Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Jedźcie do Anglii, mówili. Początki w Anglii z perspektywy trzydziestoletniego imigranta (9)

Polska emigracja do Wielkiej Brytanii szacowana jest na 650 tysięcy, nieoficjalne statystyki są jeszcze wyższe. Praktycznie każdy ma jakiegoś znajomego, który co pół roku albo co rok przylatuje do Polski i mówi "Ale tu tanio, za piwo w barze płacę mniej niż tam w sklepie". Ale po tym piwie (i kilku następnych) tęsknota za znajomymi z Polski trochę ściska gardło.

Paddington / shutterstock
Paddington / shutterstock

Znajomi, którzy wyjechali i siedzą w Londynie, albo generalnie w Wielkiej Brytanii, w rozmowach często roztaczają wizję może nie Ziemi Obiecanej, ale na pewno kraju, w którym można żyć godniej niż od pierwszego do pierwszego. Kraju, w którym pensja minimalna jest wyższa niż ta średnia w Polsce, co ją mało kto widział. Jedzenie i ubrania tylko nieco droższe, a elektronika nawet tańsza. Słysząc to trudno się nie spakować i nie wyjechać, chociażby na kwartał, na pół roku, żeby troszkę odłożyć na rozkręcenie czegoś własnego, albo na spłacenie kredytu, który powoli zaczyna dusić.

Tak właśnie zrobiłem ja z żoną. Nie była to specjalnie impulsywna decyzja, zbieraliśmy się prawie dwa lata. Wszystko było w fazie planów, świętego Dygdy. Aż w pewnym momencie trzeba było podjąć decyzję - jeśli teraz nie polecimy, to już się nigdy nie wybierzemy. Nie lecieliśmy z przymusu ekonomicznego, raczej z ciekawości i chęci odłożenia czegoś na własny biznes. Ten brak przymusu okazał się być najlepszą rzeczą, jaka nas spotkała. Ale po kolei.

Patrz jak pięknie, prawie tak jak w filmach

Do Londynu jest sporo tanich lotów. Tylko że jeżeli ktoś nie ma doświadczenia w lataniu to nie wie, że tani lot nijak nie oznacza taniego lądowania, bo opłaty lotniskowe to często więcej niż bilety po 50zł w promocji. Opłata za rezerwację, opłata za opłatę (jeżeli nie płacimy odpowiednią kartą to zawsze coś doliczą). Każdy bagaż to też opłata - a lecąc na dłużej bagaż jednak warto mieć. Albo bieliznę z kosmicznych materiałów schnących w 15 minut.

Konsultacje ze znajomymi przed wylotem:
-odbierzesz nas z lotniska/dworca/tam, dokąd dowiezie nas bus?
-pewnie, akurat w firmie nie ma roboty, mam trochę wolnego

Przylatujemy, bilet z bagażem liniami, które dają szansę nie utracenia kolan człowiekowi mającemu prawie dwa metry wzrostu kosztował 600zł za dwie osoby. Jeszcze wtedy myśleliśmy, że to dość drogo. Wysiadamy z bagażami, przechodzimy przez lotnisko, słyszymy szept celnika "Look at their baggage". Chwilę później podchodzi dwóch celników "Please step aside sir." Stepujemy, z uśmiechem, że nie mamy metalowych nosków, więc nie do końca to takie stepowanie.
-Co wieziecie w bagażu? Czy to wasz bagaż? Czy ktoś wam coś dawał do przewiezienia? Czy w torbie jest broń, narkotyki, materiały wybuchowe?
Na pytanie o narkotyki nieco się zaśmiałem, celnik spoważniał. Poszemrał do walkie talkie, puścił nas. Mamy ponad godzinę do odjazdu zarezerwowanego busa, przy dużym ruchu lepiej zostawić sobie więcej czasu na odbiór bagażu. Nie było dużego ruchu, siedzimy na lotnisku nieco głodni. Pierwsze zderzenie z cenami to kanapka na lotnisku za 4,5 funta. Wtedy myśleliśmy, że to dość drogo.

Przyjeżdża w końcu bus. Na początku nie myśleliśmy że to nasz, bo wyglądał jakby jechał prosto na złomowisko. Ale to jednak nasz. Wsiadamy, kierowca łamaną angielszczyzną mówi, że "Luggage too big". Pokazuję mu napisane na bilecie warunki i nie marudzi, ale muszę jechać z jedną walizką na kolanach. Później dowiaduję się od koleżanki, że kolej rezerwowana miesiąc wcześniej jest naprawdę tania. Nic to, jedziemy, oglądamy miasto. A w zasadzie przedmieścia, ciągle przedmieścia. Centrum typu "Wysokie budynki ze stali, szkła i łez urbanistów" zobaczyłem sporo później, bo wszystkie przesiadki komunikacji szynowej odbywają się w centrum-centrum pod ziemią.

Wyszedł po nas kolega, przyniósł doładowane Oysterki. Oysterki to takie karty, którymi po doładowaniu można płacić zbliżeniowo za transport albo można na nich zakodować bilety okresowe. Pierwsza przejażdżka londyńskim metrem jest super - szybko, dość cicho, da się usiąść - krótko mówiąc nie przyjechaliśmy w godzinach szczytu. Kolega mieszka jeszcze z kilkoma znajomymi w domu, który kupił jeden Polak i teraz wynajmuje na zasadzie pieniądze-ręka-ukradkowe_spojrzenie_dookoła.

Gdy o świcie do pracy swojej wstajesz
Autobusy i tramwaje

Pierwszego dnia od razu umówiliśmy się na oglądanie pokojów. Pokojów, ponieważ wynajęcie całego mieszkania to na tyle droga sprawa, że przed znalezieniem dobrej pracy nie ma się co na to rzucać, nie w Londynie. Pierwsze spostrzeżenie - zdjęcia pokoju w ogłoszeniu na Gumtree często faktycznie zgadzają się z wyglądem pokoju, zdjęcia reszty mieszkania już niekoniecznie. Do tego stopnia, że w niektórych mieszkaniach kuchnie razem z przedpokojem i łazienką (salonów raczej nie ma, bo da się z nich zrobić dwa pokoje) w sumie nie są tak duże jak kuchnia na zdjęciu.

Piszę "mieszkania", chociaż tak naprawdę sporo ofert jest w domach. Każdy rodzaj nieruchomości ma swoje wady i zalety. Zaleta mieszkania - jest mniejsze, więc mieszka tam maksymalnie 5 osób. No, czasami 6. Na jedną łazienkę. W domkach liczba mieszkańców dochodzi do 12, a łazienka dalej potrafi być jedna, czasami nawet jest to łazienko-ubikacja. Ale perypetie z poszukiwaniem mieszkania to temat na oddzielny artykuł, tutaj wspominam o nim skrótowo.

Pierwszym, co człowiek sobie uświadamia po obejrzeniu kilku mieszkań, to fakt ogromnej drożyzny. Pokój na dwie osoby w cywilizowanym standardzie (czyli nie boxroom, mieszczący albo biurko albo uchylone drzwi - chodzi raczej o pokój z podwójnym łóżkiem, szafą, komodą i biureczkiem, do tego parę cm2 wykładziny do postawienia nóg obok łóżka) w dzielnicy, z której nie dojeżdża się do pracy dłużej niż by się leciało samolotem z Polski, kosztuje najmarniej 150 funtów. Tygodniowo. Jeżeli już się tu zarabia to nieco mniejszy problem, ale jeżeli właśnie przylecieliśmy to szybka matematyka uzmysławia nam jaka to przeszkoda: przeważnie trzeba zapłacić miesiąc depozytu i miesiąc czynszu jeżeli wynajmujemy przez agencję. Prywatnie spada to do dwóch tygodni. Szybkie obliczenia i mamy 600 funtów do wyłożenia na dzień dobry - ale to naprawdę trzeba mieć szczęście, przeważnie jednak jest to więcej. Przyjmijmy te 600 - czyli na samo mieszkanie, przed znalezieniem pracy trzeba wyłożyć 3500 złotych. W tym momencie wiemy, że nic wcześniej nie było tak naprawdę drogie.

Żeby oglądać mieszkania trzeba jeździć po Londynie. Maksymalnie zostaniemy skasowani 11 funtów za dzień - i tyle raczej wyjeździmy każdego dnia szukając mieszkania. Jeżeli znajdziemy w 5 dni będzie nas to kosztować dodatkowe 300zł. Coś trzeba jeść, piwa wieczorem też by się człowiek napił.

Od razu widać, że do szukania pokoju potrzebujemy pokoju - bo musimy mieć gdzie wracać po wojażach i gdzie zostawić rzeczy. No i mieć gdzie się przespać. Nas przetrzymali znajomi, a landlord, będący Polakiem, wziął od nas tylko 15 funtów na rachunki za tydzień mieszkania. Nie wyobrażam sobie przyjechać tutaj nie mając zaklepanego miejsca do spania.

Noga-dupa-brama

Mieszkanie to pierwszy problem, drugim jest praca. To z kolei dokłada nam kolejnych problemów - żeby dostać legalną pracę trzeba mieć Numer Bardzo Ważnego Ubezpieczenia - National Insurance Number. Można zacząć bez tego (a nawet trzeba, bo czas oczekiwania to 6 tygodni), ale ostatecznie ten numer jest nam potrzebny do legalnej pracy. Drugim powodem wystąpienia o NIN jest to, że dzięki niemu możemy otworzyć konto bankowe. Od pewnego czasu bowiem w Wielkiej Brytanii nie można po prostu pójść do banku i otworzyć konta - to było za proste, ludzie zakładali konta i był kłopot. Teraz trzeba mieć poświadczenie adresu. Ktoś naiwny mógłby pomyśleć, że umowa najmu wystarczy. Cóż, czasami wystarczy, przeważnie trzeba jednak mieć solidniejszy dowód niż to, że przecież nie mieszkamy pod mostem i przychodzimy w czystych ubraniach do pracy. Pracodawca jest prawnie zobligowany do płacenia pensji na konto bankowe. Po prostu musimy je mieć. 

Dokumentem poświadczającym adres może być list z instytucji rządowej (jak ten, w którym otrzymujemy NIN), rachunek za usługę świadczoną pod danym adresem na nasze nazwisko (komórka - nie; stacjonarka - tak), bądź wyciąg papierowy z innego banku wysłany na ten adres. Jeżeli ktoś pracuje u szanowanego pracodawcy (Tesco, Sainsbury, Inna Ważna i Znana Tutejsza Firma) to może wystarczyć list poświadczający nasze zatrudnienie. Ale to też zależy od placówki.

Wpadamy tu więc w taką trochę pętlę - do numeru ubezpieczenia musimy mieć adres. Do niektórych pokojów musimy przedstawić zaświadczenie o zatrudnieniu. Legalnie możemy być zatrudnieni jeżeli mamy konto bankowe. Konto bankowe możemy mieć jeśli gdzieś mieszkamy i dostaliśmy numer ubezpieczenia. Praktyka pokazuje, że trzeba wziąć oskard wielkości tego ze Skazanych na Shawshank i dłubać w każdym ogniwie - któreś w końcu puści i reszta jakoś pójdzie. Albo łańcuch się zerwie, owinie się nam wokół szyi i pociągnie nas na dno.

Szukanie pracy nieodłącznie wiąże się z szukaniem mieszkania. Londyn jest wielki i zakorkowany. Transport nie jest równomierny - taką samą odległość na północy można pokonać sporo szybciej niż na południu - albo odwrotnie. Tu jedziemy 15 stacji 35 minut, tam jedziemy 15 stacji godzinę z hakiem, bo trzeba się przesiadać. Dojeżdżając do pracy między strefami, zwłaszcza przez pierwszą (przez którą biegnie prawie każda nitka metra) płacimy za to jak angielskie telewizje za prawa do transmisji futbolu. Tygodniowa przejazdówka z pierwszą strefą - 60 funtów. Przeniesienie się bliżej pracy nawet płacąc 30 funtów za mieszkanie więcej się opłaca - więc będziemy szukać. I znowu się przenosić - ale jak odzyskać depozyt? To znowu temat na wpis o szukaniu mieszkania.

Wsiadł drugi, podobny, nad człowiekiem się zlitował

Wizje roztaczane przez znajomych z UK są przeważnie bardzo ładne. Nie jest to dziwne, skoro tam zostali, a nie wrócili, to znaczy że im się w Wielkiej Brytanii udało. Czy na krótszą metę czy na dłuższą - tego nie wiadomo. Ale jak już się człowiek zahaczy, to życie staje się prostsze. Pierwszy tydzień albo miesiąc to jednak ciężka sprawa - trzeba mieć zaplecze finansowe, warto mieć kogoś, kto pomoże. Takie były moje odczucia po pierwszym tygodniu, do tego dochodzi przygoda z szukaniem mieszkania, sporo oszustów na Gumtree z mieszkaniami i pracą, pożar, perypetie z wiecznie wyłączaną na weekendy komunikacją. Ale o tym wszystkim napiszę w kolejnych wpisach.

 

[cytaty pochodzą z piosenek "To nie był film" Myslovitz; "Autobusy i tramwaje" T.Love; "Wszystko Ch.." oraz "Człowiek z liściem na Głowie" Elektrycznych gitar]

 



Komentarze

Briareum Bajki otworzyć konto można spokojnie bez NIN
Polka w UK Dziękuję za odpowiedź :)
Ad 1. Proszę nie zrażać się terminami, ponieważ urzędy deklarują czasem dla swojego bezpieczeństwa. Prawda jest taka, że tutaj działają bardzo szybko, a poczta dostarczana jest codziennie.
Ad 3. Wnioskuję, że tego dnia miał Pan dobry humor, a nieraz zdziwi się Pan, że pytania, które zadają celnicy wcale nie są śmieszne.
Ad 4. Racja, polska płaca jaka jest wiemy wszyscy zatem, gratuluję odwagi.
Ad 5. "Pomimo tematu" - Pan to wie, ja też, ale ludzie, którzy udostępniają na portalach społecznościowych pański artykuł, mało tego, że nie czytają, to komentują w sposób mało adekwatny do realizmu. Cóż zrobić, nie mamy na to wpływu.
Wszystkiego dobrego :)
Odpowiedzi (1)
Maciek Ad 1. Informacja z 10 dniami na pewno jest nieaktualna, wszystkim w jobcentre mówili, że zajmuje to 4-6 tygodni, ale raczej 6. Być może jakiś czas temu zajmowało to 10 dni, ale teraz tak nie jest.
Ad 2. Z tym czekiem nie wiedziałem, mi pracodawca powiedział, że musi to być konto bankowe.
3. Pewnie że są, ale założenie, że rentgen nie wykryje broni, a celnik pytaniem już tak, autentycznie mnie rozbawiło :)
4. Ja z gołą dupą nie przyjechałem, ale wynajmując legalnie na dzień dobry na sam pokój musiałem wyłożyć nieco ponad 7kzł - jeżeli się wyjeżdża z powodów ekonomicznych to nie jest tak łatwo zebrać na start tyle pieniędzy z polskimi płacami.
5. Nie chciałem żeby artykuł zabrzmiał jak użalanie, miałem wręcz nadzieję na lekki ton, pomimo tematu. Dziękuję za życzenia, nie ma nic bardziej zabójczego dla produktywności niż użalanie się :)
Polka w UK Po przeczytaniu artykułu odniosłam wrażenie, że albo jest Pan niezłą Popierdułą, albo zniechęca Pan naszych rodaków do wyjazdu.
1. Aby otrzymać NINo, można umówić się na spotkanie telefonicznie. Termin spotkania zostaje wyznaczony w ciągu 2 dni, a do 10 dni otrzymujesz potwierdzenie nadania numeru.
2. Pracę można zacząć bez NINo i konta bankowego, ponieważ wynagrodzenie zostanie wypłacone czekiem.
3. Pytania, które zadają na lotnisku, są jak najbardziej z tych "normalnych" - chodzi o bezpieczeństwo nas wszystkich.
4. Co do mieszkań, domów itp. Mieszkasz jak chcesz. Albo wynajmujesz dom, albo pokój. Wszystko zależy od tego czy przyjechałeś tu z gołą dupą czy nie.
5. I na koniec...... a może należy Pan włąśnie do tej grupy Polaków, za którą włąśnie się wstydzimy tutaj - MY, niektórzy Polacy? Oby nie. Życzę wszystkiego dobrego i więcej chęci do działania a mniej użalania.
Pozdrawiam z UK


Podobne artykuły


Imigracja

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama