Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

- Zboczeniec mnie dotykał, a nikt mi nie pomógł – molestowanie w środkach transportu

Przepełnione autobusy i wypchane po brzegi wagony metra – to warunki idealne dla ocieraczy. Niechciany dotyk zdarza się częściej, niż nam się wydaje.

- Zboczeniec mnie dotykał, a nikt mi nie pomógł – molestowanie w środkach transportu
- Zboczeniec mnie dotykał, a nikt mi nie pomógł – molestowanie w środkach transportu

Niespełna rok temu pojawiły się szokujące rezultaty ankiety, z których wynikało, że na 600 ankietowanych kobiet, molestowania seksualnego w środkach transportu publicznego doświadczyły... wszystkie.

Problemem zainteresowały się Transport for London i British Transport Police, które postanowiły zorganizować kampanię Report it to Stop it. Akcja ma na celu zachęcanie kobiet do zgłaszania niewłaściwego zachowania i niechcianego dotyku w środkach transportu. Okazuje się bowiem, że póki co jego sprawcy pozostają bezkarni – bo problem się bagatelizuje.

Tymczasem o ile często da się słyszeć ,,Nie przesadzaj!” jako uniwersalne podsumowanie zwierzeń kobiet molestowanych w metrze, o tyle BTP traktuje takie zgłoszenia bardzo poważnie. Osoba, która posunęła się do dotykania obcej kobiety w środkach transportu może przecież wkrótce dopuścić się dużo gorszego przestępstwa na tle seksualnym...

Byłam pewna, że to wyśmieją

- Kilka razy zdarzyło mi się być w dziwny sposób dotykaną w przepełnionym pociągu – opowiada 23-letnia Natalia – Ale w takich sytuacjach nie myśli się o tym, nie w momencie, kiedy to się dzieje. Wiesz jak to jest - ledwo wepchnęłaś się do metra, wszędzie tyle ludzi, że nie da się oddychać. Najpewniej albo czujesz dotyk wszystkich osób wokół, albo myślisz sobie, że ta ręka na twoim pośladku to ktoś niefortunnie przyciśnięty przez tłum. Krępujesz się zwracać na to uwagę, bo myślisz sobie: Pewnie nie ma miejsca, pewnie ten człowiek też się wstydzi.

Dziewczyna ma sporo racji – ocieracze, którzy swoje obiekty zainteresowania namierzają w metrze, najczęściej zyskują właśnie na tłumie. W przypadku konfrontacji, zawsze mogą zrzucić winę na tłok, brak miejsca; powiedzieć, że nie zauważyli. Tymczasem zatłoczone środki transportu to ich naturalne środowisko działania – tam dotykana kobieta może nawet nie zorientować się, że ktoś właśnie urządza sobie zabawę. – Zawsze kiedy wydawało mi się, że coś jest nie tak, bagatelizowałam to. Myślałam, że jeśli o tym komuś powiem, to mnie wyśmieją – tylko z koleżanką często gadałyśmy, jakie to obrzydliwe, żeby być tak blisko z obcymi i wąchać ich oddechy, ha ha. Któregoś dnia po takiej podróży, postanowiłam jednak zerknąć, kto to był, kto stał za mną. Obejrzałam się zanim wysiadłam i zobaczyłam spoconego faceta, takiego grubawego. Zauważył, że na niego patrzę i posłał mi mrugnięcie. Od tamtej pory uważam, że większość z nich robi to celowo. A wtedy po prostu uciekłam.

Zrobiłam awanturę

- Jechałam sobie metrem, jak każdego dnia po pracy. Oczywiście, że było tłoczno, ale bez przesady – bywało gorzej. Stałam przy barierce obok drzwi, tyłem do wnętrza wagonu. I wtedy poczułam ucisk na pośladkach. W pierwszej chwili myślałam, że ktoś przez przypadek oparł o mnie swoją torbę czy tam plecak. Dlatego odsunęłam się o kroczek do przodu. Po chwili znowu to poczułam. Zerknęłam przez ramię i widziałam, że to jakiś obcy chłop, przysunął się do mnie chociaż miał za sobą miejsce. Dałam mu jeszcze jedną szansę i przesunęłam się w bok, ale on znowu to zrobił. No, to już było dla mnie za dużo – Monika, 34-letnia pracownica sklepu w centralnym Londynie nawet teraz emocjonuje się na wspomnienie tamtego dnia.

Kobieta sama siebie określa jako osobę porywczą – i taka też była jej reakcja: - Co tu dużo mówić, nie patyczkowałam się z nim. Odwróciłam się do niego twarzą i mówię: No i co robisz?! A on udaje głupiego, że nie wie o co chodzi. Więc ja jeszcze raz: Przestań mnie dotykać – i kilka określeń, które są zbyt wstydliwe, żeby je przytoczyć. Poniosły mnie emocje, a on tym bardziej się speszył, że wszyscy zaczęli na nas patrzeć. Zrobił się czerwony i wyszedł z pociągu na następnej stacji. Zrobiłam awanturę, ale nie goniłam go już – a teraz myślę, że powinnam i powinnam to zgłosić. Co za zboczeniec robi coś takiego. Dotykał mnie pomiędzy tymi wszystkimi ludźmi, a nikt nie stanął w mojej obronie – wspomina Monika.

Straszna podróż

Sylwia również została namierzona przez seksualnego przestępcę. Jej sytuacja wydaje się jednak o tyle groźniejsza, że zdarzyła się późnym wieczorem. Od tamtej pory dziewczyna bardzo się stara, by nie jeździć sama w nocy. – Wracałam z wieczornego shiftu, musiało być już grubo po 23:00, bo złapałam ostatnie metro. Wsiadłam do pustego wagonu, a na następnej stacji dosiadł się młody chłopak, mógł mieć maksymalnie 25 lat. Wydawał się normalny, ale od razu zaniepokoiło mnie to, że usiadł dokładnie naprzeciwko mnie. A przecież cały wagon był wolny. Czytałam książkę, ale ciągle czułam na sobie jego wzrok – i miałam rację, bo za każdym razem kiedy podnosiłam głowę z nad książki, on na mnie patrzył. Zaczęłam się niepokoić i nawet chciałam wysiąść, ale to był mój ostatni pociąg. On ciągle kręcił się na fotelu, był jakiś niespokojny, więc zaczęłam się naprawdę obawiać. Zdecydowałam, że przesiądę się do innego wagonu, i jak zaczęłam się podnosić, to zauważyłam, że on ma rozpięte spodnie i wszystko na wierzchu. Nigdy tak szybko się nie przesiadałam.

Sylwia powinna była zostać na stacji i jak najszybciej znaleźć pracownika obsługi, a następnie zgłosić sytuację policji. Zamiast tego, straciła głowę i przesiadła się do następnego wagonu. – Tam siedziały dwie starsze kobiety, takie koło 50-tki, więc czułam się trochę bezpieczniej i powiedziałam im, co mnie spotkało. Namawiały mnie, żebym zgłosiła to do obsługi, ale ten facet wysiadł na następnej stacji, pewnie się przestraszył. Kilka miesięcy później czytałam, że jakaś kobieta zgłosiła podobną sytuację, a tego człowieka złapano i skazano. Kto wie, może to był ten sam? – kończy swoją historię dziewczyna.

Sprawiedliwość

Historia Zofii skończyła się zupełnie inaczej – bo na policji. Młoda kobieta miała szczęście, bo towarzyszył jej w pociągu mąż: - Jechaliśmy od znajomych, było koło 18:00. Sęk w tym, że kiedy wsiedliśmy do pociągu, był pełny, a mieliśmy ze sobą naszą małą córeczkę i trochę pakunków w torbach. Jakiś miły człowiek ustąpił miejsca, bo mała nie mogła ustać w tłoku, więc mój mąż usiadł, wziął małą i zakupy na kolana, a ja stałam w wolnej przestrzeni, niedaleko drzwi. To dlatego ten człowiek nie zorientował się, że nie jestem sama i ktoś mi pomoże – opowiada historię sprzed kilku lat Zosia – Grzebałam w telefonie, kiedy poczułam szybki dotyk ręki na pośladku. Myślałam, że to przypadek, ale po chwili ktoś zaczął się ocierać o mój tyłek. Czułam to wyraźnie i to było obrzydliwe. Nie miałam nawet jak się odwrócić, żeby spojrzeć za siebie, ale byłam na tyle blisko męża, żeby się do niego odezwać. Powiedziałam do niego po polsku, spokojnym tonem – żeby ten ktoś nie zorientował się o czym mówię – co się dzieje. W tym momencie on przestał, ale mój mąż już wiedział, co się kroi. Poprosił kobietę siedzącą obok o potrzymanie małej i złapał tego faceta za ramię. On oczywiście starał się wykręcić, na stacji chciał uciekać, ale zaczęliśmy mówić głośno, co się stało i dwóch innych mężczyzn pomogło mężowi go przytrzymać. Zaraz zjawiła się obsługa stacji – bo już z nim wysiedliśmy – i sprawa w końcu trafiła na policję. To, co dla mnie najbardziej obrzydliwe, a co najbardziej zapamiętałam z tego dnia, to że kiedy wysiedliśmy, miał mokrą plamę na spodniach. To było przerażające doświadczenie.

Sprawa Zofii trafiła przed sąd, gdzie toczyła się długo, ale ostatecznie została wygrana. Mężczyzna, który ją dotykał został skazany prawomocnym wyrokiem. Został też wpisany na listę przestępców seksualnych.

Końskie zaloty

Marlena ma problem innej natury i nie wie, jak go rozwiązać. Obawia się, że nie może nic zrobić: - Wracam z pracy zawsze tym samym pociągiem i on również nim jeździ. Mężczyzna około 30., wygląda na lekko ześwirowanego i chyba upodobał sobie mnie jako przyszłą małżonkę. Wsiada do tego samego wagonu, przysiada się i zaczyna rozmowę. Teraz to zdarza się już notorycznie. Opowiada mi, że chciałby zaprosić mnie na kawę, pyta o numer telefonu, opowiada o sobie i że szuka dziewczyny. Czasem kładzie mi rękę na kolanie albo ramieniu, co jest naprawdę niekomfortowe. Żadne tłumaczenie i odmowy nic nie zmieniają – skarży się kobieta. Próbowała ukryć się przed mężczyzną, ale on zawsze zauważy ją na niezbyt uczęszczanej stacji. A alternatywnego środka transportu nie ma. – Nie mogę tego nigdzie zgłosić, bo co powiem? Że do mnie mówi? Przecież to nie jest przestępstwo. Z takim człowiekiem nigdy nie wiadomo – będę dla niego miła, to źle to zrozumie i jeszcze bardziej się przyczepi; powiem mu dosadnie, żeby się odczepił – to wpadnie w złość. A kto wie, na co go stać i kto to tak naprawdę jest? Teraz on już posunął się dalej, bo ostatnio wysiadł na tej samej stacji i szedł za mną. Od tamtej pory dzwonię po chłopaka jak tylko dojeżdżam do naszego przystanku, żeby odbierał mnie ze stacji.

Zatrważające statystyki

Z badań sondażowych przeprowadzonych przez TfL wynika, że 1 na 10 mieszkanek Londynu doświadczyła niechcianych zaczepek i zachowań motywowanych seksualnie w środkach miejskiego transportu. Co więcej – takie zajścia zgłasza mniej niż 10 proc. z nich. British Transport Police zachęca jednak do zmiany tych statystyk i chce, aby jak najwięcej podobnych incydentów trafiało do kartotek. Nawet jeśli sprawca nie będzie tym razem złapany, to może zostać namierzony później, a zgłaszanie podobnych sytuacji pomaga innym kobietom zebrać się na odwagę.

Tagi: Transport



Komentarze



Podobne artykuły


Warto wiedzieć

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama