mieszkasz w londynie banner

Zapiski trzydziestoletniego imigranta #4: mieszkam z "ciapatym" (15)

Poprzednio opisywałem jak znalazłem mieszkanie, w którym zatrzymałem się dłużej. Mieszkam w nim z właścicielem, muzułmaninem pochodzącym z Bangladeszu. Szok kulturowy trwa.

The Dead 2: India / kadr z filmu
The Dead 2: India / kadr z filmu

Wprowadzenie się do mieszkania, którego właścicielem jest obywatel Bangladeszu (w którym też on mieszka) na początku mnie stresowało. Spotkaliśmy się jednak kilka razy aby obgadać szczegóły, wydał mi się w porządku, razem z żoną więc zamieszkaliśmy u niego. Po kwartale mieszkania jednak wychodzą na jaw rzeczy, których na pierwszy rzut oka nie widać.

 

Nie ma boga ponad Allaha, ale nawet on nie widzi przez ściany

Pierwszym, o co zapytałem kiedy się dowiedziałem, że będę mieszkał z muzułmaninem, to czy będzie miał coś przeciwko trzymaniu przeze mnie wieprzowiny w lodówce. Landlord, dla wygody nazwijmy go Bosu, powiedział, że nie będzie z tym problemu, bo kupi nam oddzielną lodówkę do pokoju. Nie chodziło o to, że mam zamiar karmić go i nawracać wieprzowiną, ale też tak naprawdę nie miałem pojęcia jak jego religia w ogóle odnosi się do trzymania mięsa nieczystych zwierząt obok mięsa halal. Dni mijały, lodówka jednak nie przybywała, tymczasem ochota na żeberka mi nie przeszła. Ostatecznie postanowiłem po prostu kupić trochę świninki i włożyć do lodówki. Gdy Bosu wrócił do domu powiedziałem mu o tym. Odpowiedział, że on nie będzie tego jadł, ale że nie ma z tym żadnego problemu, a gdyby bóg był przeciwny to wskazałby mu okazję kupienia dla nas taniej lodówki. Tak to więc poszło z mięsem.

Historia z alkoholem jest jednak ciekawsza. Brzmi stereotypowo, do tej pory traktowałem podobne opowieści z dozą sceptycyzmu. Tymczasem faktycznie coś w nich jest. Bardzo ucieszyło mnie przy przeprowadzce, że w oknach są grube zasłony - lubię bowiem mieć naprawdę ciemno w sypialni, budzi mnie nawet niewielka ilość światła. Mieszkając tam zauważyliśmy, że Bosu po powrocie z pracy pija colę z lodem. Po jakimś czasie jednak wyrzucając śmieci zauważyłem butelkę z dumnym napisem "Jack Daniel's". Co się okazało - nasz gospodarz ma kilka żelaznych zasad, które pozwalają mu być dobrym muzułmaninem, a jednocześnie w spokoju wieczorem zrelaksować się przy meczu krykieta i drinku. 

[Czego oczy nie widziały...]

Mniej więcej miesiąc zajęło nam rozgryzienie schematu postępowania (jak mamy wolne z żoną na zmianę to jakoś trzeba czas zabijać). Po pierwsze - powinno być ciemno. Tego punktu nie jestem do końca pewien, może to po prostu zbieg okoliczności, ale w dzień nie popijał. Po drugie - zasłony muszą być zaciągnięte. Po trzecie - kupiony Jack Daniel's trafia zawsze do butelki po Coca Coli - w lodówce stoją więc zawsze co najmniej dwie. Jedna pełna czarnego, gazowanego napoju, a jedna pełna nieco jaśniejszego, bursztynowego i zupełnie nie gazowanego. Pełna dyskrecja, widocznie tylko ostentacyjne grzeszenie zwraca uwagę Allaha.

 

Kobiety odwiedzają tylko niewiernych

Bosu ma, a przynajmniej miał jeszcze niedawno, dziewczynę. Normalny związek, więc czasami oprócz widzenia się na kolacji i podczas dnia chcą spędzić ze sobą noc. Jego kultura jednak zabrania mu spędzania nocy z kobietą, której nie jest mężem. Jak sam podkreślał - wynajęcie nam mieszkania jest częścią rozwiązania tego problemu. Otóż jego dziewczyna, nazwijmy ją Miah, nie może odwiedzać i zostawać na noc u mężczyzn, bo obyczaje nie pozwalają. My jednak działamy jak przyzwoitka i opór moralny i obyczajowy znika. Później możemy wyjść, nie ma to znaczenia, ale nasza obecność gdy ona przychodzi pozwala zachować obyczajność. Prowadzi to co prawda też do krępujących sytuacji, kiedy oni myślą, że nas już w domu nie ma (bo siedzimy zamknięci w pokoju akurat śpiąc dłużej). A później trzeba czekać aż wyjdą z mieszkania, żeby nie stawiać ich w bardzo niezręcznej sytuacji. Bosu jest jednak też sam sobie winien, ponieważ nie pozwala nam trzymać butów przy drzwiach wejściowych - nie ma więc jasnego sygnału kiedy w domu jesteśmy, a kiedy nas nie ma.

[Z przyzwoitką zawsze bezpieczniej]

 

To były raczej dziwactwa niż przeszkadzające nam różnice kulturowe, takie jednak też są. Pierwsza z nich to: Skarpetki to zły pomysł.

Gospodarz po domu chodzi wyłącznie na bosaka. Wchodząc do domu zdejmuje buty i skarpetki, zakłada je tylko wychodząc. Bardzo szybko zrozumiałem dlaczego tak robi. Nie umiem powiedzieć czy jest to wymogiem kulturowym czy religijnym, ale Bosu nie używa papieru toaletowego. Zamiast tego używa metalowej "konewki", za pomocą której się podmywa. Szukanie informacji o jego kręgu kulturowym zaowocowało tym, że wiem, że Hindusi nie używają papieru toaletowego, tylko podmywają się lewą ręką. Z tego powodu do jedzenia używają wyłącznie prawej, lewa jest "nieczysta". W każdym razie Bosu używa tej konewki. Efektem jest, że podłoga w toalecie jest zawsze mokra. Zawsze. Na początku frustrowało mnie to 5 razy dziennie, bo nawet wiedząc, że to rozchlapana jest zwykła woda, to jednak musiałem zdejmować i wieszać skarpetki do wyschnięcia. Sytuację poprawiło kupno klapków.

[Wspomniana konewka w całej okazałości]

Druga rzecz, zdecydowanie straszniejsza, jest taka, że najwidoczniej użycie konewki liczy też jako umycie rąk. Mieszka w Wielkiej Brytanii prawie 12 lat, dalej jednak je nie używając sztućców i dalej tylko prawą ręką. Od kiedy zaobserwowaliśmy, że nie myje rąk wychodząc z toalety już wiemy, że nie jest to po prostu nawyk. Dotyczy to tylko spożywania posiłku - przygotowując jedzenie śmiało używa obu rąk. 

 

Proszę, to moja kultura. Na pełny regulator

Bosu pochodzi z dość intensywnie wyrażanej kultury. Muzyka nie jest aż tak natarczywa jak melodie arabskie, niemniej jego miłość do piosenek z filmów Bollywood jest nie do przeoczenia. Ostatnio słucha ich mniej, ale na początku każde przygotowanie posiłku (a gotuje zawsze na tydzień w przód), każde prasowanie, każde sprzątanie było świetną okazją do zapoznania współlokatorów w nowościami muzyczno-filmowymi. Nigdy nie słyszałem, żeby nastawiał angielską stację radiową.

[Pranie? Prasowanie? Gotowanie? Wieczór? Każda okazja dobra do ubogacania kulturalnego]

Podobnie z telewizją. Gdy się wprowadzaliśmy nie miał w ogóle telewizora, niedługo później były mistrzostwa świata w krykiecie. Telewizor plus pakiet sportowy Sky zagościły w naszym mieszkaniu, a że mecze były około 3 w nocy - nie zawsze udawało się wyspać przed pracą. Tutaj jego kultura kibicowania krykietowi nie różni się specjalnie od naszej kultury kibicowania piłkarzom (przynajmniej w wersji przed telewizorem, nie wiem czy mają krykietowych chuliganów). Koniec mistrzostw, telewizor jednak kupiony - trzeba więc oglądać. Albo przynajmniej niech będzie ciągle włączony. No i jest, a w telewizji albo politycy z indyjskiego, albo któregoś z okolicznych, parlamentów krzyczą na siebie kiwając głowami na boki, albo lecą reklamy hinduskiego Mango, czyli telezakupów. Wieczorami natomiast nadchodzi czas filmu, w którym ona kocha jego, on ją nie za bardzo, a wszystko to rozdziera serce i każe śpiewać i tańczyć.

[A przypraw używam na słoiki]

Gotowanie to też temat, o którym trzeba wspomnieć. Kuchnia hinduska jest bardzo intensywna - ilości przypraw dodawanych do jedzenia sprawiają, że nie da się mieszkać z kimś z tego regionu i uciec od tego zapachu. Ja akurat też lubię intensywne przyprawianie, dla mnie zapach gotowania jego jedzenia jest przyjemny - dużo gorzej by było, gdyby był wielbicielem nóżek w galarecie. Nie mieszkamy na parterze, a mimo to po wejściu na klatkę schodową już od parteru czuć, że dzisiaj jest dzień gotowania dla Bosu. Jakbym mu pokazał nasze torebeczki z przyprawami to by się chyba popłakał ze śmiechu - on je kupuje w całkiem pokaźnych słoikach. Czyli - nie jest to coś, co przeszkadza mi osobiście, ale jest na tyle znaczące, że musiałem o tym wspomnieć.

Różnic kulturowych zaobserwowałem na razie tyle, jeśli pojawi się coś nowego - nie omieszkam napisać suplementu.



Komentarze

arlette Ale Hindus to nie muzułmanin... Wieprzowiny nie jedzą muzułmanie a nie hindusi. Historia z używaniem określonych rąk do określonych czynności też tyczy się muzułmanów. O kim w końcu piszesz? poza tym każdy ma jakieś nawyki. Katolicy nie bzykają się przed ślubem?
Obywatel X. Y wzruszająca histria . Dawaj jeszcze .
kaska A czy nie pali czegos w dziwnym piecu na dworze???mam sasiadow z tych rejonow i szczerze mówiąc sa to najgorsi sasiedzi w moim życiu
Odpowiedzi (1)


Podobne artykuły


Imigracja

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama