mieszkasz w londynie banner

Policjant opowiada, jak walczył z terrorystami na London Bridge (1)

- Dawałem z siebie wszystko, żeby zwalić ich z nóg, ale byłem sam. Nie wiedziałem, czy to przeżyję.

Policjant opowiada, jak walczył z terrorystami na London Bridge
Policjant opowiada, jak walczył z terrorystami na London Bridge

PC Wayne Marques był pierwszym policjantem, który rzucił się do walki z terrorystami na London Bridge. Miał przy sobie tylko policyjną pałkę i stanął naprzeciw trzech napastników uzbrojonych w noże. Teraz dochodzi do siebie po ranach, które odniósł tamtego wieczora.

38-letni policjant z British Transport Police najpierw usłyszał krzyki dochodzące z okolicy pobliskiego pubu. Pewny, że wybuchła uliczna bójka, ruszył w tamtą stronę. Szybko uświadomił sobie, że to, co dzieje się na Borough Market jest dużo gorsze.

- Wziąłem głęboki oddech, wyciągnąłem pałkę i ruszyłem na tego, który stał najbliżej mnie. Kiedy znalazłem się blisko niego, zamachnąłem się i bardzo się starałem, żeby tylko uderzyć jak najmocniej, żeby trafić prosto w głowę. Żeby udało mi się go powalić, żeby zemdlał.

Usłyszałem, że jęknął z bólu, ale nie udało mi się już powtórzyć uderzenia, bo wszyscy trzej mnie zaatakowali. Któryś z nich uderzył mnie w głowę ostrzem i natychmiast zobaczyłem tylko ciemność. Czułem, że mnie dźgają i myślałem, że umrę. Uderzenie w głowę było tak mocne, że przestałem widzieć cokolwiek prawym okiem. Ale nie poddałem się i biłem na oślep, od prawej do lewej, wiedziałem że są wokół mnie. Nie czułem, że jestem tak poważnie ranny. Czułem, że mnie ranią, ale jednocześnie tego nie czułem. Nie wiem nawet, czy w ogóle ich uderzałem, bo krew zalewała mi oczy.

- Wtedy pamiętam, że znowu jasno zobaczyłem ich trzech. Stali razem, praktycznie ramię w ramię, jak stado wilków. Ja stałem na środku ulicy a oni na chodniku. Patrzyliśmy na siebie. Zastygłem w bezruchu i czekałem, co teraz zrobią. Czekałem na ich ruch - opowiada Marques, który dopiero niedawno opuścił szpital po wydarzeniach z 3 czerwca.

- Czekałem, aż znów zaatakują, ale nie podeszli. Nie wiem dlaczego, ale zostawili mnie. Chyba wtedy zemdlałem i pamiętam tylko narastający nade mną tłum. Czułem, że umieram, plułem krwią. Powiedziałem najbliższemu oficerowi, którego znam, żeby powiedział wszystko moim rodzicom, mojej rodzinie, mojej żonie, że ich kocham. Obudziłem się znowu dopiero w szpitalu.

Atak Marqueza na agresorów trwał zaledwie około 90 sekund, ale to on dał policji cenny czas na przybycie. Szacuje się, że gdyby oficer nie rzucił się na terrorystów, akcja policji byłaby znacznie trudniejsza. Patrole przybyły po 8 minutach, z których aż 2 zajął terrorystom PC Marquez. Uratował swoim działaniem wiele niewinnych osób.

Od czasu ataku, policjant odzyskuje zdrowie i wkrótce wróci do pełni sił.

Tagi: Zdrowie



Komentarze



Podobne artykuły


Warto wiedzieć

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama