mieszkasz w londynie banner

Urodził się w UK, mieszka tu od 32 lat - urząd "nie ma takich dokumentów"

Potomek niemieckich imigrantów musi udowodnić, że byli oni w UK legalnie - bo HMRC "zgubiło" dokumenty to potwierdzające.

Urodził się w UK, mieszka tu od 32 lat - urząd "nie ma takich dokumentów"
Urodził się w UK, mieszka tu od 32 lat - urząd "nie ma takich dokumentów"

Porady zbierania wszystkich dokumentów bywają traktowane z lekceważeniem, bo przecież "wszystko jest w systemie". Okazuje się jednak, że systemu w praktyce nie da się nawet zmusić do zajrzenia do dokumentów, które są zbierane przez urzędy. W takiej sytuacji znalazł się Dom Wolf, który urodził się w Londynie 32 lata temu i od tamtej pory cały czas mieszka w Wielkiej Brytanii. 

Dom wcześniej posługiwał się niemieckim paszportem, inny nie był mu potrzebny ze względu na fakt przynależności Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej. Teraz jednak, na fali obaw związanych z Brexitem, Dom wystąpił o paszport brytyjski. I podobnie jak coraz więcej osób - wali głową w biurokratyczny mur. 

Czymże jest prawo wobec woli urzędnika

Rodzice mężczyzny przyjechali do Wielkiej Brytanii w 1974 roku, gdy jego matka otrzymała posadę wykładowcy na University of London. Ojciec pozostawał na samozatrudnieniu. Przepisy stanowiły wówczas, że mieszkańcy Niemiec mogą bez problemu mieszkać i pracować legalnie w Wielkiej Brytanii, jednak same historyczne przepisy nie są wystarczające dla obecnych urzędników. Domagają się oni od Doma dostarczenia dowodów, że jego legalnie przebywający w kraju rodzice faktycznie przebywali w nim legalnie. 

"Posiadanie brytyjskiego aktu urodzenia, a także fakt, że moi rodzice żyli i pracowali w tym kraju przez 42 lata, wychowując w tym czasie 4 synów, sprawiło, że uwierzyłem w załatwienie obywatelstwa jako zwykłą formalność. Tak bardzo się myliłem" - mówił Dom Wolf w wywiadzie udzielonym Guardianowi. Mężczyzna napisał list do premier, w którym wyjaśnia swoje położenie. A nie jest ono zbyt wesołe.

Nie mamy pańskiego płaszcza

Zamiar udokumentowania legalnego pobytu Dom wcielił w życie zwracając się do University of London o przekazanie kopii dokumentów potwierdzających zatrudnienie matki. Uniwersytet jednak już ich nie posiada, od czasu jej zatrudnienia minęło ponad 35 lat. Wobec ich braku mężczyzna zwrócił się do HMRC, jednak i tu nie uzyskał pomocy. "Nie mamy tych dokumentów" to dość wierna treść korespondencji między Domem a HMRC.

"Otrzymałem poradę, aby zacząć ubiegać się o prawo stałego pobytu. To jakiś żart? Ubieganie się o prawo pobytu w kraju mojego urodzenia!" - pisał w liście do premier. Według zaleceń urzędników mężczyzna musi zdać test ze znajomości języka angielskiego, zapłacić 1121 funtów za test "Witamy w twoim nowym życiu w Wielkiej Brytanii" (podczas którego należy wykazać się między innymi znajomością piosenki "Candle in the Wind"), a także zdać test z historii i kultury kraju.

Biurokracji część dalsza

Zrezygnowany Wolf zwrócił się do biura paszportowego. "Byli bardzo współczujący, ale pomimo zapłacenia przeze mnie 200 funtów za ich telefon wykonany do HMRC nic nie uzyskałem" - mówił mężczyzna. HMRC każdorazowo ma 40 dni na odpowiedź, jak do tej pory każdorazowo brzmiała ona "Nie jesteśmy w posiadaniu takich dokumentów". Zaangażowanie posła z okręgu Wolfa sprawiło, że Dom uzyskał poradę próby uzyskania dokumentów potwierdzających legalność pobytu ojca, a nie matki. Strapiony podziękował serdecznie za tę sugestię, która zakończyła się tam, gdzie wszystkie inne próby - w archiwum HMRC. Pustym archiwum.

Oprócz uzyskania od posła Johna Glenna listu stwierdzającego, że "wymóg przechodzenia procesu nadawania obywatelstwa od osoby w takim położeniu jest nie tylko marnotrawstwem czasu, ale także i pieniędzy" kontakt z nim nie dał żadnych pozytywnych rezultatów.

W grupie raźniej

Coraz więcej osób otrzymuje sugestie przygotowania się do wyjazdu do kraju, w którym nigdy nie byli (jak Dom Wolf), albo w którym ostatni raz temu byli 24 lata temu - jak Holenderka, która w tym czasie urodziła i wychowała na brytyjskiej ziemi dwójkę dzieci. Listy "prepare to leae" otrzymują nie tylko maluczcy uwięzieni w trybach urzędniczej machiny. Wśród odbiorców znajdują się także osobistości o międzynarodowej sławie zawdzięczanej osiągnięciom naukowym - jak niemiecki neuropsycholog Sam Schwarzkopf. 

Obecny rozrost procedur powoduje, że osoby, które na "zdrowy rozsądek" powinny uzyskać obywatelstwo otrzymują odmowy na podstawie drobnych technicznych uchybień. Zbliżający się Brexit sprawia, że liczba takich przypadków będzie rosnąć. Jan Doerfel, prawnik specjalizujący się w problematyce imigracyjnej, krytykuje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych za "nastawienie na odrzucanie". Sprowadza się to do zaznaczania okienek "tak" lub "nie" w aplikacjach - a gdy sytuacja nie jest zero-jedynkowa, to automatycznie następuje odrzucenie. Przekonuje on, że system, który się sprawdzał w latach 70. i 80. byłby zdecydowanie lepszy. Polegał on na tym, że gdy pojawiał się nietypowy problem, to pracownik MSW kontaktował się z taką osobą, co pozwalało na szybkie i tanie rozwiązanie problemu. Obecny system odrzucania i apelacji nie tylko rozciąga cały proces w czasie, ale jest kosztowny finansowo. 

Tagi: Dziecko



Komentarze



Imigracja

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama