Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

7 grzechów głównych imigranta - część pierwsza (2)

Wyjeżdżając za granicę, lub już przebywając na emigracji, warto wiedzieć co pomaga, a co przeszkadza w osiągnięciu zadowolenia z wyjazdu.

Emigracja / Gustav Wentzel
Emigracja / Gustav Wentzel

Nikt tak człowiekowi nie utrudnia życia jak on sam potrafi sobie utrudnić. Im wcześniej zdamy sobie sprawę z kłód, które sami rzucamy sobie pod nogi, tym wcześniej będziemy mogli sobie z nimi poradzić. Dlatego poprosiliśmy o pomoc w opracowaniu tematu Macieja Łobodę z firmy PNV Solutions (pnv-solutions.co.uk), która pomogła już setkom osób przeprowadzić się za granicę.

1. Nawyki z Polski

Moment zejścia z promu, lub wyjścia z podniebnego autobusu tanich linii lotniczych, to chwila, gdy musimy zdać sobie sprawę z tego, że nie znajdujemy się więcej w Polsce (mimo faktu, że Polaków będziecie spotykać praktycznie wszędzie). Warto zresetować swoje podejście i przyjrzeć się Anglikom oraz ich zachowaniu - spróbujcie odgrywać jakąś postać z Brytyjskiego serialu, wczuć się w kulturę tego miejsca, zaaklimatyzować. Dla podchodzących ambitnie do zagadnienia bardzo dobrą pozycją jest książka "Watching the English" (po polsku "Przejrzeć Anglików"), która dogłębnie zajmuje się kwestią niepisanych zwyczajów obowiązujących w Anglii.

Painted-rabbit / DeviantArt

Polacy znani są raczej z powściągania radości na ulicy, osoba idąca ulicą uśmiechająca się bez wyraźnego powodu jest postrzegana jako coś niezwykłego. Tymczasem w Anglii jest zupełnie odwrotnie - często mamy do czynienia z wyrazem twarzy, który po prostu zachęca do podjęcia konwersacji i interakcji z jakąkolwiek osobą go noszącą. Nie, nie chodzi o to by się sztucznie uśmiechać - znajdźcie pozytywy, myślcie o miłych rzeczach, przypomnijcie sobie jakieś pozytywne wydarzenie - cokolwiek. Utrzymajcie swój uśmiech, po pewnym czasie wejdzie wam to w nawyk - uśmiechając się, nawet na siłę, jesteśmy lepiej (przyjaźniej) odbierani. Sami też stajemy się przyjaźniejsi, ponieważ uśmiech podnosi ilość endorfin na zasadzie sprzężenia zwrotnego, co powoduje, że uśmiech zaczyna być coraz bardziej prawdziwy, czujemy się lepiej i ogólnie jest fajnie.

Nie wspominając o tym, że uśmiech powoduje, że jesteśmy zdecydowanie bardziej atrakcyjni - ale to już wyższa szkoła jazdy.

Czarnowidztwo i narzekanie na wszystko i wszystkich - tak, to też jest nawyk i łączy się z poprzednią kwestią. Bardzo często widzę w Polakach i sam łapię się na tym (w końcu jestem Polakiem), że do nowej idei/miejsca/osób/sprawy/czegokolwiek nowego - podchodzę z nastawieniem "aaaa bo to wcale nie będzie tak fajnie", "w ogóle to jest słabo bo powinno być X a jest Y", "na pewno mnie okradną i tyle z mojego wyjazdu będzie", "nie uda mi się to wszystko". Nauczcie się rozpoznawać te negatywne myśli - one prowadzą jedynie w ślepą uliczkę. Można sądzić, że owszem, pozwalają się przygotować na ewentualne złe sytuacje - ale jest różnica między analizowaniem sytuacji wprzód i mogących powstać problemów, które trzeba rozwiązać - a "poddawaniem się" na samym początku i zakładaniem, że przez problemy sobie nie poradzimy.

Dlaczego jest to tak ważne? Tutaj kłania się psychologia. Umysł ludzki bardzo nie lubi dysonansu poznawczego - czyli nie lubi, jeśli coś, co myślimy/uważamy, nie zgadza się ze stanem rzeczywistym, dlatego, że prościej umysłowi jest spowodować porażkę niż sukces - gdy wmawiamy sobie, że nam się coś nie uda - podświadomość sama zaczyna działać w tym kierunku.

2. Cebulactwo

Jest spora różnica, między oszczędnością, a cebulactwem. Ja cebulactwo definiuję tak: wybieranie zawsze najtańszej opcji, ze zwracaniem uwagi jedynie na cenę, bez patrzenia na opłacalność.

7 grzechów głównych imigranta - część pierwsza

Znacie powiedzenie "nie stać mnie na kupowanie tanich rzeczy"? Nie wzięło się ono znikąd: możemy kupić najtańsze możliwe buty i pochodzić w nich 3 miesiące zanim się rozlecą, przy okazji cierpiąc wiele dni odcisków i bólu stóp, możemy też kupić porządne buty trochę drożej, ale pochodzić w nich 2-3 lata i wiedzieć, że nasze stopy będą czuły ulgę. Wydaje się to błahy punkt, jednak w praktyce emigracyjnej jest bardzo ważny. Często bowiem na początku, gdy chwytamy się każdej pracy, trafia się taka wymagająca wielogodzinnego stania lub chodzenia. Wówczas to może być różnica między możliwością utrzymania się a koniecznością brania dni wolnych z powodu problemów ze stopami.

Zawsze, gdy stoicie przed wyborem kupna produktu/usługi zadajcie sobie pytanie: jakie koszta poboczne mogą wyniknąć z powodu wybrania tańszej opcji? Może warto dopłacić pare funtów? Zadajcie sobie sami pytanie: Czy naprawdę warte zaoszczędzenia paru funtów jest tłuczenie się przez 40 godzin autobusem zamiast lotu samolotem i wysłania rzeczy kurierem? To dość jaskrawy przykład, ale dobrze pokazuje w jakie pułapki można się złapać patrząc jedynie na cenę.

Problematyka cen nieuchronnie wiąże się z przeliczaniem wszystkiego na złotówki. Zanim odbierze się pierwszą wypłatę wszystko wydaje się takie drogie i ogólnie większość nie chce poświęcać ciężko zarobionych/pożyczonych pieniędzy na jakieś droższe bibeloty. Dlatego naprawdę warto pozbyć się nawyku przeliczania wszystkiego na złotówki natychmiast po otrzymaniu pierwszych wypłat w funtach. To, że istnieje sklep Poundland, gdzie wszystko jest po funcie (oprócz tego co nie jest) nie oznacza, że wszystko w tym sklepie jest po pięć złotych. Dobrym ćwiczeniem na "świadomość zarobkową" jest wyobrażenie sobie, że jest się w polskim sklepie i wszystko kosztuje złotówkę. Jeśli w Polsce zapłacilibyśmy za dany produkt złotówkę, to w Wielkiej Brytanii nie powinniśmy mieć oporów z zapłaceniem za to funta tylko dlatego, że "to aż 5 złotych".

To samo tyczy się usług lub gastronomii - czy 6 funtów za wielkiego hamburgera z frytkami w restauracji do dużo? A czy w Polsce 6 złotych za takiego samego hamburgera to dużo? - po raz kolejny, odpowiedzcie sobie sami.

3. Strach

Wiele osób na emigracji ma w sobie wielki strach przed wszystkim. Lęk jest dość naturalną reakcją na nieznane. Jest to potęgowane przez fakt, że wiele osób przed wyjazdem na emigrację snuje czarne wizje przyszłości stojącej przed wyjeżdżającym: że będzie słabo, że mnie okradną, oszukają, że wrócę bez pieniędzy, że mi się nie uda. Jest to niestety równie typowe, jak częste w życiu osób udających się na emigrację zarobkową.

Krzyk / Edward Munch

Mogę was jednak zapewnić: pozbądźcie się strachu, podejdźcie na luzie. Wyobraźcie sobie, że w Anglii nikomu nie zależy, by was skrzywdzić. Serio, prawo tutaj jest stworzone DLA WAS, a nie PRZECIW WAM! Nie bójcie się idąc na rozmowę o NIN, oni nie chcą tej rozmowy by sprawdzić, że słabo mówicie po Angielsku, czy macie pracę, czy może że macie mieszkanie, albo cokolwiek innego. Oni robią to dla was, by ułatwić wam życie w Anglii. Nie wietrzcie wszędzie spisku i tak jak w punkcie 1. - porzućcie czarnowidztwo. Jestem przekonany (mam na to wiele dowodów oraz wiele takich przypadków widziałem) - każdy jest sobie w stanie w Wielkiej Brytanii poradzić, wystarczy tylko chcieć.

Inną formą strachu jest strach przed mówieniem po Angielsku. To również zrozumiałe jeśli nie miało się zbyt wiele do czynienia z praktycznym, pozaszkolnym wykorzystaniem tego języka. Warunki szkolne kładą nacisk na perfekcję języka - w życiu to jednak tak nie funkcjonuje. Warto mieć świadomość, że nawet jeśli mamy język na kiepskim poziomie - nie warto się bać. Mówcie, starajcie się. Z mojego doświadczenia: znam wiele osób, które dobrze zdały maturę. Mówili, że ich angielski to co najmniej C2, ale "boją się mówić" i idzie im znacznie gorzej z dogadywaniem się niż osobom mającym angielski na poziomie A2/B1, które nie wstydzą się tego, że chcą się porozumieć. Nawet jeśli używają samych zdań złożonych z trzech słów, to oczywistym jest fakt, że lepiej się dogadają niż ktoś, kto w ogóle boi się odezwać.

Anglicy doceniają starania, sami mówią bardzo luźno podchodząc do kwestii językowych. Sami popełniają błędy, a jednak jako naród dają radę się porozumieć od tysiąca lat. Jeśli widzą, że ktoś się stara - przeważnie pomogą w porozumieniu się.

I coś co wynika ze strachu: szanowanie się. Jeśli nie potrafimy szanować sami siebie, nie będziemy szanować innych - to bardzo proste. Warto cenić swoją pracę, warto też wiedzieć ile jest ona warta. Robienie nadgodzin do oporu daje wynik na koncie, jednak myśląc o ułożeniu sobie życia na emigracji nie można pomijać kosztu zdrowia. "Zdrowie jest najważniejsze" jest frazesem, kiedy jednak z powodu przemęczenia organizmu trzeba nie tylko brać chorobowe, ale wręcz zmieniać pracę, to nagle okazuje się, że te nadgodziny nie były tego warte. Wśród imigrantów popularna jest opinia, że Anglicy są leniwi, albo niechętni do pracy. Warto na to spojrzeć z perspektywy - może ta osoba nie robi nadgodzin, bo wraca do domu do rodziny? Jadąc na dwuletnie dorobienie się nie jest to priorytetem. Ale wyjeżdżając na całe życie - trzeba mieć to na uwadze, trzeba wiedzieć, co jest ważne dla nas w czasie, za który nikt nam nie płaci.



Komentarze

dan bardzo smieszne te porady, glupie
vulk sorry, ale to beznadziejne porady


Imigracja

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama