Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Piotr Ikonowicz i Stanisław Michalkiewicz o wynikach ostatnich wyborów w UK (2)

331 – torysi, 232 – laburzyści. Tak rozłoży się liczba miejsc w brytyjskim parlamencie pomiędzy głównymi konkurentami. Przywódca konserwatystów David Cameron triumfuje. Co to oznacza dla nas?

Piotr Ikonowicz i Stanisław Michalkiewicz
Piotr Ikonowicz i Stanisław Michalkiewicz

Piotr Ikonowicz – polski polityk, dziennikarz, poseł na Sejm II i III kadencji. Redaktor pisma członków MRKS „Robotnik”. Lider Polskiej Partii Socjalistycznej od 1992 do 2001, przewodniczący założonych przez siebie partii Nowa Lewica (2003–2011) i Ruch Sprawiedliwości Społecznej (od 2014):

"Wszyscy imigranci, którzy mają już prawa wyborcze i skorzystali z nich, żeby zagłosować na torysów dokopali sobie podwójnie. Po pierwsze, stracą na cięciach w wydatkach na socjal i NHS. Po drugie, te cięcia trzeba będzie jakoś uzasadnić i to wy drodzy imigranci będziecie kozłami ofiarnymi. W Wielkiej Brytanii panuje praktycznie system dwupartyjny. Wynika to z głęboko niedemokratycznej, większościowej ordynacji opartej na Jednoosobowych Okręgach Wyborczych. Jednocześnie w miarę jak Partia Pracy coraz bardziej steruje w prawo obie główne partie są coraz trudniejsze do odróżnienia.

Jakie bowiem może mieć szanse lewicowa partia opozycyjna, jeżeli zamiast pilnować zarobków najuboższych, dbać o świat pracy i wydatki socjalne, sama sobie wyznacza rolę strażnika dyscypliny budżetowej? W rezultacie doszło do spektakularnej klęski, którą tylko po części tłumaczyć można, jak czyni to Milliband, wynikami w Szkocji. Szkoccy nacjonaliści obeszli Labour z lewej strony prowadząc o wiele bardziej prospołeczną, lewicową kampanię niż labourzyści, którzy zaangażowali się w sojusz z torysami w walce o pozostanie Szkocji w Wielkiej Brytanii.

Szkoci mają dość sytuacji, w której głosują na lewicę, a z Londynu rządzi nimi prawica. Kiedy lewica ich zdradziła postawili na nacjonalistów, którzy podjęli ochoczo wiele lewicowych haseł. Zwycięstwo partii Camerona, która wraz z 10 liberalnymi posłami będzie miała minimalną przewagę w Westminsterze jest cokolwiek pyrrusowe zważywszy, że konserwatystów dzieli sprawa ogłoszonego przez premiera referendum w sprawie możliwego wystąpienia z Unii.

Ostatnie wybory pokazały jednak nie tylko załamanie tradycyjnej tzw. socjaldemokratycznej lewicy i potrzebę powstawania autentycznej lewicy na lewo od Labour, ale i skrajnie niedemokratyczny charakter brytyjskiego systemu wyborczego. W matce parlamentów Westminsterze będzie tylko jeden poseł UKiP, Nigela Farage’a. Ta skrajna prawica to coś okropnego, ale trudno uznać za dochowanie demokratycznych standardów sytuację, w której partia, na którą oddano 4 miliony głosów i zajęła drugie miejsce w 118 okręgach wyborczych, otrzymując ponad 12 proc. głosów, ma tylko jednego parlamentarzystę.

I o taki system walczy u nas Paweł Kukiz, który planuje założenie partii i udział w wyborach parlamentarnych. Efekt może być taki, że partia Kukiza osiągnie takie 12 proc. i uzyska podobnie jak partia Farage’a zaledwie jeden mandat. Ciekawe co wtedy będzie sądził  Kukiz o Jednoosobowych Okręgach Wyborczych.

Współczesna Wielka Brytania to wciąż w porównaniu z Polską państwo opiekuńcze. Państwo to przytuliło wielu Polaków i Polek, ale jeżeli tak dalej pójdzie to się zmieni i kraj posteruje w kierunku mrocznych obyczajów opisywanych przez Dickensa. A wtedy dopiero chleb na obczyźnie nabierze gorzkiego smaku. Wystarczy przypomnieć sobie co mówi Cameron o imigrantach z Europy Wschodniej."

Stanisław Michalkiewicz – polski prawnik, nauczyciel akademicki, eseista, publicysta, polityk i autor książek o tematyce społeczno-politycznej. Działacz opozycji w PRL. Współzałożyciel Unii Polityki Realnej. Wykładowca w Wyższej Szkole Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki w Warszawie oraz Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu:

"Bezapelacyjnym zwycięzcą ostatnich wyborów w Wielkiej Brytanii została Partia Konserwatywna, no i oczywiście premier David Cameron. 36,9 proc. daje konserwatystom 331 miejsc w 650-osobowym Parlamencie, czyli pewną i stabilną większość. Partia Pracy przegrała i już sypią się tam głowy, a największym przegranym okazała się Partia Niepodległości. Przegrana Partii Pracy pokazuje, że postępackie doktrynerstwo swój najlepszy okres ma już chyba za sobą. Można sobie wyśpiewywać ile dusza zapragnie, że „wszyscy ludzie będą braćmi” – tak dalej – ale ani narody nie zniknęły, ani nie zniknęły państwa, a zatem – nie zniknęły też interesy narodowe, ani nie zniknęły interesy państwowe.

Wydaje się, że premier Cameron na tym właśnie spostrzeżeniu postanowił zbudować swój polityczny sukces, przelicytowując jednocześnie Partię Niepodległości w jej uniosceptycyzmie. Cóż bowiem po uniosceptycyzmie, w perspektywie referendum, które ma zdecydować o dalszym uczestnictwie Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej? Decyzję w tej sprawie podjął premier Cameron  i on może ją przeprowadzić, a w tej sytuacji Partia Niepodległości może tylko się przyłączyć i poddać politycznemu kierownictwu konserwatystów.

Czy referendum rzeczywiście doprowadzi do wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej? Tego dzisiaj wiedzieć jeszcze nie można, ale też nie można tego wykluczyć, bo w całej Europie nasiliła się reakcja na brukselski internacjonał, który, mówiąc nawiasem, stanowi kiepski listek figowy dla niemieckiej dominacji. Poza tym, uwagi na liczbę i charakter wyłączeń, dotychczasowy status Wielkiej Brytanii w UE bardziej przypomina status amerykańskiego obserwatora, niż zaangażowanego członka, toteż pomysł referendum padł na podatny i dobrze przygotowany grunt. Czy wyprowadzenie Wielkiej Brytanii z Unii jest rzeczywistą intencją premiera Camerona, czy też tylko straszy on taką możliwością Niemcy i Francję, by dzięki temu uzyskać dla Wielkiej Brytanii dodatkowe korzyści bez zobowiązań – o tym będziemy mogli przekonać się, kiedy przygotowania do referendum wejdą w decydującą fazę. 

I jeszcze jedno. Każdy zwycięzca demokratycznych wyborów pozostaje zakładnikiem tych, do których się umizgał i których poparciu zawdzięcza sukces. Premier Cameron zawdzięcza swój sukces poparciu środowisk zaniepokojonych nie tyle może rozmiarami imigracji do Wielkiej Brytanii, co perspektywą dalszej dewastacji brytyjskiego stylu życia przez imigrantów, którzy już nie chcą się integrować, tylko eksponują elementy własnej, niekiedy bardzo kłopotliwej dla Brytyjczyków tożsamości. Jakieś gesty w tym kierunku będzie musiał wykonać i to w miarę szybko, by nie utracić wiarygodności przed nieuchronnym już chyba referendum. W jakim stopniu będą one uderzały w polskich imigrantów w Wielkiej Brytanii?"

Źródło: Goniec.com



Komentarze

Niech się martwią o to, co będzie w Polsce po wyborach, a UK niech zostawią w spokoju.
peter obojetnie co sie stanie to i tak nie wroce do krajbiedy .............


Polityka

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama