Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Opowieść o tym, jak Cameron podrzucił swojemu następcy zgniłe jajo (7)

David Cameron wydawał się przegrany po wynikach referendum. Jednym ruchem jednak zmienił całą optykę i sprawił, że jego rywale przegrali jeszcze zanim wzięli udział.

Opowieść o tym, jak Cameron podrzucił swojemu następcy zgniłe jajo
Opowieść o tym, jak Cameron podrzucił swojemu następcy zgniłe jajo

Krajobraz po referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej wydaje się znany: giełda zapikowała, po czym się odbiła; funt dołował, ale też się odbija; David Cameron przegrał i ustępuje z fotela premiera. Tylko czy ta ostatnia część jest prawdą? Okazuje się, że niekoniecznie.

Kampania na rzecz pozostania w UE była oparta na strategii totalnej anihilacji zastosowanej w planach na wypadek ataku nuklearnego. Stany Zjednoczone oraz ZSRR miały przygotowaną odpowiedź totalną na agresję wroga - w przypadku wykrycia odpalenia rakiet z głowicami atomowymi uruchamiany miał być cały arsenał gwarantujący anihilację przeciwnika. Plan taki wydawał się szaleństwem, jednak ostatecznie doprowadził do tego, że wojna nie wybuchła - dowodzący wiedzieli, że agresja zakończy się tak naprawdę pogorzeliskiem.

Plan Camerona był podobny w rozumieniu nieodwracalności. Przed referendum powtarzał on, że w przypadku wygranej opcji Brexitu od razu naciśnie on guzik uruchamiając Artykuł 50 i negocjacje w sprawie rozdzielenia Zjednoczonego Królestwa i Wspólnoty Europejskiej. Nie miała to być decyzja, miało to się stać z automatu. Chciał w ten sposób pokazać, że to referendum jest ważne, a jego skutki będą nieodwołalne.

Tymczasem

Ostateczne wyniki referendum pokazały: Brytyjczycy chcą wyjść. No a przynajmniej Anglicy i Walijczycy, których jednak wystarczyło do przeważenia szali. Wystąpienie premiera zaplanowano na rano. Cameron pojawił się i ogłosił, że ustępuje. Ogłosił też jednak coś dużo ważniejszego. Zadeklarował, że nie ogłosi wdrożenia Artykułu 50, ponieważ nie przeprowadzi on kraju przez okres negocjacji, a więc nie on powinien decydować o ich rozpoczęciu. Co brzmi dobrze, ale w praktyce sprawia, że sytuacja staje się zatrutym owocem przekazywanym przez Camerona następcy.

Brexitu nie będzie?

Następca Camerona - już wiemy, że nie będzie to Boris Johnson - stanie przed koniecznością zakończenia swojej politycznej kariery. Dlatego Boris Johnson wycofał się z wyścigu o fotel premiera, przynajmniej na razie. Sprawia wrażenie neandertalczyka, ale jest zdecydowanie przebiegłym politykiem. Być może to Theresa May stanie więc przed klasycznym konfliktem tragicznym, gdzie każde rozwiązanie doprowadzi do złych skutków.

1. Premier decyduje o rozpoczęciu negocjacji w ramach Artykułu 50. Uruchamia dwuletni okres, po którym wyjście następuje niezależnie od zaawansowania ustaleń (da się ten czas przedłużyć, ale wymaga to zgody wszystkich zainteresowanych). Czas trudny dla Wielkiej Brytanii, po którym nadejdą chude lata. Nawet jeśli przepowiednie części ekonomistów o odbudowie rynku i poprawie sytuacji UK (lub samej Anglii jeśli dojdzie do rozpadu Zjednoczonego Królestwa), to dla premiera z czasów decyzji będzie już za późno. Kariera polityczna zwieńczona będzie tą jedną decyzją podjętą w imię Korony.

2. Premier decyduje o pozostaniu kraju w Unii. Straty gospodarcze z okresu zawirowań, przejściowe zwiększone bezrobocie, niestabilność rynku - to wszystko bardzo obciąży konto premiera. Co więcej - nie będzie on w stanie utrzymywać, że wykonuje wolę obywateli - wynik referendum jest jednoznaczny. Będzie to polityczne samobójstwo w szeregach partii konserwatystów. Lider wybrany by przeprowadzić kraj przez proces transformacji w ogóle tej transformacji się nie podejmie.

Co dalej?

Prawdopodobny scenariusz dalszego postępowania w sprawie Brexitu jest taki, że wynik referendum zostanie odłożony na półkę. Oczywiście, podpisany jako "zwycięstwo", ale mający wymiar raczej symboliczny niż praktyczny. Być może nawet kandydaci na premiera, w przeciwieństwie do Johnsona, mają już przygotowane przemówienie zaczynające się od słów: "Odejście z Unii Europejskiej, jakkolwiek znaczące, nie może zostać osiągnięte bez dużych poświęceń. Poświęceń, na które obywatele Wielkiej Brytanii (być może nawet "zwykli obywatele Wielkiej Brytanii" dla wzmocnienia przekazu) nie są przygotowani. Nie wątpię, że kraj po odejściu podniósłby się mocniejszy, jednak nie możemy poświęcić całej generacji aby to osiągnąć, nie możemy przekreślić starań milionów pracujących rodzin. Wspólna Europa jest gwarantem rozwoju gospodarczego. Dlatego podążymy trzecią drogą, drogą reform, ale w ramach Unii Europejskiej".

Tagi: Brexit



Komentarze



Polityka

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama