mieszkasz w londynie banner

Jak agencja nieruchomości próbuje cię oszukać - wywiad z pracownicą biura pośrednictwa najmu w Londynie

Każdy, kto próbował wynająć w Londynie dom wie, że nigdy nie jest to proste, a z agencją bardziej się walczy niż współpracuje. Można wynajmować od prywatnych właścicieli, można też od agencji. O praktykach tych drugich rozmawiamy z pracownicą jednej z nich.

PixaBay / "Dom wymaga lekkiego odświeżenia"
PixaBay / "Dom wymaga lekkiego odświeżenia"

Magda (imię zmienione) jest Polką zatrudnioną w jednej z agencji nieruchomości we wschodnim Londynie. Pod warunkiem zachowania anonimowości zgodziła się nam opowiedzieć jak wygląda praca w agencji wynajmu od wewnątrz.

Zacznijmy spokojnie - dlaczego warto wynajmować dom od agencji?

Agencje wynajmu mają duże doświadczenie, mają wsparcie prawników - dzięki skorzystaniu z lat doświadczenia jesteśmy w stanie tworzyć jasne warunki, pozwalające właścicielowi pobierać należne mu pieniądze bez strachu o bezprawne działania w lokalu, z drugiej strony lokatorzy są pewni warunków, na jakich wynajmują dom. Umowy są szczegółowe i obejmują wszelkie aspekty wynajmu. Dzięki temu lokatorzy przestrzegający umowy śpią spokojnie. Wiele osób wynajmujących swoje domy prywatnie ryzykuje zniszczeniami, za które nikt nie zapłaci. My robimy pełną inwentaryzację, sprawdzamy dokładnie zniszczenia, rzeczy wymagające naprawy. Wiemy jak egzekwować należności od dłużników i w jaki sposób najlepiej zabezpieczyć interesy obu stron.

Brzmi to bardzo ładnie, ale na pewno są jakieś haczyki?

Każdy biznes ma jakieś swoje sekrety. Pierwszą kwestią są prowizje od wynajmu. Łatwo to zauważyć porównując ofertę tego samego domu wprost od landlorda z ofertą od agencji - w agencji zawsze będzie drożej. Ponieważ jednak wraz ze wzrostem kwoty wynajmu prowizja rośnie bardzo wolno - agent nigdy nie przyłoży się do znalezienia naprawdę dobrego lokatora. Mamy jakieś minimum, po którym jest nam wszystko jedno. Z perspektywy właściciela nieruchomości to nienajlepszy biznes, bo oferując agentowi wyższą prowizję mógłby uzyskiwać wyższe czynsze - opłacałoby się walczyć. Z drugiej strony - system tak funkcjonuje od wielu lat i jest to po prostu przyjęte, wyjątkiem są naprawdę luksusowe domy.

Myślałem o zagraniach wobec najemców, tymczasem landlord też bywa poszkodowany?

Agencja musi swoje zarobić. Zapisy w umowach są takie, że o stan domu musi troszczyć się właściciel. Jeżeli trzeba coś wymienić, co leży w obowiązkach właściciela - agencja bierze firmę, która bierze prowizję (albo ma swoich ludzi, zależnie od rozproszenia nieruchomości). Agencja też dostaje swoje - więc właściciel płaci na przykład 300 funtów za wymianę cieknącego zaworu przy grzejniku. Spokojna głowa też kosztuje. Dlatego wynajmujący wiele domów często wolą po  prostu zatrudniać handymena, który musi mieć podstawowe umiejętności w kwestii elektryki, hydrauliki i budowlanki.

A co z najemcami?

Tutaj sztuczki zaczynają się już od samego ogłoszenia. Podobno jest tak dużo chętnych, że schodzą byle rudery. Tymczasem to nie taka prosta sprawa. Przychodzi właściciel i ma taką właśnie ruderę na wynajem. Trzeba z nim przejść proces sprawdzania zgodności domu z przepisami - to leży w naszych obowiązkach, a ktoś musi za to zapłacić. Nikt oczywiście nie będzie chciał wziąć lepianki zastawianej snopkiem, najemców wabi się więc inaczej. Wystawiamy piękny dom w okazyjnej cenie. Ludzie zaczynają pisać "biorę od ręki", albo chociaż chcą się umówić na obejrzenie. Ludzie dalej wierzą, że agencja nie zna się na wartości nieruchomości i wystawi coś 500 funtów poniżej wartości... Do ogłoszenia trafiają zadbane, piękne domy. Dajemy niską cenę. Mamy dużo chętnych - wszystkim odpisujemy "no niestety, dom już jest wynajęty, ale mamy bardzo podobny w tej samej okolicy". Bardzo podobny oznacza taką samą/większą liczbę sypialni, czasem też łazienek. To nie jest tak, że wynajmujemy same rudery. Nie, domy też są bardzo przyzwoite, ale już kosztują tyle, ile powinny. Jeżeli ktoś dzwoni umawiamy się od razu pod innym domem, często wówczas trzeba przemycić adres w czasie pytania o mnóstwo szczegółów - kto ma mieszkać, ile zarabia, w jakim zawodzie, jak daleko - tego typu kwestie. Adres wysyłamy też SMSem - nie wysyłamy maili, bo porównanie adresu z telefonu z mapami następuje przeważnie w dniu oglądania, więc wycofuje się niewiele osób. Wysłanie maila oznacza, że często ludzie sprawdzą od razu i odwołują spotkanie. No a na miejscu już jakoś się klienta urabia.

A to dopiero etap ogłoszenia...

Tak, ale tu jest najwięcej wysiłku po stronie agenta. Kiedy już klient się zdecyduje to jest z górki. Tutaj wchodzą wszelkie opłaty: sporządzenie umowy, inwentaryzacja pustych mieszkań, dopłaty za lokatorów. Czasami agencje nie zgadzają się na zbyt wielu lokatorów - domy muszą spełniać pewne wymogi przy wynajmie dla wielu osób, tradycyjnie więc agencja udaje, że nie wie ile osób ma mieszkać tak naprawdę, a najemcy udają, że jest ich tylko czwórka zamiast siódemki. Jeśli jednak agencja wynajmuje faktycznej liczbie osób - to jest jak kopalnia złota. Najemcy często czytają opłaty wstępne. Często równie wysokie, jeśli nie wyższe, są opłaty wnoszone później. Ktoś się wyprowadza, a na jego miejsce wchodzi ktoś inny? To aneks do umowy, 150 funtów. Wyprowadzka? Rozwiązanie umowy kosztuje 30 funtów od sygnatariusza. Agent na koniec przyjdzie niemalże z lupą, każde potrącenie z kaucji na naprawy oznacza prowizję dla agencji i dla podwykonawcy. Bardzo drogie jest sprzątanie - jeżeli agencja uzna, że lokatorzy nie dołożyli starań aby pozostawić dom we względnej czystości to kasujemy nawet 50 funtów za godzinę sprzątania. 

Czyli zmarnowany czas i pieniądze, coś jeszcze?

Nie no, nie rozpędzajmy się ze zmarnowanymi pieniędzmi - to nie są ukryte opłaty, tylko trzeba po prostu przeczytać na co się najemca godzi. Trzeba brać pod uwagę, że w agencji pracują ludzie chcący normalnie zarobić. Więc jeżeli mam do wyboru dzwonić w sprawie niedziałającego Internetu, albo rozmawiać z klientami, to kwestia sieci może poczekać parę dni. Staramy się unikać sytuacji, w których landlord jest odpowiedzialny za coś, na czym nie mamy narzutu prowizji. Właśnie - prowizji - jeżeli najemcy nie zgadzają się na opłaty zawarte w umowie (na przykład za zmianę nazwiska na akcie wynajmu), to taki lokator jest usuwany. Nikt nie lubi problematycznych najemców - a landlord dalej musi płacić council tax, mimo że dom stoi pusty. Wiemy jednak, że długo pusty nie postoi, zdecydowanie lepiej jest więc mieć potulnych lokatorów. Im gorsza perspektywicznie lokalizacja, tym trudniejsza praca agenta - nie możemy po prostu wyrzucić każdego, kto nam się nie spodoba.

Jak wobec tego wynajmować żeby się nie naciąć?

Przede wszystkim nie wierzyć agencjom. "Jest duże zainteresowanie tym domem" - jest takie samo jak wszędzie, bo naprawdę dobre okazje nie istnieją. Trzeba podejść na spokojnie. "Mam ogłoszenie pasujące do większości Państwa kryteriów" - dom leży zapewne w innej części Londynu. Jakiekolwiek stwierdzenia o sąsiadach - agent tam nie mieszka, skąd ma to wiedzieć? Od razu proponuję porzucić nadzieję na otrzymanie kontaktu do właściciela - nie ma takiej możliwości, to jak zabijanie żywiciela; domy przeważnie są wystawione w każdej możliwej agencji, czasem także prywatnie - często wystarczy poświęcić trochę czasu żeby znaleźć lepsze warunki na ten sam dom. Warto obserwować jak z ogłoszenia na ogłoszenie potrafi zmienić się liczba sypialni.

Ponieważ agent też boi się, że bezproduktywnie ktoś zmarnuje mu czas, to dom jest pokazywany dalej, nawet po uzgodnieniu wynajmu. Dopóki nie najemca nie złoży podpisu nie może mieć pewności, że faktycznie uda mu się wynająć dany dom.

Tagi: Finanse



Komentarze



Podobne artykuły


Infrastruktura

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama