mieszkasz w londynie banner

Jak zarobić i uniknąć kary – oszukani opowiadają o agencie nieruchomości (4)

Była w ciąży, kiedy zaczęli szukać mieszkania. Szybko trafili na polskiego agenta. Paweł Rudnicki nie pomógł im jednak tak, jak oczekiwali.

PixaBay / Jak zarobić i uniknąć kary – oszukani opowiadają o agencie nieruchomości
PixaBay / Jak zarobić i uniknąć kary – oszukani opowiadają o agencie nieruchomości

Karol szukał mieszkania dla siebie i swojej narzeczonej w zaawansowanej ciąży. Ze względu na zbliżający się termin porodu – czas gonił. Na szczęście dostał od znajomej numer do polskiego agenta zajmującego się pośrednictwem w wynajmie mieszkań. To właśnie do niego się zwrócił – a w efekcie padł ofiarą oszustwa. Jak się okazuje – nie on jeden.

- Landlord kazał nam się wynieść, więc potrzebowaliśmy mieszkania na już! Skontaktowaliśmy się z Pawłem Rudnickim, który obiecał, że w ciągu maksymalnie miesiąca będziemy mogli się wprowadzać. Jeśli nie znajdzie nic, to oczywiście odda nam pieniądze – tak twierdził. Od grudnia go nie widzieliśmy – mówi nam Karol.

Mieszkania z Gumtree

Opłata, którą Karol i Agata wnieśli na rzecz poszukiwania mieszkania wynosiła blisko 500 funtów. – Znalazł nam same ruiny, w dodatku okazało się, że po prostu pobierał ogłoszenia z Gumtree. Poprosiliśmy o lepszy standard, w końcu będziemy mieć dzieci. Kazał dopłacić £150. Nie baliśmy się oszustwa, bo przecież podpisaliśmy z nim umowę, podobno pracował w poważanej agencji – opowiada Agata.

Kiedy jednak musieli skorzystać z innej agencji, a pieniądze przepadły –  para zaczęła szukać innych pokrzywdzonych przez Pawła Rudnickiego klientów. Zgłosiło się kilka osób w tej samej sytuacji. To był jednak tylko wierzchołek góry lodowej.

Legalny biznes, własna agencja

Numer telefonu Rudnickiego jest powszechnie dostępny, a i przekazywany pocztą pantoflową przez nieświadomych potencjalnych klientów. Dzięki temu udało nam się dodzwonić do agenta i opowiedzieć o tym, czego dowiedzieliśmy się od czytelników.

Rudnicki ma jednak zupełnie inny pogląd na sytuację. Twierdzi, że nigdy nikogo nie oszukał, wszystko odbywa się zupełnie legalnie, a on sam współpracuje z wieloma zadowolonymi landlordami i właśnie otworzył własną agencję. Opisał dla nas procedurę wynajmu mieszkania.

Współpraca zaczyna się od podpisania kontraktu - który doświadczona osoba od razu rozpoznałaby jako zwykłą formę z agencji. Następnie trzeba wnieść wpłatę w wysokości uzależnionej od poszukiwanego lokalu, około £500. Oczekujemy maksymalnie miesiąc, a w tym czasie przeglądamy oferty przesyłane nam przez agenta. Jeśli coś nam się spodoba – wprowadzamy się. Jeśli nie – wpłacone pieniądze wracają na nasze konto. Przynajmniej w teorii.

Seria niefortunnych zdarzeń

Pan Paweł Rudnicki potwierdził, że część ogłoszeń pobiera z powszechnie dostępnych stron – nie był jednak w stanie uściślić, jaki procent wszystkich jego ofert stanowią właśnie one. Nie potwierdza, że kazał dopłacać cokolwiek za wyższy standard - zdradza, że był to koszt uzyskania fikcyjnych referencji dla najemcy. Wzbrania się jednak przed nazwaniem ich fałszywymi.

Jest zdziwiony, kiedy pytamy o niezwrócone kilkunastu osobom pieniądze za usługę. – Opłaty wracają na konto w ciągu 7 dni. Zawsze, kiedy nie znajdę mieszkania, oddaję całą kwotę. Mam na to potwierdzenia przelewów – mówi Rudnicki. Obiecuje nawet przysłać dokumenty potwierdzające jego uczciwość, jednak jak dotąd nie znalazł chwili, żeby dotrzymać słowa.

Wyciągi bankowe oszukanej pary i innych klientów pokazują coś innego – przelewu zwrotnego od Rudnickiego nie było. – Poproście go o potwierdzenia. A to przelał zwrot na złe konto, a to zapomniał drogi do mnie, a to miał wypadek już pod samym domem, jak jechał oddać pieniądze. Nigdy ich nie dostałem – mówi jeden z klientów.

Agencja w powijakach

Paweł Rudnicki nie zdradza nam dokładnych danych, pod jakimi figuruje jego nowa agencja pośrednictwa. Nie ma jeszcze biura, które jest w remoncie, ani strony internetowej, która dopiero się tworzy. W rejestrze działalności gospodarczej nie znajdujemy żadnej agencji pośrednictwa zarejestrowanej na to nazwisko.

Z braku informacji, w trakcie poszukiwania postanowiliśmy więc skupić się na danych zamieszczonych w umowie z jedną z pokrzywdzonych osób. Formularz wystawiony był w imieniu S.Ville Estates Agent. Ta firma funkcjonuje jako legalnie zarejestrowana agencja, a jej numer telefonu jest powszechnie dostępny.

Więcej niejasności

Kiedy dzwonię do S.Ville, żeby zapytać o niejasności w sprawie Rudnickiego, recepcjonistka jest wyraźnie podenerwowana i niezwłocznie przekazuje słuchawkę managerowi. Wyjaśniam mu, skąd ten telefon, jednak on nawet nie daje mi dokończyć zdania – świetnie się orientuje, o co chodzi.

 – Paweł Rudnicki przestał dla nas pracować w marcu 2015 roku – mówi Adi, z którym rozmawiam. Upewniam się kilkukrotnie co do tej daty, bo ostatni kontrakt od oszukanych przez Rudnickiego podpisany został zaledwie pół roku temu. Nie muszę wyjaśniać managerowi agencji, że Rudnicki wykorzystywał logo jego agencji do nabierania ludzi – sam mi to mówi.

 - Zgłosiło się do mnie kilka osób, które nie odzyskały pieniędzy. Nie miałem pojęcia o co chodzi, bo nie podpisywaliśmy z nimi umów. W końcu jednak skojarzyłem fakty – Rudnicki podawał się za agenta naszej firmy i tym sposobem wszelkie podejrzenia szły na nas – opowiada manager.

Rzeczywiście – na podpisanych przez klientów Rudnickiego papierach widnieją dane agencji, z jednym małym wyjątkiem. Skreślono dane bankowe S.Ville, a w ich miejsce podano konto do przelewów na nazwisko Pawła Rudnickiego.

– Rudnicki to oszust i złodziej, jakich mało. Byłem już z tym na policji, jednak oni niewiele mogą zrobić. Jeśli tylko oszukani zechcą razem z nami złożyć zawiadomienie, to chętnie zrobimy to jeszcze raz! – denerwuje się właściciel biura, na które spadły podejrzenia w związku z działalnością fałszywego agenta.

Dodatkowa praca

Policja niestety nie pomogła ani oszukanym klientom rzekomej agencji, ani samej S.Ville Estates. Postanowiliśmy więc zwrócić się o pomoc do specjalistów w podobnych sprawach – firmy zajmującej się pomocą prawną w odzyskiwaniu zobowiązań. Dowiedzieliśmy się czegoś dużo ciekawszego.

Okazuje się bowiem, że Rudnicki jest znany nie tylko poszukującym mieszkania – podobno prowadził szemrane interesy również w innych dziedzinach. Firmy udzielające pomocy pokrzywdzonym i zapewniające obsługę prawną, świetnie znają to nazwisko.

 Jeden z ludzi, którzy czują się przez niego oszukani, zdradza, że chodzi o znacznie więcej pieniędzy, niż tylko tysiąc funtów: - Sprawa ciągnie się już od dwóch lat. Ten człowiek czuje się bezkarny. Prędzej czy później ktoś pewnie wymierzy mu sprawiedliwość metodą... bardziej podwórkową. Znają go wszyscy sąsiedzi, którzy sami podpowiadają nam, że nie jesteśmy jedynymi, którzy próbują dojść swoich racji przeciwko Rudnickiemu.

Inny człowiek podsumowuje: - On nie ma żadnego wstydu, ten człowiek łże, kradnie i dopuści się każdego możliwego oszustwa. Korzysta na tym, że ludziom nie chce się włóczyć po sądach – bo trzeba by było założyć mu sprawę cywilną. On o tym wie i bezczelnie kradnie dalej, śmieje się w twarz policji.

 

(Imiona poszkodowanych zostały zmienione)

Tagi: Finanse



Komentarze

krecik na greenford tez jest taki jeden! kradl przez lata landlordow z agencji a teraz okrada rodakow za ciezkie pieniadze!!
kret na greenford tez jest taki jeden!
Pucia To jest chamstwo swoj swojego okrada wstyd!!!!
Pucia To jest chamstwo swoj swojego okrada wstyd!!!!


Podobne artykuły


Warto wiedzieć

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama