Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Bestia z dożywociem (3)

Ojciec Kateriny ruszył za intruzem ulicami Hammersmith. W pewnym momencie stanął twarzą w twarz z „Bestią”. – Co robiłeś w moim domu – krzyknął i zauważył krew swojego dziecka na twarzy mordercy.

Za kratami / Shutterstock
Za kratami / Shutterstock

Więzienie Frankland w północno-wschodniej części Anglii. Tu trafiają mordercy, gwałciciele i terroryści. Tylko kategoria A. Za murami tego więzienia 23 września 2009 roku zmarł na serce Andrzej K. Z dożywocia, które dostał za zgwałcenie i zamordowanie 12-letniej Kateriny odsiedział pięć lat. Od dawna miał problemy z sercem. Kilka lat wcześniej przeszedł operację wstawiania bajpasów. O jego śmierci pisały wszystkie brytyjskie gazety, podobnie zresztą jak polskie. Ta wiadomość to ulga dla ponad trzydziestu dziewczynek i kobiet, które padły ofiarą „Bestii”. Umarł w wieku 53 lat, a pierwszy raz zgwałcił, gdy miał 17. Mimo to londyńska policja wciąż szuka śladów łączących go ze zniknięciem dwóch kobiet: Elizabeth Chau w 1999 oraz Loli Shenkoya w 2000 roku.

Przed sprawiedliwością

Warszawa, maj 1995 roku. K. idzie za 10-letnią dziewczynką, kiedy ta wraca do domu ze szkoły. Wchodzi do mieszkania. W środku nie ma nikogo poza nim i dzieckiem. Mówi, że ma interes do jej ojca. – Umiesz dotrzymać tajemnicy? – pyta nagle dziewczynkę. Chwilę później łapie ją za gardło, zaciąga jej dziecięcą bluzeczkę na głowę, a potem wiąże. Zanim jednak zdąży zgwałcić, krzyki dziewczynki zwrócą uwagę dwóch mężczyzn, którzy stali wtedy obok okna mieszkania. Mężczyźni łapią gwałciciela. Andrzej K. trafia do aresztu. Pojawiają się dowody na to, że zgwałcił w tym okresie jeszcze jedną nastolatkę. Mimo to, trzy tygodnie przed procesem w 1996 r. komisja lekarska stwierdza u K. niedrożność tętnicy, a sąd uchyla areszt ze względów zdrowotnych. „Bestia” wychodzi na wolność.

Jeszcze w październiku tego roku udaje mu się dostać do Wielkiej Brytanii. Wykorzystuje fałszywy paszport na portugalskie nazwisko Marco Dadias. Szybko znajduje pracę, jako pomoc w pralni chemicznej. Niespełna rok później policja w Londynie aresztuje go za kradzież, ale ma szczęście, bo nikt nie pobrał wtedy jego odcisków placów, ani materiału DNA. Tymczasem K. wpada w ręce urzędu imigracyjnego. Prosi o azyl, ale zanim angielskie władze zdążą mu go odmówić, mężczyzna znów zniknie.

Życie z potworem

Andrzej K. miał 37 lat, gdy poznał o dziesięć lat młodszą kobietę. Przypadli sobie do gustu. Nie przeszkadzało mu, że ona ma syna. Wkrótce wprowadzili się do jego mieszkania w jednym z pastelowych bloków na osiedlu w Mławie. Na początku była sielanka. K. był miły, kulturalny, kupował kwiaty swojej konkubinie. Po kilku miesiącach jednak związek zaczął trzeszczeć. Sześcioletni syn najprawdopodobniej bał się K., bo coraz więcej czasu spędzał u sąsiadów. Mława to niewielkie miasto. Trudno tu o anonimowość, więc kobieta w końcu dowiedziała się, że K. siedział za gwałt na dziecku. Przerażona zabrała syna i uciekła. Wkrótce okazało się, że jest w ciąży. Mimo to nigdy więcej nie skontaktowała się z ojcem swojej córki. Niedługo po jej odejściu K. został aresztowany, a kiedy sąd wypuścił go na leczenie, sprzedał mieszkanie w Mławie i uciekł do Anglii.

Narodziny „Bestii”

Co tak bardzo przeraziło konkubinę K.? Mroczna i brutalna przeszłość mężczyzny, która zaczyna się w 1973 roku. Za gwałt na szesnastoletniej sąsiadce dostaje trzy lata. Zaciągnął ją w krzaki. On sam miał wtedy 17 lat. Wychodzi po roku. W ciągu kolejnych sześciu lat zaatakuje 25 razy. Gwałt, gwałt ze szczególnym okrucieństwem, usiłowanie zabójstwa, rozbój, gwałt kwalifikowany, usiłowanie gwałtu – prokurator czyta akt oskarżenia przed sądem w Ciechanowie. Najstarsza z kobiet, które zaatakował miała 30 lat, najmłodsza 11. Za każdą z tych historii kryje się dramat i cierpienie. K. dostaje 15 lat. Wcześniej w areszcie, gdy czekał na proces, zmusił do seksu oralnego i analnego 19-letniego współwięźnia. Lata osiemdziesiąte Andrzej K. spędził za kratami. Wyszedł w 1991, choć zostały mu jeszcze trzy lata odsiadki. Powód? Dobre sprawowanie oraz szansa, że skazany nie wróci na drogę przestępstwa.

Ale wrócił, gdy kilka miesięcy później zwabił 11-latkę do swojego samochodu. Dostał cztery lata. W styczniu 1995 wyszedł na wolność. Miesiąc później zgwałcił ponownie, a potem jeszcze w maju. Kiedy znów wpadł w ręce policji wydawało się, że już nigdy nikogo nie skrzywdzi, ale sąd uchylił areszt i K. uciekł z kraju.

Interpol kontaktuje się z polską policją w sprawie Andrzeja K., gdy toczy się już jego proces w Londynie. Wtedy też budzą się polskie sądy i występują o ekstradycję zbiega. Akta spraw gwałciciela, do których przez sześć lat nikt nie zaglądał, wracają. Poza polskimi sądami, interesuje się nimi sąd brytyjski, bo gdy pojawiły się sygnały, że K. może być seryjnym gwałcicielem, Brytyjczycy zlecili ekspertyzę co do kryminalnej przeszłości „Bestii”. To co odkryli wprawiło ich w osłupienie.

Trzy minuty

Rodzina Konev’ów to imigranci z Macedonii. Schronili się w UK przed wojną na Bałkanach. Zamieszkali w londyńskim Hammersmith. Ich córka Katerina chodziła do szkoły w Holland Park. 22 maja 1997 r. kiedy wracała ze szkoły, do domu wślizgnął się za nią Andrzej K. Zablokował drzwi. Nie miał dużo czasu, ktoś z domowników mógł wrócić w każdej chwili. Zacisnął sznur na szyi 12-latki z taką siłą, że ta przestała oddychać. Ojciec Kateriny, Trajce wrócił do domu kilka minut później, ale nie mógł dostać się do mieszkania. Przez szparę zauważył męskie buty. W desperacji zaczął kopać w drzwi. Wystraszony K. wyskoczył przez okno i uciekł. Trajce ruszył za nim. W pewnym momencie stanął oko w oko z „Bestią”. – Co robiłeś w moim domu? – krzyknął i wtedy zobaczył krew na jego twarzy. K. nie odpowiedział. Znów rzucił się do ucieczki. W końcu sterroryzował kobietę w przejeżdżającym samochodzie i zniknął. Gdy Trajce wrócił do mieszkania, znalazł swoją córkę na podłodze. Zrozpaczony próbował zerwać sznur z jej szyi, ale był zbyt mocno zaciśnięty. Według raportu z sekcji zwłok dziewczynka umarła w ciągu trzech minut. Nie miała szans.

Kilka godzin piekła

Pomimo wielu śladów i poszlak nie udaje się wtedy schwytać mordercy. DNA z włosa, który policja znalazła na ciele dziewczynki, nie pasuje do żadnego z tych w policyjnym rejestrze. Po kilku tygodniach sprawa znika z pierwszych stron gazet, a śledztwo staje. Rodzice dziewczynki tracą nadzieję na to, że zabójca ich dziecka trafi przed sąd. Mijają lata. We wrześniu 2002 roku K. znów atakuje. Zwabia do swojego domu młodą Koreankę. Ona szuka pokoju do wynajęcia, on oferuje pomoc. Gdy wchodzą do mieszkania mężczyzna związuje swoją ofiarę, a potem gwałci przez kilka godzin. Dziewczyna cudem uchodzi z życiem. Zawiadamia policję. Na komisariacie funkcjonariusze ściągają odciski palców K. oraz pobierają próbki materiału genetycznego i tak wraca sprawa zabójstwa młodej Macedonki. Na procesie w 2004 roku 47-letni Andrzej K. dostał dożywocie. Sędzia wydający wyrok zapewnił go, że ten nigdy już nie wyjdzie na wolność. David Little, oficer, który prowadził sprawę „Bestii” ocenił, że K. jest najbardziej niebezpiecznym gwałcicielem, z jakim się spotkał w swojej pracy.

Źródło: Paweł Chojnowski / Goniec.com

Tagi: Dziecko



Komentarze



Podobne artykuły


Imigracja

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama