mieszkasz w londynie banner

Fikcyjne małżeństwo, czyli jak wyglądało życie z Pakistańczykiem - wywiad (12)

Małżeństwa dla uzyskania prawa pobytu w UK nie są specjalnie rzadkie. Rozmawialiśmy z Justyną, która opowiedziała nam jak naprawdę może wyglądać takie małżeństwo i jak wiele można na nim stracić.

Zdjęcie poglądowe, nie przedstawia rozmówczyni / ITV
Zdjęcie poglądowe, nie przedstawia rozmówczyni / ITV

Małżeństwo z obywatelem Wielkiej Brytanii lub obywatelem Europejskiego Obszaru Gospodarczego daje osobie spoza UE możliwość łatwego uzyskania prawa stałego pobytu na terenie UK. Muszą do tego byś spełnione jednak pewne warunki. O tym jak tworzy się taki związek, ile można na nim zarobić, a także jak niszczący może to być układ rozmawiamy z Justyną, która wyszła za Imrana (imiona zostały zmienione).

Często małżeństwo dla pieniędzy jest aranżowane bez wcześniejszego spotkania się przyszłych małżonków, czy tak też było w twoim wypadku?

Przede wszystkim - wyszłam za mąż nie dla pieniędzy. Przynajmniej nie na początku. Pobraliśmy się, jak mi się wydawało, z miłości.

To może zacznijmy od początku - kiedy się poznaliście i jak wyglądało aranżowanie takiego małżeństwa?

Ja jestem w Londynie już 8 lat, Imrana poznałam 1,5 roku po przyjeździe. Pochodzi z Pakistanu, od pewnego czasu mieszkał i pracował w Londynie. Zabrzmi to strasznie stereotypowo, ale spotkaliśmy się podczas imprezy u mojego znajomego, który pracował z Imranem. Po jakimś czasie zaczęliśmy się spotykać. Był bardzo miły, mimo okropnych opinii o Pakistańczykach, jakie się słyszy, on był naprawdę w porządku. Po paru miesiącach powiedział mi jednak, że grozi mu deportacja i że musi się ożenić żeby móc tu zostać. 

I tak po prostu się zgodziłaś?

Nie no, oczywiście że mi się ten pomysł nie podobał. Powiedział, że wynajmiemy dom i że zapłaci mi 2 tysiące funtów. Wtedy wysyłałam jeszcze pieniądze młodszej siostrze która była na początku studiów, każdy grosz był mi więc potrzebny. Ostatecznie się zgodziłam, przekonałam sama siebie, że przecież i tak się spotykamy, więc to nie jest fałszywe małżeństwo, tylko po prostu nieco przyspieszony tryb. Znam ludzi, którzy pobrali się po niecałym roku znajomości i są przecież szczęśliwi.

Jak to wyglądało później?

Zamieszkaliśmy razem, założyliśmy wspólne konto - to są wymogi dla uznania ważności małżeństwa dla Border Agency, dzięki temu Imran mógł zostać w kraju. Na początku wszystko było w porządku i przekonywałam się, że to wcale nie była decyzja. Sytuacja jednak zaczęła się zmieniać po kilku miesiącach. Po pół roku mniej więcej przyjechał do nas kuzyn Imrana, niedługo później Imran stracił pracę. Wcześniej zarabiał całkiem dobrze, wynajęliśmy więc duży dom - nagle zrobił się problem z opłaceniem go. Przekonał mnie do wynajęcia 2 sypialni - byli to jego znajomi z Pakistanu. Najpierw trzech, potem jeszcze dwóch. Mieszkałam wcześniej w domu, w którym było 7 osób - ale to było niedługo po przyjeździe do Londynu i niespecjalnie miałam ochotę wracać do tych czasów. Bez tego jednak brakowało nam pieniędzy. Pieniądze generalnie zaczęły być problemem. Później Imran musiał jeszcze wyjechać na pewien czas do Pakistanu, nie było go 2 miesiące.

Dlaczego wyjechał?

Miał jakieś sprawy rodzinne - jego brat był chory, czy kuzyn - trochę mętnie się tłumaczył, wyjechał w pośpiechu. W każdym razie - po powrocie zaczął bardzo dbać o finanse. Znalazł gorzej płatną pracę - wcześniej zajmował się komputerami w firmie, teraz zaczął pracować w sklepie. Płacili mu mniej, ale mógł robić nadgodziny - chodził do pracy 6 dni w tygodniu. Zaczął mówić, że nie możemy trzymać w domu pieniędzy ani wartościowych rzeczy, bo w jednym pokoju zmienili się ludzie - już nie byli to jego znajomi, tylko ktoś z ogłoszenia.

Powiedział, że cenne rzeczy najlepiej trzymać w skrytce w banku - włożyliśmy tam dokumenty i pieniądze "na czarną godzinę". Odkąd pensja spływała na nasze wspólne konto nie miałam tam za bardzo wglądu. Dostęp przez Internet miał on, ja w sumie nie potrzebowałam, mówił mi tylko, że trzeba oszczędzać. 

Nie miałaś dokumentów?

Nie, paszport leżał w skrytce, a dowód stracił w międzyczasie ważność. Do skrytki dostęp miał tylko on - była powiązana z jego starym kontem bankowym. Wcześniej o tym nie pomyślałam, ale to powinno mnie zaniepokoić. Miałam do niego zaufanie. 

Co się stało, że mówisz "miałam"?

Bardzo dużo pracował, wynajmowaliśmy 2 pokoje, ja normalnie pracowałam - a jednak ciągle mówił, że trzeba mocno oszczędzać. Musiałam go pytać o każde większe zakupy, na karcie nigdy nie było więcej niż 50 funtów - faktycznie skłaniało to do oszczędzania jeżeli przed każdym zakupem trzeba było przelewać pieniądze z konta na konto. Był coraz bardziej zestresowany i czułam że się od siebie oddalamy - ale składałam to na karb przepracowania. 

Trwało to tak ponad dwa lata. Pewnego dnia powiedział, że musi pojechać na 2 tygodnie do Pakistanu żeby załatwić jakieś sprawy rodzinne. To było prawie rok temu, do tej pory nie wrócił.

Wiesz co się dokładnie stało?

Okazało się, że ma w Pakistanie żonę - pobrali się podczas jego poprzednich "spraw rodzinnych". Nie wiedziałam co się dzieje, kiedy z nim rozmawiałam i pytałam kiedy wróci zmieniał temat, albo mówił coś o problemach z urzędami. Po paru tygodniach przyszło wezwanie z concilu - okazało się, że od pewnego czasu nie płacił council taxu i rachunków. On zajmował się rozliczeniami, więc nic nie wiedziałam, dopiero zaczynam prostować sprawy urzędowe. Kiedy skończyły mi się pieniądze wzięte od lokatorów poszłam do banku wybrać jakieś pieniądze z konta oszczędnościowego - na szczęście niedługo przed wyjazdem oddał mi paszport. Okazało się, że oprócz mojej ostatniej wypłaty na koncie nie ma nic, ani grosza. Poprosiłam o wyciągi - czarno na białym było widać, że od dłuższego czasu mnie okradał.

Myślisz, że to zaplanował?

Z całą pewnością! Systematycznie przelewał pieniądze do Pakistanu, z wyciągów wychodzi mi, że w ciągu 2 lat unikania opłat i zatajania przede mną korespondencji ukradł około 20 tysięcy funtów.  Tak to sobie odebrał te 2 tysiące, które mi zapłacił na początku...

Masz możliwość odzyskania tych pieniędzy?

Jasne... W Pakistanie nikt go nie znajdzie, nikt stamtąd go nie wyciągnie. Jeżeli będzie próbował wrócić do Wielkiej Brytanii to pewnie coś by się udało zdziałać - tylko po co miałby wracać? Jeżeli tak wszystko tu bezwzględnie zaplanował, to tam pewnie obraca moimi pieniędzmi. Pewnie to głupio zabrzmi, ale cieszę się, że wysyłałam pieniądze siostrze - gdybym je odkładała na przykład na hipotekę to z nich pewnie też by mnie okradł. Marna to pociecha, ale zawsze...

Tagi: Finanse



Komentarze

lulu Brzmi to strasznie niewiarygodnie
Żal mi tych niektórych naiwnych Polek... Oj dziewczyny przejrzyjcie na oczy!
tak to pryedstawiaja uryedz
nie realne


Imigracja

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama