Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Czemu ludzie wciąż wybierają idiotów: demokracja kontra psychologia (3)

Wybory w UK coraz bliżej, w Polsce też w tym roku wybieramy prezydenta i parlament. Warto z tej okazji przyjrzeć się co sprawia, że dowolna głupota albo idiotyzm nie przekreśla kandydata w oczach wyborców. Na przykład wtedy, gdy kandydat Ukip stwierdza, że powodzie w UK to kara boża za małżeństwa gejów i nijak nie szkodzi to wynikom partii. Stoją za tym silne mechanizmy psychologiczne.

Cameron w pełnej krasie
Cameron w pełnej krasie

Politycy mają bardzo kiepską reputację ("polityk" już niemalże funkcjonuje jako obelga) - w Polsce w styczniu było tylko dwoje polityków, którym ufał więcej niż co trzeci Polak - Bronisław Komorowski i Ewa Kopacz (było to przez rozmowami z górnikami i aferą Szoguńską). Jest to wina samych polityków, którzy aktywnie poszukują możliwości skompromitowania się (od stareńkiego "spieprzaj dziadu" do niedawnego "Szoguna"). Ale przecież nie wszyscy politycy tacy są (gdyby byli, to system chyba upadłby już dawno?). Mimo to większość ludzi zakłada, że każdy jeden jest taki, a więc przyjmuje najgorszą wersję wydarzeń.

Na Farage'a zawsze można liczyć jeżeli szuka się klauna

Polityk opowiada się za złym prawem? Jest debilem/złodziejem. Zmienia zdanie i się wycofuje? Jest tchórzliwy i nie powinien trzymać sterów kraju. Politycy obiecują swoim wyborcom korzyści, na przykład obniżenie podatków? Kłamią w żywe oczy. Obiecują negatywne dla ludzi zmiany, jak podniesienie podatków? Na 100% tak zrobią. Klasyczna sytuacja przegrana-przegrana. Po co więc w ogóle zajmują się polityką? Wielu ma w tym własne cele, ale są też tacy, którzy chcą naprawdę zrobić coś dobrego, pomimo płynącej zewsząd krytyki.

Więc, dla stwierdzenia oczywistego faktu - nie wszyscy politycy są idiotami. Ale część jest. Z przykładów międzynarodowych najlepiej wymienić George'a W. Busha, z polskich to nie wystarczy Internetu. Brytyjskim przykładem, wokół którego trwają spory, jest Boris Johnson. Część ma go za głupka, część za bardzo inteligentnego faceta, który pozuje celem zdobycia poparcia. No właśnie - obojętnie jaka jest prawda pogląd, że pozowanie na głupka pomaga w polityce, jest dość popularny.

Dlaczego tak się dzieje? Przecież politycy sterują krajem/okręgiem/miastem. Powinni być inteligentni, powinni się znać na prawie, ekonomii. Tymczasem do polityki ewidentnie garnie się wiele osób o wątpliwych walorach intelektualnych. Co więcej - nie bez sukcesów. Jakie są tego przyczyny? Psychologia podaje kilka propozycji wyjaśniających.

Przenikliwe spojrzenia Borisa Johnsona są już niemalże przysłowiowe

Pewność siebie wzbudza zaufanie
Ludzie pewni siebie są bardziej przekonujący. Pokazało to wiele badań - popularne są chociażby te dotyczące świadków i ławy przysięgłych (bo w USA generalnie mają dużo pieniędzy na badania). Pewny siebie światek jest dla ławników bardziej wiarygodny niż świadek wahający się - co jest oczywiście problemem dla wymiaru sprawiedliwości - ale ma to też przełożenie na inne sfery życia. To zjawisko od dziesięcioleci wykorzystywane przez sprzedawców używanych samochodów i agentów pośrednictwa nieruchomości. Politycy doskonale zdają sobie sprawę z tego mechanizmu - szkolenia mediowe i pijarowe to podstawa edukacji polityka. Jeżeli taki nie wygląda na pewnego siebie w debacie - przepada w sondażach z kretesem.

Ważność pewności siebie zestawiona z efektem Krugera-Dunninga jest jednak niepokojącą sprawą. Efekt ten polega w skrócie na tym, że osoby mające niewielką wiedzę w danym temacie mają tendencję do przeceniania swoich kompetencji, a osoby mające rozległą wiedzę z danej dziedziny mają tendencję do zaniżania swoich kompetencji jej dotyczących. Ktoś mniej inteligentny będzie bardzo pewny siebie, a osoba inteligentna z kolei - nie za bardzo. Rozpoznanie poziomu własnych kompetencji wymaga wiedzy i autoanalizy, które są trudniej dostępne niż założenie, że "jestem ekspertem".

Miliband nawet nie udaje, że wie o czym mówi

Partie polityczne o tym wiedzą - więc jeśli chcą kogoś, kto będzie reprezentował ich poglądy z niezachwianą pewnością - stawiają na mało rozgarniętą osobę. Ma to jednak swoje konsekwencje - jeżeli osoba pewna siebie się pomyli, to jej reputacja cierpi bardziej niż osoby niezbyt pewnej siebie. Częściowo może to wyjaśniać tak niski status polityków - w końcu to grupa nadmiernie pewnych siebie osób, które nieustannie obiecują wielkie rzeczy, ale praktycznie za każdym razem doznają spektakularnych porażek.

Polityka jest skomplikowana
Efektywne zarządzanie krajem z kilkudziesięcioma milionami mieszkańców, z których każdy ma inne wymagania, nie jest proste (czy jest nawet trudne). Liczba zmiennych, które trzeba wziąć pod uwagę, jest po prostu ogromna. Sprawia to, że dla mediów jest to temat niestrawny, bo materiały musiałyby trwać godzinę, a tymczasem trzeba skleić materiał dwuminutowy na przykład. Dlatego na pierwszy plan wysuwają się osobowości kandydatów. A, jak już wiemy, mniej inteligentni kandydaci są pewniejsi w prezentowaniu się, są bardziej przekonujący i tak dalej.

Nawet gdyby jednak media relacjonowały inaczej, to i tak ludzie nie przepadają za skomplikowanymi dyskusjami. Po pierwsze - uczestniczenie w nich wymaga wcześniej sporej pracy polegającej na przyswojeniu sobie wystarczającej ilości wiadomości w temacie, a nie jest to coś, co się chce robić przed oglądaniem telewizji. Po drugie - jeżeli nie mają doświadczenia z danym tematem, to nie mają też motywacji do śledzenia dyskusji wokół niego. A tymczasem polityka, a szczególnie demokracja, wymaga od ludzi zaangażowania.

W każdym kraju to samo

 

Badania pokazują, że ludzie generalnie wolą zorientowanie na cele, czyli "przejawiają dyspozycję do rozwinięcia bądź zademonstrowania swoich zdolności w sytuacji, w której można coś dzięki nim osiągnąć". Poczucie, że ma się na coś wpływ, jest potężnym motywatorem - ale słuchanie dętych przemówień o konieczności redukowania deficytu poprzez redefinicję priorytetów redystrybucji majątku nie daje ludziom tego poczucia. Co innego gdy pojawia się kandydat z prostą, skuteczną receptą. Wtedy głosując na niego czujemy, że coś robimy w danej sprawie.

Oprócz tego istnieje prawo trywialności Parkinsona - mówi ono, że im banalniejsza kwestia, tym więcej uwagi zostanie jej poświęcone. Parkinson zaobserwował to podczas uczestniczenia w dyskusjach dotyczących budowy elektrowni atomowej. Z zegarkiem w ręku stwierdził, że najwięcej uwagi zostało poświęcone materiałowi, którym zostanie pokryty schowek na rowery. Kwestie bezpieczeństwa i dróg usuwania odpadów radioaktywnych zostały zepchnięte na dalszy plan. Działa to tak dlatego, że im prostszy temat, tym więcej osób ma coś do powiedzenia (bo się na tym po prostu znają). Ludzie wolą proste i jasne rzeczy i koncepcje - więc kandydat sprowadzający złożone kwestie do prostych haseł i rozwiązań (jakkolwiek błędnych) zbiera głosy nieco łatwiej.

Ludzie lubią zobaczyć w polityku człowieka
Jedną z częściej wymienianych zalet George'a W. Busha jest poczucie ludzi, że mogliby napić się z nim piwa. Czyli mogli zobaczyć w nim człowieka. Z kolei elitaryzm jest dla polityka bardzo złą cechą. Przeświadczenie, że kierujących krajem nie dotyczą zasady odnoszące się do "szarego obywatela" jest bardzo niepokojące, dlatego tak często politycy usiłują "się wpasować".

Francuzi nawet przy wyborze prezydenta się nie zniechęcili

Większość ludzi jest podatna na podświadome przekonania, uprzedzenia, stereotypizację i preferowanie własnej grupy społecznej. Znakomita większość tych przekonań i uprzedzeń nie ma szczególnie silnego podłoża w logice bądź badaniach, ale nie zmieniają się one, bo mózg działa tak, że wyłapuje głównie informacje potwierdzające nasze przekonania. Ludzie są też cały czas świadomi statusu społecznego - potrzebujemy świadomości, że jesteśmy w pewnych dziedzinach lepsi od innych aby utrzymać nasze poczucie własnej wartości. W rezultacie ktoś mówiący mądre rzeczy, które są jednak niewygodne dla słuchaczy niespecjalnie kogokolwiek do siebie przekona. Z kolei ktoś wyraźnie mniej inteligentny nie stwarza zagrożenia dla statusu społecznego słuchacza, jeśli dodatkowo mówi proste rzeczy, które są spójne z uprzedzeniami słuchającego, a dodatkowo zaprzecza niewygodnym faktom - to już jest ustawiony.

Nie jest to specjalnie szczęśliwy obrót spraw dla demokracji, ale tak po prostu działa mózg człowieka. Oczywiście sprawa jest dużo głębsza - ale jej roztrząsanie, jak już doskonale wiemy, mogłoby jedynie zadziałać odstraszająco.

Bohater niejednego ośmieszającego zdjęcia


Komentarze



Podobne artykuły


Nauka

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!