Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Pomóż koledze, zostań żywicielem pasożyta - wywiad (1)

Pomaganie w zaczęciu nowego życia za granicą jest w zasadzie odruchem Polaka. Czasami jednak, jak pokazuje historia Krzyśka i Anny, taka pomoc potrafi się zmienić w żywienie pasożyta.

Kadr z filmu Pacific Heights opowiadającego o uciążliwym, niechcianym lokatorze
Kadr z filmu Pacific Heights opowiadającego o uciążliwym, niechcianym lokatorze

Krzysiek i Anna przyjechali do Wielkiej Brytanii wkrótce po ślubie. Mieli już tu znajomych, pieniądze z wesela postanowili przeznaczyć na rozkręcenie się w nowym miejscu. Oboje znaleźli pracę, wynajęli domek w Bristolu, urodziło im się dziecko - wszystko w zasadzie układało się po ich myśli. Któregoś dnia do Krzyśka odezwał się jednak znajomy ze studiów, Michał (imię zmienione). Studiowali razem matematykę, Michał zadzwonił się wywiedzieć jakie są po tym perspektywy pracy w Wielkiej Brytanii, bo w Polsce wiadomo - kiepskie.

Krzysiek: Michał był typowym znajomym z czasów studenckich - chodziliśmy na piwo, widywaliśmy się na zajęciach. Po studiach kontakt się w zasadzie urwał, ale wspominałem go jako fajnego kolegę. Chętnie mu powiedziałem to, o co pytał. Odzywał się co pewien czas na Facebooku, trochę pogadaliśmy. Ostatecznie przekonałem go, że warto przyjechać - dla mnie życie ułożyło się w Anglii zdecydowanie lepiej niż wielu znajomym z kierunku w Polsce. Zapytał mnie czy może się u nas zatrzymać na kilka dni, maksymalnie tydzień.

Anna: Ten pomysł mi się nie za bardzo spodobał. W domu jest trzylatka, mamy swoje życie, a to obcy dla mnie facet. Krzysiek mnie jednak przekonał, że to tylko na kilka dni i że trzeba sobie pomagać. Mieliśmy pokój na parterze, który już od roku Krzysiek "urządzał" jako gabinet, czasami pracuje z domu. Było tam biurko i krzesło i w zasadzie tyle.

Krzysiek: Ostatnio brałem mniej zleceń dodatkowych, więc taki gabinet to nie było nic pilnego.

Po pewnym czasie Michał w końcu przyjechał?

Anna: Tak, daliśmy mu nasz stary materac - tani i sprężynowy, który leżał na strychu trochę z sentymentu - to była pierwsza rzecz kupiona do nowego domu. Tak czy siak - miał gdzie spać, miał pokój, przyjechał.

Krzysiek: Wziąłem dzień wolny żeby go odebrać z lotniska, zawsze to jakaś odmiana. Wrzucił swoje rzeczy do pokoju i obiecywał, że jak tylko coś znajdzie to się wyniesie. Powiedziałem mu, że przecież nie ma problemu, najpierw niech się martwi znalezieniem pracy.

Anna: Później o tym rozmawialiśmy - nie można takich rzeczy mówić! Ale mnie uspokoił, że to tylko tak grzecznościowo. No tak...

Jak szło Michałowi rozglądanie się za pracą?

Krzysiek: No, gdyby szło, to by nie było problemu. Ale najpierw czekał dwa tygodnie na rozmowę o numer ubezpieczenia - mówił, że przeczytał na forach, że wcześniej i tak nikt go nie zatrudni. Później miał jakiś problem z bankiem, w końcu udało mu się chyba w Lloydsie założyć. Myśleliśmy, że w końcu jakoś to pójdzie.

Anna: Poszedł na jakieś rozmowy, ale mówił, że bez numeru ubezpieczenia nikt go nie zatrudni, a sam papier, że czeka, nie wystarczy. Powiedziałam mu, że przecież nadają numer tymczasowy i nigdy nie było problemu, ale pokazał mi na stronie urzędowej, że wycofano możliwość użycia tych numerów. Wtedy straciłam cierpliwość.

Krzysiek: Ania jest raczej spokojną osobą, ale co ja się wtedy nasłuchałem... Obiecałem jej, że porozmawiam z Michałem, że to nie może tak być. Rozmowa poszła, że tak powiem, średnio. Powiedział, że przecież nie ma pieniędzy, że nie możemy go teraz wyrzucić bo nie ma nawet na bilet powrotny do Polski, a że przecież wysyła CV i niedługo coś powinno się ruszyć.

Ruszyło się?

Anna: Gdzie tam. Cały czas mówił, że wysyła CV, ale że nie ma żadnych odpowiedzi. No żeby jeszcze siedział cicho - ale jemu pasowało branie prysznica o 2 nad ranem, jedzenia w nocy też po cichu nie potrafił sobie przygotować. A właśnie, jedzenia. Mówiłam Krzyśkowi, że nie pisałam się na żywienie dorosłego dziecka, które nic nie pomoże, a tylko żreć chce.

Krzysiek: No ale on nie miał z czego się przecież dokładać. Zresztą znalazł jakąś dorywczą robotę jak się cieplej zrobiło, gdzieś w terenach zielonych. No ale to prawda, że robiło się to uciążliwe. Wstajesz rano - patelnia brudna i trzeba umyć przed usmażeniem jajek.

Anna: No właśnie - to ciągłe zostawianie brudnych naczyń, blat zawalony okruszkami, nóż do chleba oczywiście wrzucony do zlewu, bo przecież zabrudził się od ukrojenia paru kromek. Zdecydowanie widać było, że brakuje mu, jak ja to nazywam, udomowienia.

Ile trwała taka sytuacja?

Anna: Mieszkał u nas 4 czy 5 miesięcy kiedy zdarzyło się coś, co przelało czarę goryczy. Robiłam pranie któregoś razu i je składałam. Krzysiek wrócił z pracy i mówi do mnie: "To chyba nie są moje gacie?". Okazuje się, że Michał stwierdził, że po prostu dorzuci swoje pranie do naszego. 

Krzysiek: Michała wtedy akurat nie było w domu, więc cała agresja poszła na mnie... Nie pamiętam kiedy Ania poprzednio była taka zła, tak krzyczała, że aż Marysia się obudziła. 

Anna: Wtedy coś we mnie pękło, pomaganie koledze to jedna sprawa, ale nie widzę powodu robić za służkę jakiegoś obcego faceta tylko dlatego, że akurat od pół roku nie ma kasy. Kazałam Krzyśkowi się z nim rozmówić.

Jak poszła taka rozmowa?

Krzysiek: A daj spokój... Poszedłem do niego i mówię, jak do dorosłego człowieka: stary, musisz się wyprowadzić, już za długo tu mieszkasz. On do mnie z mordą, że jak to, że przecież obiecałem mu pomóc, że co ze mnie za przyjaciel jak w trudnej chwili chcę się go pozbyć z domu. Ostatecznie jednak udało nam się go pozbyć, ale ile nerwów nam to zjadło, to tylko my wiemy.

Ale historia na tym się nie kończy, prawda?

Anna: Dostaliśmy informację od wspólnego znajomego, że Michał trochę się powłóczył jeszcze po jakichś znajomych w UK, ale że w końcu wrócił do Polski. Tam zaczął opowiadać o nas jakieś niestworzone historie.

Krzysiek: Mówił, że kazaliśmy mu płacić jakiś niebotyczny czynsz, że zabraliśmy mu dokumenty dopóki się "nie odwdzięczy za pomoc". No takie bzdury, że mnie krew zalała. Polecieliśmy na święta do Polski odwiedzić rodziny, wtedy mama mi też powiedziała, że nawet ją nachodził! Wprosił się pod pretekstem, że ma dla niej informacje jak naprawdę żyjemy w Wielkiej Brytanii, że nie mówię jej całej prawdy. Naopowiadał jej jakichś bzdur, że tak naprawdę żyjemy tam zdzierając z Polaków za pokój, że dom to ruina, jakieś takie brednie. Oczywiście moja mama w to nie uwierzyła i go pogoniła, ale to pokazuje jaką mendą on jest.

Anna: Rozsądni znajomi mu nie uwierzyli, ale z paroma straciliśmy kontakt. W sumie może nawet dobrze, bo okazali się kiepskimi znajomymi. Ale i tak przykro, że z powodu pomocy komuś można mieć nieprzyjemności...

Krzysiek: No to prawda, generalnie teraz byłbym dużo bardziej ostrożny gdyby ktoś poprosił mnie o pomoc w takim stylu. Najlepiej postawić od razu sprawę jasno: nie, nie da się, jest nam to nie na rękę. I cześć. Generalnie mam wrażenie, że powiedzenie "Polak mądry po szkodzie" nie wzięło się znikąd...

Tagi: Dziecko



Komentarze

Skad ja to znam 🤔 😡


Imigracja

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama