Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Czy zaleją nas śmieci? (2)

Statystycznie, gospodarstwo domowe w UK produkuje rocznie średnio 400 kg śmieci. Oczywiście są gminy, gdzie jest ich tylko 255 (Tower Hamlets w Londynie), ale są też rekordziści z Isles of Scilly – produkują ponad 800 kg odpadów rocznie.

Śmieci / Shutterstock
Śmieci / Shutterstock

Z jednej strony wydaje mi się, że Anglia lepiej sobie radzi z tematem śmieci niż Polska: w każdej miejscowości ludzie posłusznie segregują odpady. A jednak, gdy widzę na terenie niektórych posesji połamane lodówki, zardzewiałe pralki i spleśniałe materace to zastanawiam się w czym problem. Mój sąsiad ma na swoim podwórku przed domem trzy zardzewiałe i omszałe samochody. I nic nie można z tym zrobić – mówi Ewelina Majer z Northampton.

Odpady są jednym z najważniejszych problemów środowiskowych. W Polsce wytwarza się 135 mln ton odpadów (124 mln ton – odpady przemysłowe, 11 mln ton – komunalne). A więc średnio każdy Polak wytwarza około 300 kg odpadów komunalnych rocznie, zaś w UE rocznie to średnio 360-620 kg na osobę.

Śmiecimy na potęgę. Jak donosi pewien polonijny portal – jeśli potkniesz się o jakieś śmieci na ulicach Manchesteru, to bądź pewien, że masz 41 proc. szans, by były to odpadki z McDonalda lub Subway’a. W czołówce produktów rozpoznawanych po marce, w śmieciach ląduje najwięcej odpadów oznaczonych logo Cadbury, Greggs, Wrigley, Coca-Cola, Mars, Marlboro, Lambert and Butler.

Problemem w skali kraju są też niedopałki papierosów, które są prawdziwą plagą na ulicach brytyjskich miast. Stanowią one 24 proc. odpadów zbieranych z ulic. Palacze zajmują więc drugie miejsce w rankingu, przyczyniając się do niechlubnego wyglądu miasta. Kubki po kawie i napojach to 14 proc. zawartości worków i kubłów ekip sprzątających. Podaje się, że w roku ubiegłym o 30 proc. wzrosła liczba... gum, które usuwano z chodników i traktów pieszych w Manchesterze.

Surowce nie wtórne

– Gdy przyjechałam do Anglii trzy lata temu, byłam zachwycona tym, że nawet w małej miejscowości zachęca się ludzi do sortowania odpadów. Mam wrażenie, że w Polsce to nadal tylko jakiś pic na wodę – zaznacza Joasia Gajewicz. W jej wsi obowiązkowo mieszkańcy muszą sortować odpady na „recyclable” i na „general waste”. – A niedaleko sklepu spożywczego stoją kontenery na szkło i stare ubrania. Z odpadków organicznych, jako świeżo upieczeni ogrodnicy, utworzyliśmy za domem pryzmę kompostową. Dzięki temu śmieci mamy dużo mniej niż w Polsce – podkreśla 37-latka.

W UK w większości gmin blisko 50 proc. odpadów trafia do recyklingu, powtórnego użycia bądź na kompost – tak podają ENV18, czyli roczne raporty gmin dotyczące gospodarki odpadami. Gdy spojrzeć na rządowe dane statystyczne dotyczące recyklingu, Anglia ma się czym pochwalić. W ciągu 12 lat liczba ton surowców wtórnych wzrosła średnio trzykrotnie, a w niektórych regionach (North-East) nawet dziewięciokrotnie.

– Gdy zamówiłam kartridże do drukarek, dostałam je od razu z kopertą zwrotną i informacją, że zużytych nie wolno wyrzucić do śmieci tylko odesłać do sprzedawcy – zaznacza Joasia. – W Polsce też tak było, ale tylko na papierze. Szef mówił, że jak mnie zapytają, co robimy ze zużytym sprzętem, to mam powiedzieć, że przekazujemy firmie X, a w rzeczywistości wszystko lądowało w śmietniku – wspomina.

W Polsce tymczasem poziom selektywnej zbiórki odpadów wynosi zaledwie od 2 do 5 proc. (w zależności od gminy), podczas gdy w Szwecji czy Niemczech jest to ponad 90 proc. Przepisy, które weszły w życie w połowie ub. roku w ramach tzw. „ustawy śmieciowej”, zakładają niższe rachunki za już posegregowane odpady. Mimo iż 70 proc. ankietowanych przez projektgospodarni.pl deklaruje, że postępuje dokładnie w ten sposób, to nadal nie zbliżamy się do wyników innych państw europejskich. A ci, którzy tego nie robią jako główne przyczyny wymieniają: brak przyzwyczajenia (35 proc.), czasochłonność (20 proc.) oraz niewygodę (15 proc.).

Czysty interes

– Gdy cztery lata temu pracowałem w Anglii jako pracownik oczyszczania miasta (sanitation worker) dostawałem 1200 funtów na rękę. W Polsce też tyle dostawałem, ale w złotówkach – śmieje się Mirek, który pracował dla znanej firmy w Bydgoszczy. – Tyle tylko, że na śmieciach w Anglii można zrobić o wiele lepszy interes. Mój szwagier zajął się złomem, a ja wywozem odpadów. Zarabiamy kilka razy więcej niż na kontrakcie. Konieczna była jednak inwestycja w ciężarówkę – wyjaśnia 48-latek.

– Rynek jest dziś przesycony firmami, które zajmują się wywozem śmieci. Ludzie, którzy zgłębią nieco tę branżę, zaczynają działać na własną rękę. Choć, przyznaję, już nie jest tak łatwo jak kilka lat temu. No i trzeba zahartowania – tłumaczy Mirek. – Wczesne pobudki, bolący kręgosłup, kłótnie z klientami, jazda zatłoczonymi ulicami – wylicza. Dlatego Mirek się nie dziwi, kiedy słyszy o strajku śmieciarzy. Gdy pięć lat temu koledzy po fachu planowali strajk w Birmingham, sercem był z nimi. – Chcieli obciąć im prawie po trzy tys. funtów rocznie, a my codziennie narażamy życie – mówi. 

Praca z dreszczykiem

– Kolega kiedyś wylądował na OIOM-ie. Z trudem wylizał się z sepsy. Lekarze powiedzieli, że ten stan miał związek z jego pracą. W Polsce pogardza się pracą pracowników MPO, ale wystarczy, że jeden dzień nie zabierzemy śmieci i jest mega problem. Absolutnie nikt nas nie docenia – podkreśla. – Ja kiedyś sam się poparzyłem, bo ktoś wyrzucił pojemnik z kwasem i kwas się wylał. Ludzie bezmyślnie wyrzucają strzykawki z igłami i stłuczone szkło – zaznacza.

Można się zastanawiać, co niezwykłego jest w tej skądinąd budzącej często obrzydzenie pracy. O tym, że w sortowni śmieci po taśmie czasem biegają szczury można było się dowiedzieć z mediów, które kilka lat temu pisały o tym, że nasza olimpijska medalistka, Agata Wróbel zajmuje się taką pracą po przyjeździe do Anglii. – To prawda oprócz tego, że śmierdzi okropnie, czasem zdarzają się szczury czy skupisko insektów w jakimś pojemniku – potwierdza Jacek Stankowski, który pracował w takiej firmie kilka miesięcy. – Emocje zapewnione, bo raczej trudno się do tego przyzwyczaić – dodaje.

Emocje w pracy ma też zapewnione  Grzegorz z Łodzi, którego firma zajmuje się m.in. opróżnianiem i czyszczeniem pomieszczeń, w których doszło do zgonów i bywa, że jest to niezwykle trudne zadanie. – Czasem słyszę oburzenie osób dzwoniących, że policja nie zajęła się „tematem”, gdy np. odkryto, że wiekowy wujek zmarł kilka tygodni wcześniej albo samotny sąsiad popełnił samobójstwo. W rzeczywistości sprzątanie miejsc po zgonie należy do rodziny i innych bliskich. Stąd usługi firm takich jak moja. Nie zajmuję się typowym wywozem śmieci, choć oczywiście jest to w moim zakresie usług. Różnica jest taka, że jeśli ktoś zmarł na łóżku i leżał na nim kilka tygodni, to muszę wiedzieć, co zrobić z materacem. Nie wolno mi go wywieźć na wysypisko bez specjalistycznej utylizacji – wyjaśnia. Kiedyś tydzień wywoził śmieci z 4-pokojowego mieszkania, w którym zmarła starsza pani chora na zbieractwo.

– Wśród hałd prawdziwych śmieci, typu opakowania po jogurtach czy torby foliowe z marketów, musiałem zgodnie ze zleceniem krewnych znaleźć też dokumenty i rodzinne pamiątki. Bardzo ważną sprawą przy wykonywaniu tej pracy jest niebezpieczeństwo bezpośredniego kontaktu z bakteriami, krwią, płynami ustrojowymi, groźnymi grzybami, wirusami, patogenami, dlatego muszę być zaszczepiony na różne choroby – tłumaczy Grzegorz. Po wywiezieniu śmieci zwykle czeka go zrywanie podłóg, tapet, dezynfekowanie i ozonowanie pomieszczeń oraz dezodoryzacja. – Nie jest to łatwa ani miła praca, ale ja mam poczucie misji, że pomagam ludziom w ekstremalnie trudnych chwilach. Ostatnio przypadkiem usłyszałem, jak mój syn tłumaczył kolegom, że „tata nie jest śmieciarzem, tylko pracuje jak w CSI”. Widocznie zrobił na nim wrażenie mój specjalny kombinezon – śmieje się 43-latek.

Skarby w śmieciach

Nie ma się co dziwić, że paparazzi czy dziennikarze plotkarskich gazet lubujących się w doniesieniach nt. celebrytów grzebią w ich śmieciach. Okazuje się, że z zawartości śmietnika można dowiedzieć się jakiej marki dezodorant stosujesz, czy kupujesz gotową pizzę, ile zarobiłeś w zeszłym roku, co dolega znajomemu i jakie raty kredytu spłacasz. Wystarczy sięgnąć do pojemnika, który stoi przed bramą domu.
Mirek często znajduje w śmieciach pieniądze, głównie monety. – Brytyjczycy nie szanują tego, co mają. Wyrzucają też potworne ilości jedzenia, aż się płakać chce – stwierdza.

Innym problemem są dokumenty. – W Anglii praktycznie każdy ma w domu niszczarkę – podkreśla Mirosław. Więc w śmieciach papierowych są głównie gazety. Inaczej wygląda to w Polsce. Niby wszyscy Polacy deklarują, że chronią tzw. dane wrażliwe i niszczą dokumenty, ale to nieprawda, jak pokazują badania przeprowadzane regularnie na wysypisku śmieci. W październiku zeszłego roku na terenie MPO przy ul. Gwarków w Warszawie, pod lupę trafiły wszystkie papiery, które udało się znaleźć w jednym czterotonowym kontenerze na makulaturę (to zbiór z 14 dni z części Warszawy). 1610 kartek dało się odczytać. Większość tych papierów wyrzucono w prywatnych domach, podczas gdy jeszcze cztery lata temu większość dokumentów pochodziła z biur i urzędów.

Wśród śmieci biurowych 84 proc. dokumentów nie było w ogóle zniszczonych (a za zniszczone uznano choćby przedarte na pół), zaś aż 93 proc. dało się zidentyfikować. Nie były to zwykłe notatki, ale raporty i wyniki kontroli z firm, faktury, umowy, PIT-y, akty notarialne i dokumentacja medyczna.

– Znaleźliśmy też cały plik dokumentów dotyczących konwoju między bankami: którędy i kiedy będą wiezione pieniądze wraz ze zdjęciami konwojentów, trasą i godziną, o której wyruszają. Podejrzewam, że wyrzucono to już po samym przejeździe, ale mimo wszystko pewne schematy działania były podane w sposób perfekcyjny – wylicza Anna Wilk, socjolog opracowująca raport. – Znajdujemy w śmieciach dużo kopii dowodów osobistych i praw jazdy. Było też sporo dokumentacji medycznej, co ciągle jest dla mnie zaskoczeniem. Jak ktoś może wyrzucić dokumenty z informacjami, na co jest chory bądź jakie ma problemy zdrowotne? A taka informacja dla ubezpieczyciela jest dużo warta. Badacze znajdowali listy uczestników wyjazdów z peselami i wszystkimi danymi, zawiadomienia o zajęciu majątku, opinie bankowe na temat różnych firm, zeznania podatkowe – wymienia dalej.

Warto się zastanowić nad każdą kartką, która ląduje w worku na śmieci. Wydaje się, że to nic takiego, że ktoś przypadkowo znajdzie twój rachunek telefoniczny. Najwyżej sprawdzi, dokąd dzwoniłeś. To przecież nie jest tajemnica – możesz wzruszyć ramionami. Ale na fakturze znajduje się bardzo dużo informacji – imię, nazwisko, adres zamieszkania, adres zameldowania, twój numer klienta. A mając twój numer klienta, ktoś może poprosić o zmianę umowy, przesłanie jej na nowy adres, bo właśnie się przeprowadził. W umowie będzie wyszczególniony twój pesel. A znając twój pesel i adres zamieszkania, można już łatwo zaciągnąć pożyczkę...

Konieczna edukacja

– Jasne, że Brytyjczycy mają lepszą politykę śmieciową, skoro do ich sortowania zatrudniają emigrantów – narzeka na jednym z forów Bercik. – Sami się nie wysilą, tylko Polaczek za nich posprząta – pisze. – Ale to nie tak – oponuje Mirek. – Tylko część śmieci trafia do sortowni. Większość nieczystości nie da się podzielić, jeśli nie zostaną posortowane wcześniej przez nas samych. Takie odpady trafiają na wysypiska śmieci. Dlatego tak ważna jest edukacja i dobra wola. W Polsce, jak widzę, zaczyna to też coraz lepiej funkcjonować, ale wielu ludzi nie dojrzało jeszcze do tematu sortowania. Nie zależy im – przyznaje.

Co w takim razie zrobić z posesjami, których użytkownicy nie dojrzeli nie tylko do recyklingu, ale do zwykłego sprzątania? Okazuje się, że Ewelina Majer się myli, twierdząc, że z zardzewiałymi samochodami sąsiadów nic nie można zrobić. – Wystarczy zgłosić do gminy biohazard, czyli ogólnie zagrożenie zdrowia. Np. że we wrakach urządziły sobie gniazdo szczury. Inną metodą jest skarga, że nieestetyczny widok posesji obok obniża wartość rynkową twojej, a zamierzasz ją sprzedać – tłumaczy na jednym z polonijnych forów „dave”.

– Zanim spluniesz na chodnik gumą do żucia czy wrzucisz stłuczony talerz do czarnego worka, pomyśl o ludziach, którzy będą musieli się tym zająć – prosi Mirek. – Śmieci same nie znikają sprzed twojego domu. Ktoś nad tym ciężko pracuje – zaznacza.

Niechciane rzeczy 

Masz stary materac, telewizor, odkurzacz lub ekspres do kawy i nie wiesz co z nim zrobić? Masz kilka możliwości: opłacając council tax jednocześnie opłacasz wywóz śmieci, ale jeśli wystawisz zepsuty odkurzacz, nikt go nie odbierze.

- Zadzwoń do councilu i dowiedz się, ile zapłacisz za odbiór niechcianej kuchenki czy pralki. Zwykle jest to ok. £10. Raz na jakiś czas gmina określa dni, kiedy tego typu sprzęt może być odebrany za darmo.
- Jeśli wynajmujesz mieszkanie, a zepsuty sprzęt został po poprzednich użytkownikach, zgłoś to landlordowi.
- Możesz wybrać się na lokalne wysypisko (tip). Sprzęt zostawisz tam za darmo, pokryjesz tylko koszty dojazdu. Możesz szukać wysypiska pod nazwą recycling centre albo waste centre.
- Jeśli chcesz wyrzucić rzecz, która nie stanowi zagrożenia dla środowiska, np. stare krzesło, ostatecznie możesz je rozmontować, pociąć i wyrzucać po kawałku.

Źródło: Anna Dobiecka / Goniec.com

Tagi: Finanse



Komentarze

Anglia i tak jest jednym wielkim wysypiskiem śmieci...
Przeciez tutaj kazda pierda jest osobno zapalowana w folijke, a potem jeszcze w opakowanie zbiorcze, nic dziwnego , ze smieci sie mnoza


Warto wiedzieć

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama