc. Opiszę więc swoją historię i jak trafiłem do IRC Heathrow.

W Anglii jestem od wakacji zeszłego roku, przyleciałem tu legalnie, bo w końcu jesteśmy w Unii. Ze Stansted odebrał mnie kolega, z którym dobrze znałem się w Polsce, bo przyjaźniliśmy się już od podstawówki. Na początek zamieszkałem z nim i jego żoną poza Londynem, ale szybko zacząłem szukać pracy. Chciałem się ustatkować i żyć normalnie, na swoim. Jedna agencja szybko znalazła mi pracę w sąsiednim, niewielkim mieście. Byłem magazynierem.

Praca była bardzo ciężka i wyczerpująca fizycznie, ale polubiłem się ze współpracownikami i wolałem spędzać czas razem z nimi w firmie, niż siedzieć w domu z obcymi i oglądać TV bez celu. Już wtedy wyprowadziłem się od kolegi i byłem samodzielny. Lubiłem pracować i chciałem zarobić, więc zacząłem przychodzić na zmiany codziennie, każdego dnia w tygodniu. Płaciłem podatki, miałem Insurance Number i tak sobie żyłem z dnia na dzień, aż do tego feralnego, pechowego dnia.

Szedłem wieczorem po zakupy, jak zwykle. Wtedy wjechał we mnie motocykl... Kierowca uciekł, a ja niewiele pamiętam, byłem w szoku i obudziłem się w szpitalu, cały połamany. Powiedziano mi, że byłem nieprzytomny kilka dni, że miałem poważną operację i wiele kości mam posczepianych na metalowe płytki i śrubki. W sumie lepsze to, niż jakbym nie mógł chodzić... Ten wypadek zmienił całe moje życie, głównie dlatego, że sprawcy nie złapano nigdy, a ja nie miałem tu nikogo bliskiego. Kolega kilka miesięcy wcześniej wrócił do Polski na stałe, więc byłem tu sam. 

Z racji długiego pobytu w szpitalu, nic nie zarabiałem. Nie zapłaciłem więc za mieszkanie i stałem się bezdomny i bezrobotny. Prawie wszystkie moje rzeczy, nawet papiery, zostały wywalone do śmietnika przez landlorda. Paszport nowy wyrobiłem jak szybko się dało, ale nie miałem zbyt dużo oszczędności, a rodzice, którzy w Polsce nie mają na leki, nie mogli mi pomóc.

Wyszedłem ze szpitala, zaczepiłem się gdzieś, ale pracy znaleźć nie mogłem. Kto weźmie do roboty półkalekę i to jeszcze w zimę, jak nie było pracy dla normalnych ludzi? Wreszcie musiałem zamieszkać w ośrodku dla bezdomnych, ale tam też nie można mieszkać wiecznie (takie są zasady). Nie wiedziałem co robić, jak już mnie i stamtąd wyproszą, a ja dalej bezrobotny... To nie był koniec moich kłopotów.

Prawda jest taka, że jak miałem tyle problemów, brałem mnóstwo leków, też tabletki przeciwdepresyjne i silne znieczulające. Miałem bardzo duży lęk, żeby chodzić gdzieś sam, trochę zacząłem popijać bo inaczej nie miałem siły nawet przejść przez ulicę, tak bardzo się bałem że coś mi się stanie. Raz miałem jakiś atak na ulicy i nie wiedziałem gdzie jestem. Jakiś człowiek chciał mi pomóc, ale zacząłem się wyrywać bo chyba nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Ten pan zgłosił policjantom, że go pobiłem, a potwierdził to ten policjant z community - tylko, że ja nie biłem, tylko się w swoim mniemaniu broniłem, a to dlatego, że mam problemy psychiczne w wyniku wypadku. Byłem w panice i nieświadomy. Mimo tego oskarżono mnie o pobicie - ja niepełnosprawny i ledwo chodzący pobiłem pana większego dwa razy i policjanta. Dwóch jednocześnie. Dostałem wyrok 5 tygodni w zawieszeniu i karę pieniężną, zniosłem to z pokorą i chciałem unikać kłopotów.

Kilka miesięcy później złapali mnie, jak ukradłem ubranie. Rzeczywiście tak się stało, ale przyłapany przyznałem się i przepraszałem. Byłem już w strasznej depresji, pozbawiony środków do życia, a to wszystko przez idiotę na motocyklu. Odwieszono mi karę, chociaż adwokat tłumaczył, że mam problemy psychiczne i jestem w depresji po wypadku. Poszedłem siedzieć na pół wyroku, czyli około 3 tygodnie. Kurator miał mi pomagać po wyjściu i znaleźć mi mieszkanie socjalne ze względu na moje położenie, i zasiłek załatwić. Miał też wreszcie mi pomóc dostać odszkodowanie, żebym mógł wrócić do jako tako normalnego życia. Ale tego się nie doczekałem

Będąc w więzieniu, dostałem list z Home Office. Kazali mi udowodnić, że jestem godny, by zostać w UK. Opisałem całą sytuację, która doprowadziła mnie do więzienia, podałem szczegóły i wszystko było prawdą. Nie dostałem odpowiedzi i trafiłem po wyjściu prosto do ośrodka IRC, gdzie czekam na deportacje. Nikt mnie o tym nie powiadomił, nawet mój adwokat nic nie wiedział. Wszystko odbyło się za moimi plecami. 

Teraz nie mam ani leków, ani prawnika. Mam być wyrzucony do Polski, gdzie już nic nie mam, bo rodzice zmarli, a z siostrą nie rozmawiam i nie wiem, gdzie jest. Nie płaciłem tam też przecież żadnych składek, wszystko mam tu. Wkrótce tam pewnie trafię. Tak się skończyła moja kariera na Wyspach Brytyjskich.



Komentarze



Imigracja

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama