mieszkasz w londynie banner

Jak pożyczać i nie żałować (1)

Na dowód, bez formalności i od ręki. W pakiecie: kilka tysięcy procent odsetek, nękanie i spirala długów. Takie pożyczki często biorą Polacy, którzy dopiero przyjechali na Wyspy.

Jak pożyczać i nie żałować
Jak pożyczać i nie żałować

Konsekwencje mogą być bardzo poważne. Przekonał się o tym 37-letni dziś Bogdan, który w 2010 roku po raz pierwszy przyjechał na Wyspy w poszukiwaniu pracy. Nie był przygotowany na wydatki i szybko został bez pieniędzy. – Pod jednym z polskich sklepów na Ealingu spotkałem mężczyznę, który bez zadawania żadnych pytań pożyczył mi 1000 funtów „na rozruch” – opowiada. Wtedy Bogdan był mu wdzięczny za uratowanie z opresji i nie miał głowy do sprawdzania warunków kredytu. Obiecał spłacać 100 funtów miesięcznie i zapomniał o sprawie.

– Stałą pracę znalazłem dopiero po miesiącu, ale nie od razu mogłem zacząć oddawać dług. Mój „dobroczyńca” powiedział, żebym się tym nie martwił. Gdy zapłaciłem mu dwadzieścia rat, on nadal do mnie wydzwaniał, domagając się kolejnych – opowiada Bogdan. – Był coraz bardziej agresywny, groził, że znajdzie moją rodzinę i zrobi im krzywdę. Gdy próbowałem dopytać, ile konkretnie jestem mu winien, pokazał mi weksel in blanco, który sam podpisałem – tłumaczy. Bogdan w końcu musiał wyjechać do Norwegii, gdzie dwa lata temu znalazł pracę i sprowadził rodzinę. Tylko w ten sposób udało mu się sprawić, by oszust zostawił go w spokoju. Dziś wie jedno. – Nigdy więcej takich pożyczek. Lepiej bym wtedy zrobił, jakbym po prostu wrócił do Polski – uważa.

Kredyt na 719.000 proc.

Niestety, takie sytuacje wciąż się zdarzają, a najczęściej ich ofiarą padają najbiedniejsi i ci, którzy najsłabiej orientują się w swoich prawach. Często: świeżo przybyli pracownicy z Polski, którzy nie mają szans na kredyt w banku lub na tyle nie orientują się w realiach, że nawet nie wiedzą, iż mogliby się o niego ubiegać. Choć lichwa jest w Wielkiej Brytanii nielegalna i surowo karana, kreatywność oszustów nie zna granic. BBC donosiło niedawno o jednej z firm, która próbowała namówić klienta na odsetki w wysokości 719.000 proc., a „Money Advice Bureou” opisywało przypadek klientki, która pożyczyła 500 funtów, a oddała 88 tysięcy. Jedną z bardziej dramatycznych historii opisywał jakiś czas temu „Daily Mirror”. Ojciec szóstki dzieci pożyczył 20 funtów, a musiał oddać... 7 tysięcy. Doprowadziło go to na skraj samobójstwa. – To zamknięty krąg – opowiadał wtedy mężczyzna. – Pożyczasz 100 funtów, a gdy dostajesz zasiłek, musisz oddać 150. Siłą rzeczy nic ci nie zostaje i znowu musisz pożyczyć (…), tym razem 200 funtów, a za miesiąc 300 – mówił.

Nie przez internet

Jak upewnić się, że nie padniemy ofiarą takiego oszustwa? Po pierwsze, musimy sprawdzać, jaką instytucję ta osoba reprezentuje. Każdy, kto pożycza pieniądze, musi mieć licencję. Wydaje je Consumer Credit Register i można je sprawdzić w internecie. Lepiej nie brać pożyczek przez internet nigdzie, poza własnym bankiem. Bannery obiecujące tanie pożyczki na podejrzanych stronach czy e-maile kuszące chwilówką mogą tylko podszywać się pod zaufany bank. Musimy też bardzo uważnie czytać umowy. To, że są w języku, którego nie rozumiemy, nie powinno być usprawiedliwieniem – podpisując się pod dokumentem poświadczamy, że go zrozumieliśmy i się na niego zgadzamy. W przeciwieństwie do banków, lichwiarze niechętnie podają pełną kwotę kredytu i wysokość opłat, trudno od nich wydobyć dane o pozostałej do spłaty kwocie i często uciekają się do metod takich, jak groźby, zastraszanie czy nękanie.

Lichwiarz nie ma praw

Warto pamiętać, że takie praktyki są nielegalne nawet jeśli nie pożyczyliśmy pieniędzy w prawdziwym banku, tylko w szarej strefie. Co ciekawe, zgodnie z prawem ktoś, kto nielegalnie pożycza innej osobie pieniądze, nie ma żadnej mocy prawnej, by te środki odzyskać. To oznacza, że choć lichwiarze chętnie grożą, tak naprawdę są bezsilni, a my mamy prawo zgłosić ich zachowanie na policję. Ogólna zasada mówi, że im mniej wymaga się od nas przy zawieraniu umowy, tym większa szansa, że mamy do czynienia z oszustwem. Powinniśmy wykazać się czujnością zawsze, gdy ktoś oferuje nam pożyczkę „na dowód” lub „na słowo”. Alternatywa? Kredyt u rodziny czy znajomych lub „credit union”, czyli coś w rodzaju polskich spółdzielczych kas oszczędnościowych, gdzie oszczędzający członkowie mają prawo brać korzystnie oprocentowane pożyczki.

Można się dogadać

Lichwiarze („loan sharks”) to jednak przypadki ekstremalne. W nieco lepszej sytuacji są ci, którzy zadłużyli się w firmach chwilówkowych („payday lender”, czyli pożyczki „do pierwszego”). Nadal jednak są one wyżej oprocentowane niż pożyczki w banku i wiele osób ma problem, by wyjść ze spirali długów, ale tu przynajmniej obowiązują jakieś reguły. Rocznie do organizacji pomagającej wyjść z długów StepChange zgłasza się ponad 60 tysięcy ludzi, których długi zaczęły się od takich pożyczek. Zgodnie z prawem takie firmy w razie kłopotów dłużnika powinny zgodzić się na dogodne warunki spłaty i nie powinny bombardować go ponagleniami. Jeśli pieniądze są automatycznie pobierane z konta, ale przez spłaty nie stać nas na jedzenie, rachunki czy czynsz, mamy prawo poprosić bank o anulowanie polecenia automatycznej spłaty i wystąpienie do firmy, która pożyczyła nam pieniądze, o dogodniejszą formę rat.

Wykończyć staruszkę

Rynek pożyczek na Wyspach i tak jest stosunkowo dobrze uregulowany. Wciąż inaczej jest w Polsce, gdzie mimo prób wprowadzenia kolejnych regulacji, lichwiarze nadal mogą poczuć się jak w raju. Do takiego wniosku doszedł 55-letni Krzysiek z Warszawy, którego mama wpadła w spiralę długów. Chwilówki brała w parabankach i firmach pożyczkowych, których biura można znaleźć na każdej większej ulicy miasta. – Za pierwszym razem, gdy mama narobiła kilkanaście tysięcy długów, wkurzyłem się i je osobiście spłaciłem. W każdej z firm prosiłem, by nigdy więcej nic jej nie pożyczali, bo i tak tego nie spłaci. Jak się później okazało, bez skutku – opisuje. Mama pożyczała kolejne pieniądze, nie rozumiejąc, że miła pani z „banku” w rzeczywistości próbuje ją naciągnąć.

– Mama pożycza 600 złotych, przez sześć miesięcy oddaje po 300 złotych i nie rozumie, że jest oszukiwana. A gdy nie ma z czego zapłacić którejś z rat, idzie po… kolejną pożyczkę. Wpadła w taką spiralę długów już któryś raz z rzędu, a ja nie mam już z czego jej pomagać – tłumaczy zrezygnowany Krzysiek. Nie ma wątpliwości, że ma do czynienia z lichwą. W niektórych z umów, jakie zawierała emerytka, była mowa o odsetkach rzędu... 6 tys. procent rocznie. W przypadku innych pożyczek staruszkę nękano telefonami, a raz wyłamano jej zamki w drzwiach. Zaczyna „dobijać się” do niej komornik. – Od lat słyszę oburzenie na aferę Amber Gold i obietnice wprowadzenia regulacji. Tymczasem lichwiarze cały czas naciągają starszych ludzi i zyskują na tym grube miliony, a nikt się tym nie interesuje – zauważa.

Ważne telefony:

  • Financial Services Register: sprawdź, czy pożyczkodawca ma licencję: 0800 111 6768

Zgłoś anonimowo osobę, która nielegalnie pożycza: 

  • Anglia: Illegal money Lending Team: 0300 555 2222 
  • Walia: Illegal Money Lending 
  • Unit : 0300 123 33 11 
  • Irlandia Północna: Trading 
  • Standards Consumerline: 0300 123 6262 lub wyślij SMS o treści: LOAN SHARK i dane pożyczkodawcy pod numer 60003
Goniec.com

Tagi: Finanse



Komentarze

ola W ferratum banku. Zabezpieczona pożyczka przez bak, szybko i bez papierologii na jasnych warunkach


Warto wiedzieć

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama