mieszkasz w londynie banner

Czy praca niani jest miła? Tak, dopóki nie ma rodziców

Elżbieta pracuje jako niania od wielu lat. Zgodziła się opowiedzieć o swoich doświadczeniach.

Czy praca niani jest miła? Tak, dopóki nie ma rodziców
Czy praca niani jest miła? Tak, dopóki nie ma rodziców

Elżbieta ma 52 lata i zawodowo zajmuje się dziećmi innych ludzi. Zgodziła się opowiedzieć o realiach swojej pracy - która według niej jest jedną z najtrudniejszych. Zanim zaczęła zajmować się dziećmi na pełen etat, Ela pracowała jako pielęgniarka.

- Jak to się stało, że zostałaś opiekunką do dzieci?

- Wcześniej byłam pielęgniarką na oddziale dziecięcym. Zajmowałam się dziećmi zawodowo, więc bardzo się ucieszyłam, kiedy moja własna, dorosła córka zaszła w pierwszą ciążę. Kiedy urodził się wnuk, pomagałam ile mogłam. Wiadomo, świeża mama wszystkiego musi się nauczyć, więc asystowałam córce. Zwłaszcza, że ona chciała wracać do pracy jak najszybciej. Pomagałam więc przy małym ile mogłam - a nie mogłam wiele, bo praca pielęgniarki to długie zmiany. 

Wtedy moja córka i jej mąż postanowili wyjechać do UK. Wspólnie zdecydowaliśmy, że przyjadą na pół roku, a kiedy się ustatkują - dołączę do nich z Szymkiem. Porzuciłam pracę i przeniosłam się tutaj. Wyszło dla wszystkich lepiej: córka i zięć dobrze zarabiają, więc mogli utrzymać nas wszystkich, kiedy ja zajmowałam się wnukiem pod ich nieobecność. Ale kiedy Szymek podrósł i już nie wymagał takiej opieki, zaczęłam pomagać znajomym i znajomym znajomych, zostawać z dziećmi na przykład na noc - i tak powoli doszłam do pełnego etatu.

- Co jest najtrudniejsze w tym zawodzie?

- Oczywiście za dzieci bierze się całą odpowiedzialność, więc to może być trudne. Czasem też maluchy bywają nieznośne. Z nimi łatwo sobie poradzić - nie tak, jak z rodzicami. Najtrudniejsi są właśnie rodzice. Zwłaszcza w moim wieku, kiedy oni często są sporo młodsi, mają inną wizję na życie, która z mojej perspektywy nie zawsze jest właściwa - ale jestem tylko pracownikiem, więc nie mam prawa nikogo pouczać. Są też tacy pracodawcy, którzy - mówiąc wprost - są bardzo upierdliwi, a nawet chamscy.

- A czy takiego typu nie da się rozpoznać już na początku współpracy i uciekać póki czas?

- Problem w tym, że nie. Pewnie, jeśli widzę już na pierwszym spotkaniu, że dziecko jest rozpuszczone, a rodzice niemili, to rezygnuję z współpracy. Tylko że ludzie się kamuflują. Na oficjalnych spotkaniach mogą być zupełnie kimś innym, niż są prywatnie. A ja przecież wchodzę do ich życia od środka. 

- Jakieś szczególnie przykre przykłady?

- Wiele. Miałam jedną panią, która dorobiła się w Anglii na tyle, że mogła wynajmować opiekę do malutkiego dziecka w zasadzie na cały dzień, chociaż była w domu. Dzieciaczek miał nieco ponad rok i był naprawdę słodki, ale mama... nieznośna. Nie mam w zwyczaju kłócenia się z pracodawcami i również tam gryzłam się w język. Pani w pewnym momencie zaczęła traktować mnie jak niewolnika. Oczywiście, umawiałyśmy się, że będę tam cały dzień - będę zajmować się dzieckiem, prasować, prać, sprzątać i gotować. Ale mama lubiła uczestniczyć w tych czynnościach, a jej udział skupiał się na patrzeniu mi na ręce i krytykowaniu tego, co robię.

Nie rozumiem, po co ktoś zatrudnia pomoc, skoro ma czas cały dzień jej się przyglądać i po niej poprawiać. Żeby było jasne, ona nie poprawiała dlatego, że coś było źle. Ona poprawiała, bo miała potrzebę się wyżyć i pokrzyczeć na kogoś. Doszło do tego, że potrafiła się na mnie wydzierać, bo przewijałam dziecko i położyłam brudną pieluszkę obok, na czas kiedy zakładałam małemu czystą. To był powód do krzyku - że wyrzucam pieluchę jak już skończę przebierać, a nie od razu po zdjęciu. 

- I jak skończyła się ta współpraca?

- Pewnego dnia pani mama chyba pokłóciła się z partnerem, z którym się wtedy spotykała. Przyszła do salonu i powiedziała mi, że nie życzy sobie, żebym siadała na jej nowej, jasnej kanapie. Zasugerowała mi, że jako pracownik, nie mam prawa tego robić i że z pewnością zniszczę mebel. Poczułam się jak śmieć i zrezygnowałam tego samego dnia. Szkoda mi dziecka wychowywanego przez taką nerwową matkę. Jej też mi szkoda, bo musi być bardzo zagubiona, skoro czuje tak olbrzymią potrzebę poniżania innych ludzi, zwłaszcza tych, którzy jej pomogli. Pieniądze to nie wszystko, zwłaszcza w takiej pracy jak opiekunka - ja przecież jestem człowiekiem, który zajmuje się jej własnym dzieckiem. Skoro ona nie okazuje mi szacunku, to czego uczy malucha...?

- Czy często zdarzają się takie niemiłe sytuacje?

- Zdarzają się często, ale innego rodzaju. W przypadku tamtej pani - ona była chamska i niemiła, sama prowokowała spory i chciała, żebym czuła się przy niej zahukana. Zazwyczaj problemy z rodzicami wynikają raczej bez niczyjej woli. Biorą się po prostu z różnic między nami jako ludźmi. Każdy robi to, co lubi.

- Co masz przez to na myśli?

- Ja, jako osoba starszej daty, wyobrażam sobie wychowywanie dziecka inaczej niż niektórzy młodzi rodzice. Szczególnie działa mi na nerwy sadzanie dziecka na kilka godzin przy TV, kupowanie olbrzymiej ilości zabawek, które maluch i tak celowo niszczy czy zbyt duża swoboda. Tylko że wiem, że każdy ma prawo wychowywać swoje dzieci tak, jak sobie chce. Ja mogę tylko patrzeć i wykonywać polecenia. Nigdy się nie odzywam na ten temat, ale bardzo prędko zaczyna mnie męczyć praca z takimi rodzicami i ciągle jestem tym przybita, chciałabym coś zrobić dla tego malucha. Ten wewnętrzny konflikt sprawia, że ciężko mi się pracuje w takim domu.

Inna sprawa jest też taka, że czasami rodzice sami ze sobą nie mogą się dogadać, jak chcą traktować potomka. Wtedy mama mówi coś innego, a tata coś innego. Co bym nie zrobiła - komuś podpadnę, prawda?

- A z dziećmi nigdy nie ma problemów?

- Mogę powiedzieć, że jeśli z rodzicami nie ma problemu, to z dzieckiem na pewno też nie. Są dzieci zachowujące się źle, ale to nie jest wielki problem, bo szybko da się je nauczyć innych reguł. Naprawdę nieznośne dzieci są tam, gdzie i rodzice są nieznośni. Mam wrażenie, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Inny przypadek miałam tylko raz - z synkiem pani doktor i pana prawnika. Rodzice byli bardzo wykształconymi, porządnymi ludźmi na poziomie, zawsze kulturalni i naprawdę mili. Mały na początku też był słodkim dzieckiem. Lubiliśmy się, on chętnie spędzał ze mną czas, przytulał mnie na pożegnanie. Dopiero po jakimś czasie mu się odmieniło i zaczął mnie bić, popychać, był złośliwy. Najgorsze było to, że zaczął skarżyć rodzicom. Mówił im, że na niego krzyczę i robię mu jakieś złe rzeczy, a w końcu nawet, że go biję. Mama mogłaby być najbardziej racjonalną osobą na świecie, ale kiedy usłyszy coś takiego od dziecka, to już nigdy nie będzie mieć pełnego zaufania do opiekunki. Odeszłam, chociaż rodzice chcieli mnie zatrzymać. Nie mogłam ryzykować, że mały coś wywinie, a ja pójdę siedzieć za znęcanie czy coś podobnego.

- Czy jest coś, czego nigdy nie akceptujesz w pracy?

- Nie akceptuję rodziców wyżywających się na dzieciach. Jeśli reagują zbyt impulsywnie, staram się z nimi rozmawiać, jeśli to nie pomoże, mówię że odchodzę. Na szczęście nie zdarzyło mi się nigdy pracować u nikogo, kto by dziecko bił czy jakoś się nad nim znęcał - nie wiem, co bym w takiej sytuacji zrobiła, ale pewnie musiałabym donieść.

Nigdy też nie zaprzyjaźniam się z pracodawcami. Raz, na początku, popełniłam ten błąd - piłam z mamą kawki i spotykałam się z nią poza czasem pracy. W efekcie zrobiło się niezręcznie, bo nie było wiadomo, kiedy jestem w pracy, a kiedy pilnuję dziecka przyjaciółki. Bycie przyjacielskim w tej pracy pomaga, ale nawiązywanie przyjaźni już nie!

- Ostatnie pytanie - czy lubisz swoją pracę?

- Bycie opiekunką nie jest łatwe. To odpowiedzialna, wymagająca kondycji fizycznej i twardych nerwów harówka. Odpowiadasz przecież za małego człowieka. Mimo wszystko, dzieci są lepsze niż dorośli. Lepiej mi się z nimi pracuje, bo one mają ,,prawdziwe" problemy, a nie tylko polityka, pieniądze i rachunki, ha! Praca z maluchami jest odświeżająca dla umysłu i daje dużo radości.

Nauczyłam się z upływem czasu filtrować oferty, więc już na początku wyczuwam, że jakaś posada da mi więcej stresu niż to warte. Nie chodzę do pracy tam, gdzie za 7 funtów wymaga się ode mnie zajmowania się trójką niemowląt, sprzątania, prasowania i gotowania, a do tego zajęć rozwojowych dla dzieci i korepetycji językowych w cenie. Nie przyjmuję pracy od ludzi, co do których czuję w kościach, że są nie dla mnie.

Praca opiekunki to praca oparta na emocjach, dlatego staram się unikać tych złych.



Komentarze


Podobne artykuły


Ludzie

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama