Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Czemu identyfikacja ofiar po zamachu trwa tak długo? (3)

Kwestię tłumaczy były inspektor policji.

Zamachy z 7 lipca 2005 roku w londyńskim metrze
Zamachy z 7 lipca 2005 roku w londyńskim metrze

John Ramsbottom tłumaczył na antenie BBC skomplikowany proces identyfikacji ofiar zamachów. Były inspektor policji ma doświadczenie pracy przy wydarzeniach z wieloma ofiarami, wskazuje więc co wpływa na opóźnianie prostego, wydawałoby się, procesu.

Procedura na miejscu zbrodni

Identyfikacja ofiar jest obszarem, za który odpowiada dwóch funkcjonariuszy - starszy oficer śledczy i starszy oficer identyfikacyjny. Śledczy odpowiada za badanie miejsca zbrodni i pozyskiwanie dowodów pozwalających na wyciąganie możliwie jednoznacznych wniosków dotyczących przebiegu wydarzeń danego dnia. Drugi przełożony pracujących w terenie odpowiada za identyfikację - do jego obowiązków należy nadzór nad zabezpieczaniem zwłok i właśnie identyfikacja ciał.

Fragmenty całości

Czemu identyfikacja ofiar po zamachu trwa tak długo?

Usuwanie ciał z miejsca zdarzenia często odbywa się w kawałkach - każdy oddzielny fragment ciała wiąże się z ogromem pracy papierkowej, muszą zostać bowiem odpowiednio zabezpieczone i oznaczone. Jeśli w ciele utkwiły materiały pochodzące z bomby najpierw przechodzi ono proces pozyskiwania z niego danych dowodowych.

Jednocześnie większa liczba ofiar bardzo szybko zwiększa czas potrzebny na zakończenie tego etapu - podczas procesu identyfikacji ważne jest bowiem, aby każdy fragment ciała był przypasowany do odpowiedniego człowieka. Jeśli mamy więc 2 głowy i 4 dłonie istnieje tylko 8 kombinacji. 4 głowy i 8 dłoni to już 64 kombinacje.

Ważna jest pewność

Samo przypisanie tożsamości również wymaga dużej dozy pewności. Obecnie jedynie 4 drogi uznawane są za wystarczająco pewne: odciski palców, badanie DNA, kartoteka dentystyczna oraz wszczepy i protezy posiadające unikalne numery seryjne. Znaleziony przy ciele portfel z dokumentami nie jest uznawany za pewną metodę.

11 dni niewiedzy

7 lipca 2005 roku Emily Jenkins była w drodze do pracy. Dwudziestoczterolatka nigdy jednak do niej nie dotarła - początkowo rodzice po prostu myśleli, że się spóźniła. Sarah, jej matka, usłyszała wkrótce o zamachach na londyński transport publiczny, które miały miejsce tego dnia. "Pierwsze co robisz - to dzwonić na linie awaryjne" - mówiła w wywiadzie dla BBC. "Oni jednak niewiele ci powiedzą, bo sami niewiele wiedzą. Za każdym razem trafiasz na innego operatora, który zadaje dokładnie te same pytania".

Synowie kobiety przekonali ją do pojechania do szpitala, do którego trafiały ofiary wybuchów. "Kazano nam czekać w pokoju. Ostatnie, czego tam potrzebowano, to rodziny ofiar" - mówi kobieta. Nie wiedziała wówczas, że jej rodzina została włączona do pierwszego powiadamiania. Dzwoniła wielokrotnie na infolinię, ani razu nie została poinformowana, że będzie jedną z pierwszych osób informowanych o wszelkich odkryciach związanych z jej córką.

Trzeciego dnia do rodziny został przydzielony funkcjonariusz - Sarah podała mu dane kart kredytowych, które miała przy sobie Emily. Opisała biżuterię, tatuaże - nadal jednak identyfikacja córki nie nadchodziła. "Wszyscy zabici byli identyfikowani powoli, jednak nie tak wolno jak Emily. Emily została zidentyfikowana ostatnia" - mówi Sarah. Jedenastego dnia po zamachu funkcjonariusz poinformował rodzinę o śmierci Emily.

10% niepewności

Czemu identyfikacja ofiar po zamachu trwa tak długo?

"Czy policja może przyjść do kogoś i powiedzieć: "Na 90% jest to pani córka"? - pyta retorycznie Ramsbottom. "Dajemy wtedy rodzinie 10% nadziei. Czy to gorzej jeśli później zniszczymy tę nadzieję? To nie jest kwestia prawna, to nie jest kwestia policyjna. To sprawa bycia człowiekiem i na szczęście ja na to pytanie nie muszę odpowiadać" - dodaje inspektor.



Komentarze



Warto wiedzieć

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama