mieszkasz w londynie banner

Wyjechałam dla rodziny, przez nich jednak nie wracam - list czytelniczki

Ania i Kamil wyjechali do UK na krótki czas, zarobić na wesele. Okazuje się jednak, że powiedzenie o dobrych chęciach i piekle nie powstało bez przyczyny.

Wyjechałam dla rodziny, przez nich jednak nie wracam - list czytelniczki
Wyjechałam dla rodziny, przez nich jednak nie wracam - list czytelniczki

Do Anglii przyjechaliśmy zarobić - mieliśmy jasny cel - odłożyć na ślub, a także jasny czas - 15 miesięcy. Obecnie jesteśmy tu już prawie dwa lata, przez ten czas jednak tyle się zmieniło, że nie wiem czy taka harówka w ogóle ma sens. Nasi rodzice są tradycjonalistami, planując ślub i wesele najbardziej nam i im odpowiadało zaproszenie całej dużej rodziny, nawet dalszej. Moje obie siostry miały takie wesela, za które zapłacili rodzice. Za drugie jednak nadal spłacają kredyt, oszczędności nie wystarczyły. Uparli się jednak, że i za moje zapłacą. Dla mnie to absurd, postanowiliśmy z Kamilem sami zapłacić za całą uroczystość. 

Wyjechać warto

Początkowo policzyliśmy koszty na jakieś 40 tysięcy złotych - kwota dla nas nie do odłożenia w Polsce w sensownym czasie. Zresztą zaczęliśmy też myśleć, że jakby to dobrze skalkulować, to w Anglii uda się też odłożyć nawet nie na całe mieszkanie, ale chociaż na zmniejszenie hipoteki. Część pieniędzy wróci od rodziny, tutaj odłożymy - wyjazd generalnie wyglądał bardzo obiecująco. 

Pieniądza kontra życie

Finansowo - absolutnie nie narzekamy. Oboje doszliśmy do wniosku, że musimy się jakoś zmotywować - więc po prostu wpłaciliśmy zaliczkę na termin wesela i nie było wyjścia, trzeba było się wziąć za to. W wyjeździe pomogli nam znajomi, zaczęliśmy pracować dwa dni po przyjeździe, robimy nadgodziny. Stawki nie oszałamiają, ale ciężka praca się tu opłaca - harowaliśmy po 6 dni w tygodniu i spokojnie co najmniej 1500 funtów miesięcznie do koperty z napisem "wesele" trafiało.

W końcu - termin wesela minął, zaliczka przepadła, jednak do powrotu się nie zebraliśmy. Im bliżej terminu tym bardziej rozmyślaliśmy, że wydanie pieniędzy zdobytych takimi wyrzeczeniami na dwa dni zabawy, w dodatku nie do końca naszej, to może nie jest najlepszy pomysł. Rozmawialiśmy z rodzicami o mniejszej uroczystości, powiedzieli jednak, że nie ma takiej możliwości i że oni zapłacą. Bo przecież rodzina jest ważna, więc nie można, jak mi raz tata powiedział, za funty więzi sprzedać. W ogóle oni mieli do nas żal, że nie przyjeżdżamy - zwłaszcza na święta. Były jedne chrzciny, był sezon komunijny. Duża rodzina to wiele okazji - na wszystkich przecież nie da się być mieszkając w innym państwie. Postanowiliśmy więc nie robić wyjątków i generalnie nie jechać na żadne okazje, zwłaszcza że zamiast jechać na urlop możemy wziąć samą wypłatę urlopową. Nie mogłam wytłumaczyć, że taki bilet na święta to zmarnowane dwa tygodnie pracy, że to nawet nie półtora roku wyjazdu, że przecież widzimy się podczas rozmów przez Skype. Koledzy Kamila ze studiów robili obiad dla rodziny i jakieś wyjście dla znajomych - koszty mniejsze, a nie trzeba było udawać, że taka sama zabawa odpowiada dziadkowi i koleżankom. W końcu rodzice powiedzieli, że jeśli mamy wybierać lepszych i gorszych członków rodziny, to oni też nie przyjdą, więc mamy to sobie przemyśleć. I tak właśnie z opcji zmniejszenia wesela dotarliśmy do tego, że większość rodziny w ogóle nie przyjdzie, bo Kamil ma o wiele mniejszą rodzinę i to moja miała być większą częścią.

Brak zrozumienia

Denerwuje mnie, że rodzice nie widzą, że wyjechaliśmy tak naprawdę dla nich. Oni chcieli takie wesele, więc postanowiliśmy je urzeczywistnić w taki sposób, w jaki to było możliwe. Jedną siostrę mam po swojej stronie, oni sami z mężem myślą o emigracji. Ale mam wrażenie, że reszta ma mi za złe, że miałam czelność chcieć gospodarować moimi pieniędzmi. A nie wiedzą ile pracy to kosztuje, że to tak naprawdę dwa lata wyjęte z życia. Rzeczywiście mam o to do nich żal, okazuje się, że to tak naprawdę tyrania - rozumiem, gdyby nie podobało im się urządzanie wesela ich pieniędzmi według ich wizji. Ale skoro my mamy zapłacić, to na takie ultimatum nie mam zamiaru się zgadzać. Póki co więc tak naprawdę - wyjechaliśmy dla rodziny, a to oni pierwsi się od nas odwrócili.

(śródtytuły pochodzą od redakcji)



Komentarze


Imigracja

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama