Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

7 grzechów głównych imigranta - część druga (1)

Kontynuacja artykułu na temat problemów, jakie imigranci stwarzają sobie sami.

Imigranci schodzą z "Prinzess Irene" na wyspę Ellis
Imigranci schodzą z "Prinzess Irene" na wyspę Ellis

Nikt tak człowiekowi nie utrudnia życia jak on sam potrafi sobie utrudnić. Im wcześniej zdamy sobie sprawę z kłód, które sami rzucamy sobie pod nogi, tym wcześniej będziemy mogli mogli sobie z nimi poradzić. Dlatego poprosiliśmy o pomoc w opracowaniu tematu Macieja Łobodę z firmy PNV Solutions, która pomogła już setkom osób przeprowadzić się za granicę.

4. Palenie za sobą mostów

Kadr z filmu "Most na rzece Kwai"

Odejście od stanowiska pracy może być rozumiane dwojako: jeśli pracodawca był poinformowany, jest to po prostu strajk. Jeśli nie był, to jest to porzucenie pracy. Doświadczenie pokazuje, że niepokojąco wiele osób wybiera taki sposób rozwiązywania konfliktu w pracy - po prostu przestają do niej przychodzić. Pisałem już o tym, że ludzie tutaj są naprawdę pomocni - wiele problemów można rozwiązać po prostu rozmową. Tymczasem porzucenie miejsca pracy jest fatalnym wyborem z kilku powodów. Przede wszystkim - drugiej szansy od takiego pracodawcy nie otrzymacie. Reputacja jednej osoby nie jest jednak aż takim zmartwieniem jak problem numer dwa - następnym razem taki pracodawca widząc w CV, że przyjechaliście z Polski 3 miesiące temu pomyśli "Nie jest tu jeszcze zakorzeniony, poprzedni Polacy mi po prostu uciekali, a jego doświadczenia z Polski nie mam jak zweryfikować. Odpada". W ten sposób przekreślacie nie tylko swoje szanse, ale także podkopujecie zaufanie do szerszej społeczności. Stereotypy mogą być krzywdzące, mogą być słuszne - niezależnie od tego jednak zakorzeniają się w świadomości bardzo sprawnie. Naprawdę - lepiej się rozstać we w miarę ludzkich warunkach.


5. Niesłuchanie oraz słuchanie zbyt gorliwe

Wyjeżdżając do Wielkiej Brytanii można było być pionierem 100 lat temu. Od tamtego czasu jednak sporo się zmieniło i bardzo wiele osób z Polski mieszka tam już długie lata. Część z nich pamięta jak trudne mogą być początki i bardzo chętnie pomoże osobie nowej w danym kraju. Sam miałem sytuacje, gdy musiałem delikatnie "zmotywować" kogoś do załatwienia pewnych spraw. Mówiłem na przykład: "Jesteś tu już tydzień i dalej nie masz angielskiego numeru? Weź sobie załatw, bo jak nie masz numeru to przecież nikt do ciebie nie zadzwoni z ofertą pracy". Albo: Tyle czasu nie masz konta bankowego i dziwisz się, że nie możesz znaleźć pracy?! - tego typu sprawy. Albo wieczne odkładanie telefonu po NIN.

7 grzechów głównych imigranta - część druga

Tacy ludzie wyjeżdżają z Anglii po dwóch tygodniach, bo "nie mogą znaleźć pracy". Zdarzają się też ludzie wyrzucani za, z ich punktu widzenia, błahostki, za nawyk ignorowania przepisów. Takie głupoty jak przechodzenie w niedozwolonym miejscu, nieprzepisowe korzystanie z wózków, palenie w strefach do tego nie wyznaczonych - wszystkie takie uchybienia, za które pracodawca może ponieść dużą karę.

Z drugiej strony mamy osoby gorliwie słuchających każdej rady. A nawet zakładając dobre intencje doradzającego nie można zakładać, że jest to najlepiej poinformowana osoba. Różni ludzie przyjeżdżają z Polski do pracy (z innych krajów oczywiście też), nie wszyscy mają czyste intencje. Potrafią oni podpowiedzieć niezbyt dobre, albo wprost złe rozwiązania w celu uzyskania przewagi nad "kolegami" z pracy na wypadek redukcji etatów. W ubiegłym roku przed świętami miała miejsce sytuacja bardzo dobrze ilustrująca to zjawisko. W wielu branżach styczeń jest wolniejszym okresem, więc część osób jest odsyłana, redukowane są godziny. Aby zapobiec negatywnym efektom dla siebie pracownicy firmy (której nazwy nie wymienię) bardzo podkreślali jak trudno jest o pracę w tym okresie. Przekonali część "świeżaków" do wykupienia biletów do domu licząc na to, że pracowników zostanie na tyle niewielu, że żadne godziny nie będą zredukowane. Ostatecznie okazało się, że pracy na początku tego roku było mnóstwo i kłopotów narobili sobie głównie wierzący w czyste intencje "kolegów" z pracy.

Inną kategorią "pomagających" są ludzie pewnie czujący się w przepisach, tak naprawdę niemający o nich pojęcia. Mogą też działać ze złośliwości, częściej bywa jednak tak, że powielana informacja została gdzieś zasłyszana. A że niedokładnie i w innym kontekście - cóż. Dlatego zawsze warto daną informację zweryfikować. Strony rządowe (gov.uk) mają to do siebie, że są naprawdę przydatne i przy odrobinie wysiłku można znaleźć odpowiedzi na wszelkie intrygujące nas kwestie podatkowo-prawne.

6. Zamykanie się w Polskim kręgu kulturowym.

Niestety to prawda i tak jest. Znam wiele rodzin, które w swoich domach mają Polską telewizje satelitarną, oglądają materiały w języku polskim, polskie Wiadomości, mówią tylko po polsku, a angielskiego nawet nie znają i żyją tutaj od wielu lat. Nie wiedzą co się dookoła nich dzieje, jakie zmiany przygotowuje rząd Wielkiej Brytanii, nie wiedzą nic - kompletnie. Nie popełniajcie tego samego błędu - warto chociaż raz w tygodniu sprawdzić jakaś prasę angielską, czytać angielski Internet czy po prostu - pooglądać BBC. Miejcie kontakt z Anglikami, uczcie się języka - zapisujcie się na darmowe kursy angielskiego - to naprawdę dużo daje.

Wikimedia

Poza tym: pasje i hobby. To zbliża ludzi o podobnym sposobie myślenia. Często czujecie się tu samotni? Znajdźcie coś co lubicie robić i róbcie to - nie tylko z Polakami, ale również (albo przede wszystkim) z Anglikami! Idźcie pokopać piłkę, idźcie wędkować, wyjdźcie do pubu, na dyskotekę, zagrajcie w golfa (to wbrew pozorom tani sport w Anglii), zapiszcie się do grup i grajcie w planszówki, karty, pokera (w końcu tutaj to legalne), Magic: The Gathering, grajcie w RPG, driftujcie - cokolwiek. Wyjdźcie z domu i starajcie się zrozumieć kulturę, w której kraju wam przyszło żyć - będzie wam o wiele, wiele łatwiej.

Dość popularne są spotkania umawiane za pośrednictwem serwisu Meetup - są grupy dla chcących poćwiczyć angielski, dla zainteresowanych teoriami spiskowymi albo rodzajami gleb w Anglii. Dosłownie dla wszystkich. Warto z tego narzędzia skorzystać.

7. Zwalanie winy na innych

Chyba najpoważniejszy z wymienianych przeze mnie grzechów: obwinianie innych o własne porażki. Narzekanie "A, nie wychodzi mi, ponieważ tutaj ciągle pada", "nie umiem angielskiego, ponieważ szkoła w Polsce mnie nie nauczyła", "nie dostałem pracy, ponieważ teraz nie ma pracy!" itp. itd. Warto dodać, że twierdzenie "W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem" jest w Anglii z definicji nieprawdziwe.

Niestety, sam przez większość swojego życia przerzucałem odpowiedzialność za siebie na innych. Mówiłem "należy mi się", bo tak. Wszystko musiałem dostać podane na tacy - ale świat tak nie działa. Dopiero gdy odkryłem, że na wszystko trzeba samemu zapracować, udało mi się wyjść z tego kółka beznadziejności. Tak, to moja wina, że jestem gdzie jestem. Nie, nie wybrałem sobie, że urodziłem się w Polsce - ale mam wszystkie możliwości by to zmienić, ogranicza mnie tylko moje lenistwo i moja własna wyobraźnia. Jeśli czegoś szczerze chcecie, to niepowodzenia tylko będą was motywować do dalszej pracy, a problemy, jakie się pojawiają, będziecie przeskakiwać i rozwiązywać. Łatwo poznać kogoś, komu tak naprawdę nie zależy - zamiast działać ciągle narzeka, że ktoś albo coś mu nieprzerwanie przeszkadza w osiągnięciu celu. Brak znajomości, zła pogoda, leniwi Anglicy, nienawistni urzędnicy, leciwa królowa - tyle kłód, co niektórzy zauważają pod własnymi nogami, to nawet Napoleon w Rosji nie miał.

Wiele wyjeżdżających osób ma wielkie ambicje: chcą od razu zostać managerami i chcą od razu pracować w najlepszej możliwej pracy. To tak nie działa. Jeśli jesteś dobry, nikt nie będzie Ci przeszkadzał, dadzą Ci szanse się wykazać. Pokaż, że umiesz pracować i że chcesz - jeśli nie w jednym, to w drugim zakładzie. Ale nie oczekuj, że zaraz po przyjeździe dostaniesz nie wiadomo jaką pracę. Zdarza się, że ktoś mów: "Nie pójdę do pracy X, bo z takim zatrudnieniem w CV nie będę później traktowany poważnie". Prawda jest jednak taka, że pracodawcy w Wielkiej Brytanii dużo bardziej podejrzliwie patrzą na kogoś, kto miał pół roku niewyjaśnionej przerwy w życiorysie niż na kogoś chwytającego się różnych prac.



Komentarze

Niestety prawda Kiedy byłam w Anglii koleżanka namówiła mnie na założenie sobie badoo. Jest to rozrywka raczej dla prostych ludzi poszukujących taniej kopulacji, ale ucieszyło mnie że w okolicy mieszka całkiem sporo Polaków, bo już mi się zaczynało tęsknić za ojczystym językiem. Po kilku rozmowach z Polakami dowiedziałam się, że jestem suką i że Polaki są podłe i lepiej się z nimi nie zadawać. Sama jestem osobą, która zaznała wiele podłości od rodaków za granicą - tylko, że zawsze byli to Polacy, którzy sami uważają Polaków za "zagrożenie" (zwykle bez dowodów) i sami nigdy nic dobrego nie zrobili dla polskiej społeczności. Reasumując - Polaku na emigracji, jeżeli usłyszysz od kogoś, że "Polaczki" są jak wilki, to uciekaj i się nie oglądaj. To jest jakaś nieopisana jednostka psychiatryczna, że rodak zrobi ci najpodlejsze rzeczy, bo jesteś Polakiem, a "ONI" są źli. Życzę wam, żebyście się nie przekonali na własnej skórze jak podły może być taki człowiek.


Imigracja

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama