Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Polacy z Home Guard (1)

Nawet ci, którzy nie interesują się historią, musieli słyszeć o polskich lotnikach broniących Wielkiej Brytanii. Ale już nie każdy słyszał, że z polskim wojskiem na Wyspy przybył niedźwiedź. Mniej znana jest natomiast inna formacja, w której służyło nawet kilkuset Polaków – Home Guard.

Polacy z Home Guard
Polacy z Home Guard

W maju 1940 roku w Wielkiej Brytanii groźba ataku i bombardowań zaczęła być coraz bardziej prawdopodobna. Minister wojny Anthony Eden obawiał się, że przy takim scenariuszu zawodowa armia może nie wystarczyć, szczególnie, że większość z 160 tys. żołnierzy walczyła w tym czasie na kontynencie. W wieczornym przemówieniu radiowym zaapelował więc do każdego w wieku od 17. do 65. roku życia, kto jest w stanie unieść karabin, o zgłoszenie się na ochotnika do nowej formacji – Local Defence Volunters później zamienionej na Home Guard. Nie obiecywał zapłaty, a mimo to liczba chętnych przerosła oczekiwania wojskowych strategów. Do tego stopnia, że dla ćwierć miliona ludzi, którzy zgłosili się w ciągu pierwszej doby, broń trzeba było „organizować” z muzeów, rekwizytorni teatralnych i prywatnych kolekcji, a i tak jedna sztuka przypadała na kilku ochotników. Wśród chętnych był też George Orwell czy C. S. Levis. Prawdopodobnie już w pierwszym naborze byli też Polacy, choć formalnie obcokrajowcom wolno było wstąpić do brytyjskiej armii dopiero wiosną rok później.

Za pozwoleniem

Polskie władze dopiero dwa lata potem wydały dekret „O udzieleniu ogólnego zezwolenia obywatelom polskim, przebywającym w W. Brytanii na pełnienie obowiązków w „Home Guard”. Kilka miesięcy wcześniej prezydent na uchodźstwie również wydał zgodę na służbę Polaków pod brytyjską flagą. Zaznaczył przy tym, że każdorazowo taka osoba musi się ubiegać o pozwolenie władz, ale również, że pozwolenie może zostać wydane „wstecz”. To sugeruje, że już wtedy w Home Guard służyła na tyle pokaźna grupa naszych rodaków, by informacje o niej dotarły do prezydenta.

Ilu konkretnie ich było? W tamtym czasie na Wyspach mieszkało ok. 3 tys. Polaków przybyłych w trakcie wojennej zawieruchy (w tym ok. 500 oficerów) i kolejne 2 tys. urzędników i robotników, którzy przyjechali za pracą przed wybuchem wojny. To minimalna liczba, bo ilości tych, którzy w dniach wojny po przybyciu na Wyspy wmieszali się w tłum czy ukryli swoją tożsamość i narodowość, już nie poznamy. Dziś osoby, które podejrzewają, że ich przodek mógł walczyć w Home Guard, mogą złożyć wniosek online, by uzyskać dostęp do wszystkich materiałów na ten temat. Aplikować może też sam zainteresowany (nie musi być przy tym obywatelem Wielkiej Brytanii). Formularze są dostępne na stronie gov.uk (Requests for personal data and service records). Dla osób postronnych archiwa są zamknięte, jednak polscy członkowie tej służby niekiedy opisywali swoje doświadczenia we wspomnieniach, które dziś odkopują historycy, tacy jak autor chyba największej jak dotąd pracy na ten temat, dr. Łukasz Męczykowski.

Ocalały wspomnienia

Jednym z opisanych przez niego przypadków potwierdzających, że do HG zgłaszano się niezależnie od pozycji społecznej, jest Stanisław Darski. Na dzień przed wybuchem wojny został on wysłany z ramienia Żeglugi Polskiej jako dyrektor do Helsinek. Nie mógł wrócić do ojczyzny, ale w rok później udało mu się przedostać na Wyspy, skąd pisał: „Natychmiast przenieśliśmy się w 1941 r. na przedmieście zwane Northwood, zgłosiłem się do (…) Home Guard. Po pewnym czasie, który widocznie był potrzebny władzom brytyjskim do stwierdzenia, iż nie ma wątpliwości co do mej lojalności (...), przyjęty zostałem do pomocniczej służby wojskowej 13 batalionu V kompanii Middlese Regiment jako normalny żołnierz. Byłem na około 120 członków kompanii jedynym cudzoziemcem”. Jak widać, wśród przybyszy „z zewnątrz” taka postawa w czasie wojny wcale nie była regułą.

To nie zabawa

Jak wyglądała codzienność w kompanii? „Nie była to zabawa, jak niektórzy próbują przedstawiać Home Guard. Mundur, buty, broń, amunicję miałem stale w domu, dwukrotnie w tygodniu szedłem na ćwiczenia, służbę dzienną lub nocną. Również niedziela rano przeznaczona była na ostre strzelanie i ćwiczenia w rzucaniu granatami ręcznymi. Kwaterę mieliśmy w domku klubu golfowego, gdzie dwa razy w tygodniu w nocy trzymałem wartę oraz przeprowadzałem patrole – notował. Po rozwiązaniu formacji i powrocie do kraju w 1946 roku Darski musiał jednak ukryć przed nową władzą odznaczenia (w tym dyplom od króla Jerzego) i sam fakt służby na długie lata. W 6th Home Guard City of London Battalion służył też żołnierz o nazwisku Tomaszewski, o którym wiemy, że urodził się w dzisiejszej Indonezji, skończył studia w Poznaniu, a w 1941 roku został zwolniony ze służby wojskowej w Paryżu i przedostał się na Wyspy. W 1943 roku dostał certyfikat Home Guard poświadczający, że jest ekspertem w strzelaniu, co oznacza, że musiał sprawdzać się w służbie.

Uczniowie też dołączają

Historyk Łukasz Męczykowski dotarł też do wiersza napisanego w tamtym czasie przez ucznia liceum w Szkocji Zdzisława Sławskiego: „Co to jest, gdzie dyscyplina? W Home Guard przecie myśleć trzeba. Palce na szwie, w górę mina. – Już desanci lecą z nieba”. Wspomnienia z służby w książce „Wojna bez patosu” spisał też Marian Walentynowicz, a brytyjskie archiwa wspominają o kapitanie Alexandrze Schadowskim, który w momencie wybuchu wojny był narodowości niemieckiej, ale szybko uciekł do Wielkiej Brytanii, gdzie służył w 71st Warwickshire Home Guard Heavy Anti-Aircraft Battery. Po wojnie zmienił nazwisko na Sinclair.

Żołnierz straszy po nocy

Najwięcej jest jednak bezimiennych żołnierzy, których losów możemy tylko się domyślać na podstawie skąpych relacji ze źródeł brytyjskich. W pierwszej książce o Home Guard z 1941 roku odnotowano, że „Polacy przyjęli z wielką radością pozwolenie na dołączenie do służby”. Z kolei ze wspomnień Kena Younga z oddziału Home Guard w West Sussex dowiadujemy się o tym, co spotkało go podczas jednej z rutynowych wart: „Zwykle nocą trafialiśmy tylko na wieśniaków, którzy próbowali chyłkiem wrócić do domu. Pewnej nocy wartownicy zatrzymali przechodnia, który nie chciał się wylegitymować. Ze strachem podeszli bliżej. Okazało się, że mówi w dziwnym języku podobnym do niemieckiego. Trudno powiedzieć, kto się bał bardziej, oni czy on. Zaprowadzili go na przesłuchanie gdzie okazało się, że był to polski żołnierz wracający do obozu. Gdy wszystko się wyjaśniło, puścili go, ale najpierw napoili herbatą”.

Irańczyk i palacz

Na koniec warto wspomnieć o żołnierzu innej formacji, który jednak również wyróżniał się na tle pozostałych walczących. Do polskiej armii dołączył w 1943 roku w Iranie, a w ostatnich dniach wojny zamieszkał w Szkocji, gdzie zmarł kilka lat później w zoo w Edynburgu. Mowa oczywiście o niedźwiedziu Wojtku, którego wspominał walczący u jego boku Augustyn Kowalewski kilka lat temu na łamach BBC mówiąc, że „jak każdy lubił napić się piwa czy zapalić. W łapach nosił nam pociski. Po wojnie odwiedziłem go raz czy dwa w zoo. Jak mnie zobaczył, to stanął na tylnych łapach i poprosił o papierosa”. Mieszkańcy Edynburga od prawie dwóch lat mogą natknąć się na pomnik Wojtka przy Princes Street Gardens; powstała o nim też sztuka teatralna, książka, piosenka i film. Miejmy nadzieję, że wkrótce i pozostali polscy zapomniani bohaterowie wojny doczekają się choć po części tak godnego upamiętnienia.

Goniec.com


Komentarze



Warto wiedzieć

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama