Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Zapiski trzydziestoletniego imigranta #3 - oszuści, wszędzie oszuści

Trzecia część cyklu, nareszcie docieram do obiecywanego opisania oszustw na jakie się natknąłem podczas szukania mieszkania i pracy.

Oszust / shutterstock
Oszust / shutterstock

Mieszkanie

Szukając lokum już drugiego dnia znalazłem ogłoszenie z naprawdę ładnymi zdjęciami. Wrodzona nieufność kazała mi je ominąć jako ewidentnie podejrzane. Zresztą nawet Gumtree ostrzega w ramce przy każdym ogłoszeniu "Jeżeli ogłoszenie albo odpowiedź kontrahenta wydają się zbyt piękne aby były prawdziwe, to prawdopodobnie nie są". No więc póki co szukam dalej.

Kilka dni i jeden pożar później widziałem więcej ogłoszeń z podobnymi zdjęciami - okazało się, że to albo agencja nieruchomości wystawia, albo landlord przyłożył się do odpicowania lokalu na potrzeby zdjęcia. Wiecie: ładna pościel, trochę obrazków, do tego zdjęcia robione niedługo po remoncie. Niektórym się po prostu chce, bo z tego żyją. Tak czy siak już nie wydawało mi się to tak podejrzane. 

Odezwałem się, odpowiedź przyszła dopiero następnego dnia. Właścicielka napisała, że nie ma miejsca parkingowego, ale że poza tym wszystko jest w porządku. Mieszkanie chce wynająć dość tanio (niewiele więcej niż pokoje w centrum - to była druga strefa), ale za to trzeba podpisać umowę na przynajmniej rok. 

Rozważaliśmy przez dzień taką opcję - początkowa idea zakładała pobyt przez 3-4 miesiące, maksymalnie pół roku. No ale mieszkanie bardzo ładne, najwyżej stracimy depozyt przy wyprowadzce wcześniej. Decyzja więc taka, że bierzemy. Mail do pani, tym razem odpisuje tego samego dnia. Pojawia się problem - pani nie mieszka w Londynie, ani nawet w Wielkiej Brytanii, tylko w Danii. Dlatego chce kogoś na długo, żeby nie musieć latać w tę i z powrotem.

Z przodu wszystko wydaje się być w porządku / Zacharie Gaudrillot-Roy

Nie wydało mi się specjalnie wiarygodne, że pani zarezerwuje lot na za 4 dni i tak po prostu przyleci wynająć mieszkanie. Sprawdziłem ceny połączeń Londyn - Kopenhaga, rezerwując lot na za 2 dni można w obie strony polecieć za 80 funtów. Majątek to to nie jest. Napisałem "Ok, let's meet." Podałem swój telefon na wszelki wypadek.

Ashley Carda, bo tak przedstawiła się właścicielka, odpisuje - ale czy na pewno chcecie wynająć, czy tylko obejrzeć? Uspokajam ją, że jeżeli chociaż przypomina to ze zdjęcia to zdecydowanie jesteśmy zainteresowani wynajmem. Nie wiem czy żart ją rozbawił, ale Ashley odsyła nam umowę do zapoznania się. 33 strony, ale taki jestem, że czytam od deski do deski. W zasadzie nic mnie nie niepokoi, zapisy o odpowiedzialności lokatora sprawdziłem w Internecie, wydają się standardowe pomimo groźnego brzmienia.

Kolejny mail od Ashley czy aby na pewno będziemy, bo już raz przylatywała i nikogo nie było. Tak, na pewno będziemy. Czy jesteśmy gotowi zapłacić za miesiąc z góry i depozyt miesięczny? Tak, jesteśmy.

Ashley wytacza działko: dobrze, tylko musicie mi udowodnić, że macie pieniądze. Zastanawiam się - zdjęcie jej wysłać? Skan? Wpłacić do banku i wysłać wyciąg? Nie do zrobienia w jeden dzień. Landlordka podpowiada: wyślij pieniądze swojej żonie za pomocą Western Union i pokaż mi kwit nadania. Zaglądam na szybko na stronę Western Union, ich polityka jasno stanowi, że wypłacić kasę może tylko osoba wskazana jako odbiorca i tylko po okazaniu dokumentu potwierdzającego tożsamość.

Niby wydaje się to w pokrętny sposób sensowne, ale jakoś nie daje mi spokoju. Szukam na sieci w jaki sposób może to być przekręt. Znajduję artykuł o pracowniku, który poszedł siedzieć, bo wypłacał kasę osobom innym niż wskazane na pokwitowaniu, tylko po podaniu numeru przelewu. Faktycznie Western Union ostrzega, żeby się nie dzielić tym numerem z nikim oprócz odbiorcy - czyli wiedzą, że da się wypłacić tylko na jego podstawie.

Fałszywy dowód osobisty w Polsce to 400 złotych, tutaj pewnie da się kupić taniej z jakimś abstrakcyjnym obywatelstwem. Próbowałem jeszcze mailować z panią, wyciągnąć jakieś informacje pozwalające ją zidentyfikować, ale przestała się odzywać.

Łącząc informacje swoje z tymi z sieci wychodzi mi, że przynajmniej kilka elementów schematu jest obecne w takiej próbie oszustwa:

landlord nigdy nie mieszka w Londynie, może nawet nie w Anglii
przeważnie nie podaje swojego numeru telefonu
przynajmniej raz został wystawiony do wiatru przez ludzi, którzy się nie pojawili na oglądaniu mieszkania
ja się spotkałem z metodą na Western Union, ale zapewne są też inne, podobne

Taki sposób oszustwa nie został jeszcze podchwycony przez media, ma więc potencjał na złapanie kilku ofiar.

Praca

Żona wysłała cv do firmy rekrutującej nianie. Za kilka dni dzwoni kobieta z firmy i zaczyna opowiadać: "Mamy zainteresowaną rodzinę, chcielibyśmy umówić panią na spotkanie. Czy ma pani szkolenie z pierwszej pomocy dla dzieci?" Żona takowego podówczas nie miała. "No dobrze, w takim razie potrzebne będzie to szkolenie. Może pani poszukać na własną rękę, ale mamy też takie wewnętrzne - jeżeli znajdzie pani zatrudnienie przez nasza agencję zwracamy koszty szkolenia poprzez obniżenie opłat za pośrednictwo agencyjne przez pół roku."

Brzmi to całkiem rozsądnie, ale niewiele rzeczy brzmi rozsądniej niż oszustwa. Wystarczy spojrzeć chociażby na polskie prawodawstwo, gdzie odsetki ustawowe były na tyle wysokie, że łapały się na ustawę antylichwiarską. Żaden przekonujący oszust by sobie na taką bzdurę nie pozwolił. Ale do tematu.

[Oszustwo zdecydowanie najłatwiej poznać po frazie "zarabiaj z domu"]

Żona prosi o wysłanie szczegółów na maila, w domu zerkam na wiadomość wysłaną przez London Recruitment (londonrecruit.net) zatytułowaną "Course Confirmation". 2 słowa o rozmowie po szkoleniu, tysiąc pięćset o samym szkoleniu. 

Sprawdzam opinie o firmie na sieci - jeszcze nic nie było na ten temat. Sprawdzam kto i na ile zarejestrował domenę - została wykupiona na rok, ostatni raz była aktualizowana w momencie wykupienia. Domena została zarejestrowana przez Unicare Recruitment - o tej firmie w Internecie już było całkiem sporo. Sporo, ale na jedno kopyto: po szkoleniu, czasami prowadzonym przez kogoś, kto niespecjalnie nawet znał angielski, była rozmowa. Albo nie było, ale przeważnie była. Pan w garniturze nie mógł oczywiście zdradzić w czyim imieniu przeprowadza tę rozmowę "dla dobra klienta".

Rozmowa to ogólne kilkanaście pytań i obietnica odezwania się, Internet nie zarejestrował w zasadzie nikogo, do kogo ta firma by się odezwała. Domena unicare też była wykupiona na rok, teraz już nie istnieje.

Ostrzeżenia przed naciągaczami na szkolenia są dość popularne, niemniej warto mieć świadomość, że firmy krzaki mogą mieć naprawdę ładne stronki. Ktoś może tam siedzieć i odbierać telefon, przeważnie jednak będzie to komórka. Być może będzie nawet biuro, w końcu 8 osób na szkolenie razy trzy dni szkoleń razy 100 funtów - za 10 tysięcy funtów można te kilka stówek na lokal i garnitur poświęcić.

Agencja też swoje potrafi

Koleżanka wynajmowała dom przez agencję. Agencje mają generalnie dwa rodzaje pracowników do obsługi klientów - w biurze i w terenie. Pracownicy terenowi rekrutowani są szybko, nie przechodzą szkolenia (albo niewielkie). Przeważnie nie pracują w firmie na tyle długo, żeby przedłożyć jej dobre imię nad prowizję od wynajmu.

[Szwindel Nigeryjski - najbardziej znany przykład przekrętu internetowego / Faktopedia]

Przeważnie są to drobnostki, ale zdarzają się grubsze oszustwa typu: czy w wynajem wliczone są rachunki? Przy wynajmowaniu pokoju przeważnie są, bo liczniki są na całe mieszkanie/dom, więc niespecjalnie da się to przerzucić na lokatora. Agent może odpowiedzieć "Oczywiście że są", ale nie wspomnieć, że gaz jest na doładowania, więc w jego rozumieniu to nie są rachunki.

Albo ogrzewanie - jakie tu jest ogrzewanie? Oczywiście elektryczne. A to w pokoju to co jest? Terma elektryczna. A później się okazuje, że ktoś mieszka w pokoju z piecem gazowym, a czujnika tlenku węgla nie ma.

Bywa też tak, że agencja w umowie ma zastrzeżone, że każde wywiercenie dziury trzeba z nimi uzgodnić. Praktyka pokazuje, że takie uzgodnienie warto mieć na papierze albo w mailach, o telefonicznych ustaleniach potrafią "zapomnieć" i potrącić z depozytu.

Dlaczego to opisuję?

Londyn niezmiennie jest celem imigracji z wielu zakątków świata. Strumień naiwnych nowo przybyłych sprawia, że jest to bardzo urodzajny grunt dla oszustów wszelakiej maści. Tutejsze prawo nie jest przesadnie łagodne dla ludzi działających w samoobronie, tym bardziej więc rozeznaje połamanie oszustowi nóg jako naruszenie jego nietykalności cielesnej.

Nieodmiennie denerwuje mnie pobłażliwość wobec oszustów: "trzeba uważać", "za głupotę się płaci" i takie tam. Oczywiście że trzeba być czujnym, bo złodziei nie brakuje, ale w przypadku oszustw ludzie czują się dużo bezpieczniej obwiniając ofiarę. Bo oni są czujni, więc nie dadzą się złapać. Ale, jak głosi internetowe powiedzenie, na każdego znajdzie się jeden lepszy Azjata. 

Mnie osobiście oszustwo napawa obrzydzeniem, bo jest wymierzone w podstawę funkcjonowania zdrowych społeczności - w zaufanie. Robi to w dwójnasób - po pierwsze samym oszustwem, a po drugie zaskakująco często sprawcy unikają kary podkopując wiarę w sprawiedliwość.

Utrudnianie oszustom życia jest opłacalne dla wszystkich. Najgorszym wrogiem oszusta jest informacja - jeżeli znasz schemat oszustwa to się na nie nie złapiesz. Takiemu też celowi miał służyć ten artykuł. Bo niestety nie mam mocy zdalnego zarażania oszustów pasożytem mózgu.

Tagi: Finanse



Komentarze



Podobne artykuły


Imigracja

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama