Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Koszmar ze szpitala Homerton - Historia prawdziwa Wywiad (12)

„Dostałam dwie tabletki na wywołanie porodu. Nic nie skutkowało. Zaczęłam prosić i błagać by wykonano cesarskie cięcie...”

Szpital / shutterstock
Szpital / shutterstock

Spotkałam się z Marleną i jej rodziną kilka tygodni temu. Wiedziałam, że historia jej porodu i pobytu w londyńskim szpitalu Homerton nie była przyjemna, jednak to, co usłyszałam później okazało się być jeszcze gorsze.

„Tego co mnie spotkało nie życzę nawet najgorszemu wrogowi” – to pierwsze co powiedziała Marlena, 21-latka, mama małego Arona. „Wszystko zaczęło się wieczorem około 18:00, poczułam, że odeszły mi wody. Mój brat, który był ze mną, spanikował. Szybko zadzwonił na pogotowie, jednak tam stwierdzili, że „nie ma po co przyjeżdżać” oraz, że nie mają wolnych karetek”. Rodzina Marleny zdecydowała, że sami zawiozą ją do szpitala. Oczywistym wyborem był Homerton University Hostpital. „Ten szpital znajduje się najbliżej mnie, wcześniej leczyłam tam wadę kręgosłupa, a moja mama miała operację kolana. Zawsze wszystko było w porządku, nie sądziliśmy, że tym razem będzie zupełnie inaczej”- skomentowała Marlena. „Zwijałam się z bólu w poczekalni. Przez 40 minut nikt nawet do mnie nie podszedł. Kiedy w końcu pojawiła się położna, powiedziała tylko, że mam wrócić następnego dnia o 5 rano”. Dziewczyna wraz z rodziną wróciła do domu, tak jak jej powiedziano. Kiedy około trzeciej w nocy ból był nie do zniesienia, zdecydowali, że czas wracać do szpitala. Po kolejnych 40 minutach czekania na zainteresowanie personelu i krótkim, pobieżnym badaniu położna kazała jej wrócić około 7 rano. „Kiedy w końcu trafiłam na odpowiedni oddział poprosiłam o tabletki przeciwbólowe. Chwilę później wszystko się zatrzymało.”

Cała rodzina Marleny włączyła się w przedstawienie jej historii jak najdokładniej. „Ja z niektórych momentów naprawdę niewiele pamiętam. Mama, Filip i reszta wie znacznie więcej” – dodaje Marlena. Dopiero około 20:00 pierwszy raz przyszedł lekarz. Dziewczyna skarżyła się na bóle i wciąż prosiła o tabletki przeciwbólowe, jednak  personel medyczny był zupełnie niezainteresowany. Kiedy matka Marleny zdecydowała się pójść do pokoju pielęgniarek, by ktoś w jakikolwiek sposób zareagował, zastała tam wszystkie położne pijące kawę. Doba od rozpoczęcia akcji porodowej minęła. Istnieje pewna, niepisana zasada - jeśli poród nie nastąpi w ciągu 24 godzin od odejścia wód płodowych, wskazane jest wykonanie cesarskiego cięcia. Jednak nikt się do tego nie kwapił. „Dostałam dwie tabletki na wywołanie porodu. Nic nie skutkowało. Zaczęłam prosić i błagać by wykonano cesarskie cięcie...”

„Po kolejnych kilku godzinach dostałam znieczulenie w kręgosłup. Nikt nie zrobił wywiadu, ani nie zapytał mnie czy mam z nim problemy, pomimo, że właśnie w tym szpitalu kilka lat temu leczyłam mój kręgosłup! Pielęgniarce udało się wbić po wielu boslenych próbach, a znieczulenie zadziałało tylko po prawej stronie. Ja tylko chciałam, by było już po wszystkim...”. Na cesarskie cięcie zdecydowano się dopiero po 33 godzinach. Klasyczne znieczulenie nie podziałało, więc Marlenie została podana pełna narkoza. Jak mówi dziewczyna, poród był tylko początkiem tego koszmaru. Kolejne siedem dni w szpitalu Homerton były tylko czasem niedogodności oraz ignorowania jakichkolwiek próśb. „Byłam bardzo obolała po prodzie, ale to normalne. Najważniejsze, że mały był już ze mną. Okazało się, że o naszym stanie zdrowia nikt nie poinformował przez dwie godziny nawet taty Arona – Filipa.  Dostałam morfinę i tlen. Morfinę dozowałam sobie sama, więc robiłam to bardzo często, gdyż każdy ruch sprawiał mi ogromny ból. Dopiero po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że butelka z tlenem była pusta. Filip zgłosił to pielęgniarkom, jednak żadna nie pofatygowała się by ją wymienić, nawet do końca mojego pobytu w szpitalu”.

Marlena musiała się dopominać o wymianę pościeli, czy o środki higieniczne. Nikt nie udostępnił jej przycisku wzywającego położną, dopiero ojciec dziecka zabrał go z innego wolnego łóżka i podłączył. „Na trzeci lub czwarty dzień przyszedł do nas lekarz. Skarżyłam się mu na ciągłe i straszne bóle oraz wysoką temperaturę, ale jedyne co usłyszałam to, że mam więcej chodzić. Do tej pory nikt sie nie interesował małym. Moja mama zauważyła, że prawdopodobnie ma żółtaczkę, jednak nikt na to nie zwrócił uwagi. Kiedy zażądała, by wezwać do niego lekarza, pielęgniarki nie miały nawet pojęcia, kto jest lekarzem mojego dziecka!”.

Rodzina Marleny przez cały czas była blisko niej. Kiedy ignorancja personelu medycznego była już nie do wytrzymania, matka dziewczyny postanowiła zainterweniować do przełożonych. Gdy poinformowała główną położną o tym, że napisała skargę pisemną, usłyszała: „Może sobie pani pisać skargi, one i tak dojdą do mnie”. „Wiele razy chodziliśmy do pokoju pielęgniarek, by w końcu ktoś się zainteresował moją córką, gdyż ewidentnie coś było nie tak. Wysoka temperatura i bóle nie biorą się znikąd” – dodaje matka Marleny. Mama z maluchem nie czuli się dobrze. Aron dostał infekcji oczu. Oboje otrzymali antybiotyki. Jednak nikt nie sprawdził, jaki dokładnie rodzaj lekarstwa potrzebuje matka. Zanim wykonali badanie, które mogłoby szybciej to wykazać, Marlena otrzymała cztery różne antybiotyki.

„Małemu ropiały oczka, dostaławał antybiotyk oraz płyn do przemywania oczu. Jednak nikt z personelu nie dbał o to byśmy dostawali swoje dawki o czasie. Kiedy ja spałam, nikt nie pomyślał, że należy podać lek Aronowi, ani mnie - a punktualność przy antybiotykach jest istotna. Za każdym razem musiałam się o to upominać. Pielęgniarki nie przekazywały sobie żadnych informacji, gdy kończyła im się zmiana. Po kilku kolejnych skargach i wielokrotnym upominaniu się o wszystko u położnych, zaczęły być one wyraźnie złośliwe dla mnie. Nie mogłam zasłonić zasłonek wokół łóżka, pomimo, że inne pacjentki mogły to bez problemu zrobić i spokojnie spać podczas, gdy mnie cały czas świeciły w oczy zapalone światła. Kiedy do innych przychodziła w odwiedziny rodzina, pielęgniarki nigdy nie interweniowały, niezależnie jak wiele osób aktualnie było przy łóżku. Gdy mnie odwiedzała mama i ciocia to Filip już musiał wyjść. Kiedy przychodziły położne zajrzeć na salę, moje łóżko omijały. Widać, że bardzo im nie spodobało się dopominanie o podstawowe rzeczy oraz  skargi”. Kiedy Marlena została przeniesiona na salę objętą mniejszym nadzorem medycznym, poprosiła pielęgniarki, by nie kładły jej przy oknie, ponieważ marznie w nocy. Prośba odbiła się echem i pomimo wolnych łóżek dziewczyna została położona blisko okna. 

Szpital próbował także ukryć działania medyczne. „Któregoś wieczoru przyszła do mnie lekarka, by zapytać jak się czuje. Kiedy z nią rozmawiałam przypadkiem wspomniała coś o antybiotyku, o którym nie miałam pojęcia. Podawali mojemu dziecku dodatkowy lek w ogóle mnie o tym nie informując. Kiedy zaczęłam ciągnąć ją za język, przyznała, że mały ma ogólną infekcję organizmu ponieważ za długo czekali z cesarskim cięciem. A przecież błagałam o to niemal od samego początku!”.

Mama i dziecko zostali wypisani do domu po 8 dniach. W tej chwili czują się dobrze, jednak to przez co musieli przejść na pewno na długo zostanie w pamięci młodej kobiety.

Historia, przez którą przeszła Marlena i jej rodzina na pewno nie jest pierwszą ani ostatnią – nie tylko ze szpitala Homerton. „Moja rodzina i ja nie chcemy walczyć o odszkodowania, mam tylko nadzieję, że moja historia sprawi, że choć jedna kobieta uniknie tego, co spotkało mnie w szpitalu Homerton” – kończy swoją opowieść Marlena.



Komentarze

Agi Rodziilam w Homerton kilka miesiecy temu i opiekna ciazowa i porodowa byla super. Z szczerym sercem polecam ten szpital, aczkolwiek zdaje sobie sprawe, ze jest to moja osobista opinia. Po pierwsze mialam raczej bezproblemowa ciaze oraz porod, po drugie trafilam na fantastyczne polozne. Choc z tymi poloznymi nie mogla byc to kwestia szczescia, gdyz podczas calej ciazy poznalam ich conajmniej 6 i wszystkie byly swietne. Podczas mojego 12 godzinnego porodu poznalam kolejne cztery i rowniez byly rewelacyjne. Mimo, ze system angielski sam w sobie jest dosc "ubogi" to kobiety mialy do mnie niesamowte serce i przeprowadzily mnie zarowno przez ciaze jak i porod lepiej niz moglam sobie to wyobrazic.
Co do komplikacji, na etapie ciazy ( skan w 12 tc) pojawily sie pewne watpliwosci i wowczas od razu zaproponowano nam dodatkowe skany i badania. Jesli ciaza/ porod przebiega prawidlowo ograniczaja sie do minimum ( co nie zawsze jest dobre), ale jesli maja jakiekolwiek watpliwosci dzialaja od razu.
Bbr "Kiedy zarządała, by wezwać do niego lekarza, pielęgniarki nie miały nawet pojęcia, kto jest lekarzem mojego dziecka".
Pani Barbaro Serafin, zażądać pisze się przez ż!!!
:) :) :) astra ja w tym szpitalu urodzilam dwojke dzieci polecilam innym i wszyscy jestesmy bardzo ale to bardzo zadowolone
aga Referowanie do jakobych zasad w Anglii co do wykonania cc sa bardzo przeinaczone. A co do antybiotyku dla malucha to po podanie go chodzi sie na inny oddzial. Tak samo jak w zadnym szpitalu w UK epiduralu badz jakiegokolwiek wklucia w kregoslup nie wykonuje pielegniarka a lekarz anestezjolog. To do pacjenta nalezy powiadomienie o jakichkolwiek problemach kregoslupa. Radze autorce tekstu nastepnym razem przygotowac sie w kwestii przynajmniej podstawowych informacji odnosnie opieki okoloporodowej i pologowej skoro juz zdecydowala sie tu osiedlic. Pozdrawiam


Ludzie

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama