mieszkasz w londynie banner

Marzenia buduje się w Polsce - wywiad

Maciek i Andżelika wyjechali do Anglii gdy zaczęły się ich trudności z finansowaniem budowy domu. Kilka lat po jego zbudowaniu jednak nadal są w UK - rozmawiamy z nimi o ich doświadczeniach w tej materii.

PixaBay / Marzenia buduje się w Polsce - wywiad
PixaBay / Marzenia buduje się w Polsce - wywiad

Dlaczego zdecydowaliście się na wyjazd z Polski?

Maciek: Klasycznie, pieniądze, wątpię, żeby ktoś wyjeżdżał z powodu uwielbienia dla deszczowej aury.
Andżelika: Mieszkaliśmy w domku z moimi rodzicami, jednak nie do końca pasowała nam taka sytuacja. Rozważaliśmy kupno mieszkania albo budowę domu. Maciek przekonał mnie, że nie warto pakować się w mieszkanie.
Maciek: No bo ostatecznie i tak chcieliśmy mieszkać nieco na uboczu, nie w mieście, więc dom i tak musiał powstać. Dość miałem ciasnoty mieszkając w akademiku. No więc zaczęliśmy budowę - poszły na to pieniądze z wesela, rodzice Andżeli sprzedali część ziemi. W pewnym momencie jednak i tak zaczęło tych pieniędzy brakować. Ona jest pielęgniarką, koledzy się śmiali, że pracuję w zawodzie - jestem socjologiem i pracowałem jako ankieter telefoniczny. Pieniądze z tego takie, że prawie na tydzień wystarcza.

Skąd pomysł, że emigracja będzie lepsza?

Maciek: Lata grania na komputerze... 
Andżelika: I oglądania "Ostrego dyżuru"!
Maciek: I oglądania "Ostrego dyżuru" dały nam, jak sądziliśmy, wystarczający angielski żeby wyjechać. W bogatych krajach zawsze potrzeba pielęgniarek, a ja coś chciałem po prostu złapać. Parę lat - myśleliśmy - dokończymy dom i nie będzie ciśnienia, wrócimy spokojnie sobie pracować. 

I faktycznie było lepiej?

Andżelika: Zaczęłam pracować jako opiekunka dość szybko, z tym nie było problemu, Maciek szukał i dorabiał. Zrobił kartę i na początku pracował na budowach, ale ma problemy z plecami, więc nie mogło to być rozwiązanie na długo.
Maciek: Przyjechaliśmy tu na trochę - niespecjalnie się przejmowałem, że nie robię nic związanego z zainteresowaniami i zawodem. Później jednak, rozmawiając z chłopakami z pracy, zacząłem patrzeć na to inaczej. Każdy kurs, zaświadczenie, podnoszenie kwalifikacji przekładało się na lepsze zarobki. Przekonałem żonę, żeby poszła tu na kurs. Ja też zacząłem o tym rozmyślać więcej.
Andżelika: I tak zaczęliśmy zapuszczać korzenie. Nadal jednak budowaliśmy dom - więc żyliśmy raczej skromnie.

Dom zbudowany, jak z powrotem?

Maciek: Tak, dom skończyliśmy. Ale głupio tak wracać bez żadnych pieniędzy. Myślimy "Z czegoś trzeba żyć na początku po powrocie". A pensje nadal w Białymstoku, pod którym mieliśmy mieszkać, nie powalały. 
Andżelika: Dwa i pół tysiąca dla pielęgniarki to już było coś. Tylko pusty śmiech mnie ogarniał...
Maciek: Chcieliśmy jednak odłożyć. Ja robiłem papiery elektryka - bo jednak trudno z zarobków budowlańca wykwalifikowanego zrezygnować, pomyślałem, że wybiorę coś stosunkowo mało wymagającego fizycznie. Zresztą - dłubaninę robią chłopaki, z uprawnieniami to narzędzi się przecież nie nosi. Siedzieliśmy na piwie ze znajomymi kiedyś i jeden mówi, że bez sensu pieniądze w skarpecie trzymać - domy idą w górę, trzeba kupować. Na sprzedaż albo na wynajem - wszystko jedno.
Andżelika: Dla mnie to bez sensu, mamy dom w Polsce, po co drugi. Ale Maciek mnie przekonał, że damy dom do agencji i pieniądze będą płynąć.

Płyną?

Maciek: Oczywiście. Tylko że w drugą stronę, do banku, bo ciągle my w nim mieszkamy.

Zamierzacie w ogóle wracać?

Andżelika: Oczywiście - póki Kasia jest mała to jeszcze można posiedzieć - ale jak zacznie chodzić do przedszkola, szkoły, to już musi w Polsce, bo przecież później nie można dziecka tak przenosić.
Maciek: Ja bym bardzo chciał wrócić. Tak mi się marzy właśnie - dom zbudowany wśród zieleni, tutaj wynajem sam spłaci kredyt, nawet raz na miesiąc można przylatywać doglądać wszystkiego, loty są jak za darmo teraz. Żartujemy czasem, że akurat zbudowaliśmy sobie dom na emeryturę w tanim, egzotycznym kraju. Ale na pewno wrócimy niedługo. Mamy świadomość, że to robi się wóz albo przewóz. Głupia sytuacja - jest do czego wracać, ale jest też strach. Jak mieliśmy po dwadzieścia kilka lat to zaczynanie życia na nowo było proste. Ale po trzydziestce? Zwłaszcza z dzieckiem?

Tagi: Finanse



Komentarze



Imigracja

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama