mieszkasz w londynie banner

Silnym charakterem sukces jest wybrukowany - wywiad z wielokrotną mistrzynią świata w karate Ewą Pawlikowską

Na zaproszenie sensei Mirka Pawlickiego, przedstawiciela międzynarodowej organizacji Karate IKO3 na Szkocję, do Edynburga zawitała Ewa Pawlikowska, wielokrotna mistrzyni świata w karate stylu Kyokushin.

Karate Kyokushin / Pangea Magazine
Karate Kyokushin / Pangea Magazine

Pani osiągnięcia sportowe można wymieniać godzinami; pierwsze miejsca na kolejnych mistrzostwach w Polsce, Europie i na świecie i tak przez całe lata. Czy ma Pani poczucie spełnienia?

Tak. Co więcej, mogę śmiało powiedzieć, że to, co osiągnęłam, zawdzięczam przede wszystkim sobie. Owszem były osoby, które mi pomagały w sukcesach (za co jestem im bardzo wdzięczna), ale to mój charakter pozwolił mi na narzucenie reżimu treningowego, który przyniósł sukcesy. Szczęście też się przydaje, ale sukces przede wszystkim trzeba sobie wypracować.

Co uważa Pani za swój największy sukces sportowy?

1. miejsce na Mistrzostwach Polski w Gdańsku w 1996 r., powołanie do kadry i po trzech tygodniach od Mistrzostw Polski zdobycie 1. miejsca na Mistrzostwach Europy, co z kolei sprawiło, że zostałam zaproszona przez Organizacje Światową Kyokushin do udziału w Mistrzostwach Świata w Japonii, w których również zajęłam 1 miejsce… Mogę powiedzieć, że co miałam do osiągnięcia w sporcie to osiągnęłam. Teraz realizuję się szkoląc dzieci, młodzież i starszych.

Jakie emocje motywują do walki po kolejne tytuły?

Ja raczej nie walczyłam dla siebie, tylko dla miasta w którym mieszkam, Nowego Targu, i dla rodziców. Miałam poczucie obowiązku; sprawiało mi przyjemność, że ktoś z sąsiadów cieszy się razem ze mną, że rodzice mogą się pochwalić sukcesami córki.

Czy uważa Pani, że osiągnięcia polskich karateków są w Polsce odpowiednio promowane?

Śmiało mogę powiedzieć, że nie. Karate to sztuka. Obejmuje zasady, takie jak poszanowanie innych, pokora. A ludzie wolą brutalniejsze sporty. Oczywiście wiąże się to z tym, co ogólnie pojawia się w prasie czy telewizji, promowaniem agresji.

Znana jest sprawa Znigniewa Bródki, złotego medalisty w łyżwiarstwie szybkim na Olimpiadzie w Soczi, który ze względu na małą popularność jego dyscypliny w Polsce, na Olimpiadę ćwiczył… sam w domu, w specjalnych skarpetach uszytych przez mamę. Jak to wygląda z karate w Polsce?

Moje początki też nie były łatwe. Sprzedałam buty, które mi kupił tato, by opłacić sobie trzy miesiące treningów i kupić kimono. Później jakoś odkładałam pieniądze.

Skoro nie jest to sport popularny ani lukratywny, nasuwa się pytanie: skąd pomysł, by trenować karate?

Od dziecka byłam bardzo ruchliwa. W zasadzie można mi było narzucić jakikolwiek sport i na pewno bym go ćwiczyła. Najpierw chodziłam na taniec towarzyski, ale jak to w małym mieście – w końcu klub się rozwiązał i musiałam zająć się czymś innym. Trafiło się karate, bo było blisko mojego miejsca zamieszkania i miało w sobie coś tajemniczego.

Jak podobał się Pani pobyt w Edynburgu?

Świetny. Edynburg to piękne miasto, żywe, pełne historii. Ale niewątpliwie fakt, że pobyt był udany, zawdzięczam sensei Mirkowi Pawlickiemu. Przez całą jego rodzinę zostałam bardzo miło przyjęta – czułam się jak u siebie w domu – za co bardzo im dziękuję. 

A jakie ma Pani plany na przyszłość?

Generalnie nie robię planów. Życie jest pełne niespodzianek. Ale chciałabym przyjechać do Edynburga w maju na turniej karate Kyokushin organizowany przez Mirka.

Rozmawiać z Ewą Pawlikowską miała przyjemność Dorota Peszkowska.

 

Tagi: Dziecko



Komentarze



Sport

Anglia.today/reklama