mieszkasz w londynie banner

Car boot sale - raj poszukiwacza okazji Zdjęcia

Car boot sale to brytyjski odpowiednik wyprzedaży garażowej - z powodu braku odpowiednio wielkich ogródków sprzedaż odbywa się "z bagażnika". Jest to popularny sposób pozbywania się niepotrzebnych rzeczy bez ich wyrzucania.

© ANGLIA.today (Andrius Gikaras) / Car boot sale - miejsce przyjazne imigrantom
© ANGLIA.today (Andrius Gikaras) / Car boot sale - miejsce przyjazne imigrantom

Rupieci na Car boot sale można znaleźć od groma - od kolczyka, do którego drugi się gdzieś zapodział, ale ten jeden jest jeszcze całkiem w porządku, do szafy gdańskiej w stanie kolekcjonerskim, nadającej się na przyzwoitą wystawę w muzeum. Taki targ to idealne miejsce jeżeli musimy wyposażyć całe mieszkanie niewielkim kosztem - z jednej strony mamy stos książek po 30 pensów, z drugiej męskie koszule po funcie, a z trzeciej komody po 10 funtów. Jeżeli obrócimy się jeszcze trochę to wypatrzymy nawet telewizory LCD.

Na targu obowiązuje kilka niepisanych zasad. Po pierwsze - obojętnie jak niska jest cena, zawsze da się jeszcze stargować. Wielu sprzedających traktuje to miejsce jako ekologiczną alternatywę śmietnika, a ładowanie mebla na pakę i wiezienie go z powrotem to nie jest sposób, w jaki chcą spędzać popołudnie po dniu targów.

Jest to świetne miejsce dla łowców okazji. Rowery? Po 10 funtów. Komody, aparaty fotograficzne (od 5 funtów), skrzynie czy kolczyki (po 50 pensów) - to wszystko liczy się tutaj raczej w metrach sześciennych, można spokojnie spędzić tu cały dzień i nie obejrzeć nawet połowy towarów.

Oprócz tego w takie miejsca podążają kolekcjonerzy. Ludzie czasami wyprzedają rzeczy, o których historii nic nie wiedzą - ale kupujący znający się na rzeczy bez problemu wyłowi co ciekawsze znaleziska. Inni dobrze wiedzą, że te hełmy strażackie to oryginały z lat siedemdziesiątych i spokojnie za 20 funtów pójdą. Albo dwa za 35, i gardło sobie podrzynam.

Najsłynniejszym zarobkiem kolekcjonera na takiej wyprzedaży było upolowanie za całego jednego funta wazy wyprodukowanej przez słynne huty szkła w Fougeres we Francji, później sprzedanej za 32 450 funtów.

Telewizory kosztują od 13 funtów za 14 calowy ekran do 70 funtów za "na oko czterdziestkę". 

Rynek w Romford jest nie tylko miejscem handlu. Będąc tam można z łatwością zobaczyć, że sprzedawcy traktują go także jako okazję towarzyską. Bardzo chętnie pogadają też z dziennikarzem i opowiedzą, że mieszkają tu już 10 lat i przez ten czas nazbierali sporo sprzętów, które głównie im się kurzą. Albo są na emeryturze i przyjeżdżają tu ze swoim zbiorem monet - tu coś kupią, tam coś sprzedadzą i mają o czym pogadać.

Tego typu ryneczki zaczynają działać kiedy robi się ciepło. Żeby zdążyć na najlepsze okazje trzeba być naprawdę wcześnie, w pełni rozstawiony kram o piątej rano nie jest niczym dziwnym. Koło 12-13 ruch zaczyna zamierać, handlarze zaczynają się składać. W zależności od miejsca targi odbywają się w różne dni tygodnia - Romford ma swój we czwartki, gdzie indziej może to być niedziela albo wtorek, warto sprawdzić zawczasu.

Wejście dla kupujących przeważnie jest bezpłatne, dla sprzedających wiąże się z niewielką opłatą. Legenda głosi, że ideę car boot sale przywiózł do Wielkiej Brytanii z Kanady ksiądz Harry Clarke w 1970 roku. Niedługo później były już organizowane w całym kraju.



Komentarze



Warto wiedzieć

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama