Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Rozmowa z managerem klubu The Belvedere - polskiego miejsca na mapie Londynu Wywiad (1)

Wywiad z panem Patrykiem Pawluciem, managerem pubu, klubu i restauracji The Belvedere w dzielnicy Acton, w Londynie. Miejscu stworzonym specjalnie dla Polaków, by mogli oni poczuć ducha polskich imprez i sportu będąc daleko od domu.

© ANGLIA.today (Andrius Gikaras) / Patryk Pawluć, manager The Belvedere
© ANGLIA.today (Andrius Gikaras) / Patryk Pawluć, manager The Belvedere

Każdy Polak w UK ma swoją historię życia, a jaka była pańska?

Pierwszy raz przyjechałem do Anglii w 2002 roku, zanim Polska weszła do Unii Europejskiej. Z dwutelnią przerwą, jestem tu już ponad 10 lat. Jak wielu emigrantów w tamtych okresie wjechałem tu na wizę studencką. Trzeba było wykupić jakąś szkołę i większość decydowała się na kursy angielskiego. Na granicy nigdy nie było pewności czy wjedzie się do kraju, bo decydowali celnicy. Razem z moją partnerką, gdy przyjechaliśmy, zaczynaliśmy jak większość naszych rodaków tutaj, od prostych zajęć w restauracji czy barze. Rok później zacząłem pracować jako barman, choć na początku nie umiałem nawet nalać piwa.

Miał pan wcześniej doświadczenie w branży rozrywkowej?

Nie, nie miałem. Myślę, że o wielu rzeczach decydował przypadek. Wszystko toczyło się bardzo naturalnie. Trafiłem najpierw do pubu należącego do tej samej firmy, gdzie zatrudniłem się jako barman, potem zostałem superviserem i po 3 latach od momentu, w którym pierwszy raz wszedłem za bar, zostałem managerem. Jakiś czas później zdecydowałem się wrócić do Polski, jednak po dwóch latach tam, stwierdziłem, że to nie miejsce dla mnie.

Jak trafił pan do The Belvedere?

Z pojawieniem się w The Belvedere wiąże się zabawna historia. Jeszcze zanim wróciłem do Polski, pracowałem w pubie w centrum. W 2007 roku moja firma zdecydowała się otworzyć pierwszy polski pub w Londynie i dostałem propozycje, abym podjął sie tego zadania i poprowadził ten pub od samego początku. Pomyślałem jednak: Ja? Przenosić się z centrum do Acton, do dwa razy mniejszego baru? Nie dziękuję. Jakiś czas później, mój następny szef także chciał mnie tutaj przetransferować, jednak i na tą propozycję się nie zgodziłem. Wróciłem do kraju. Kiedy po dwóch latach okazało się, że ówczesny manager tego miejsca odchodzi, wtedy sam, po dwóch odmowach, zacząłem ubiegać się o posadę managera The Belvedere – I tak oto tu jestem :)

Lubi pan zajęcie managera?

Wszystko ma swoje plusy i minusy. Jasne, że lubię! Gdybym nie lubił, to bym tego nie robił.

Szalona zabawa czy profesjonalizm w każdym calu?

Zawsze pomiędzy tymi dwoma kwestiami jest cienka granica. Zwłaszcza w pracy managera. Trzeba być profesjonalistą, jednak wciąż być blisko klientów. Kiedy sto osób czeka przy barze na swojego drinka, wtedy oczywiście nie ma czasu na rozrywkę, jednak staramy się bawić razem z ludźmi. Na przykład kiedy Polska wygrała mecz z Niemcami, to otworzyłem z hukiem pare butelek szampana, by świętować.

Myślał pan o otworzeniu własnego pubu?

Pewnie, że myślałem. Niestety to wymaga ogromnych nakładów finansowych, zwłaszcza w Londynie, gdzie ceny nieruchomości są kosmiczne. Sprawienie, by wszystko zaczęło działać jak należy oraz miało wystarczający obrót potrzebuje dużych inwestycji na początku. Istotnym aspektem jest też fakt, że pracując jako manager pubu, nie ryzykuję własnym majątkiem, co też zdejmuje sporo stresu. W razie kłopotów firma jest w stanie zainwestować duże pieniądze.

Chciałby pan wrócić do Polski w przyszłości?

Ciężko powiedzieć (śmiech), 5 lat temu wyjechałem do Polski z myślą, że już tam zostanę. A jak się okazało 2 lata później – znów jestem tutaj i bardzo mi się podoba moje życie teraz.

Jak powstała idea na założenie akurat polskiego klubu, zwłaszcza, że właściciele nie są Polakami?

Pub należy do dużej sieci klubów w Wielkiej Brytanii, zaliczają się do niej między innymi takie marki jak Slug and Lettuce czy Yates. Właściciele już przed 2007 rokiem zauważyli, że liczba Polaków w UK stale rośnie, więc niewykorzystanie tej niszy na rynku byłoby grzechem. Naszych rodaków z każdym rokiem przybywa, więc możemy cieszyć się z pełnego klubu co tydzień.

Jak ocenia pan poziom polskiej klienteli na tle Brytyjczyków? Sporo słyszy się o wybrykach Anglików podczas imprez w Polsce.

Uważam, że Anglicy robią burdy w Polsce, ponieważ czują się bezkarni. Przyjeżdżają tam tylko na kilka dni, żeby się wyszaleć, wszystko jest dla nich relatywnie tanie więc korzystają do woli. Kiedy są w swoim kraju to czasami bardziej się kontrolują – tu mają znajomych, rodzinę, którzy mogą ich ocenić i obserwować. Z Polakami jest troche inaczej ponieważ większość z nich przyjeżdża tu, żeby żyć i pracować, więc traktują Wielką Brytanię niejako swój dom. Jasne, że problemów nigdy nie da się uniknąć w stu procentach, zwłaszcza, gdy na imprezie bawi się 400 osób. Zawsze znajdzie się ktoś, komu alkohol uderzy do głowy, czy jakiś zazdrosny o swoją dziewczynę, chłopak. Ale są to jedynie incydenty – jak wszędzie.

Jak, pana zdaniem, klub prezentuje się na tle innych polskich miejsc w Londynie?

Zasadniczo to na palcach jednej ręki można policzyć bary, które są stricte polskie, klasycznych pubów raczej nie ma, a reszta to restauracje. My jesteśmy otwarci przez cały tydzień, generalnie dla wszystkich, typowo polskie są sobotnie wieczory. Gra u nas kilku DJ’ów i za każdym razem staramy się akcentować, że jesteśmy polskim miejscem na mapie Londynu. Zawsze można u nas usłyszeć nieśmiertelne polskie hity i uważam, że to wyróżnia nas na tle innych klubów. Staramy się ogranizować transmisje najważniejszych wydarzeń w polskim sporcie, można zobaczyć u nas walki bokserskie, mecze polskiej reprezentacji w piłkę nożną i siatkówkę – myślę, że to wszystko świetnie podtrzymuje polskiego ducha wśród emigrantów.

Co jest najbardziej dochodową częścią tego miejsca: pub, dyskoteki czy restauracja?

Nie jest tajemnicą, że najlepiej zarabia się na napojach i alkoholach, także 90% obrotu stanowi pub i dyskoteki, restauracja to jedna dziesiąta wszystkiego. Praktycznie połowa tygodniowego utargu to sobota, kiedy przychodzi do nas około 400 osób, by dobrze się bawić.

Czy przypomina pan sobie jakieś zabawne sytuacje z imprez?

Nie przypominam sobie jakiś konkretnych sytuacji z imprez w tej chwili, ale przypomniała mi sie sytuacja sprzed 12 lat, kiedy Polaka było znacznie trudniej spotkać niż teraz. Jechałem autobusem niedaleko Elephant & Castle i niechcący byłem świadkiem rozmowy telefonicznej pomiędzy młodym chłopakiem, a jego mamą przebywającą w Polsce:
Syn: Poznałem fajną dziewczynę na imprezie ostatnio.
Mama: O! Powiedz coś więcej o niej, jaka jest?
Syn: Bardzo fajna i jest czarnoskóra, widac tylko bialka oczu :)
Mama: Ale jak to? Nie lepiej żebyś sobie znalazł dziewczynę z Polski? W końcu jesteś Polakiem.
Syn: No tak mamo, jestem Polakiem, ale żyję tu w Londynie i chcę żyć po „londyńsku”.

Chlopak mocno ironizowal i chyba sobie troche z mamy żartował, ale dosyć celnie ujał specyfikę życia w Londynie, ktory jest najbardziej zróżnicowanym kulturowo miastem na świecie.

Ogólnie radziłbym wszystkim Polakom, żeby starali się integrować i korzystac z tego co oferuje ten kraj, by uczyli się języka i byli otwarci na to, co się dzieje wokół nich. Jednak w tym samym momencie bardzo popieram idee, by wspierać swoich rodaków za granicą. By kupować w polskich sklepach i korzystać z polskich usług. Uważam, że pozwala to na podniesienie standardu życia Polaków w Wielkiej Brytanii, gdyż pieniądze, będą przepływać pomiędzy nami, a nasza społeczność będzie mogła kwitnąć.

Adres:
The Belvedere, Acton, 106-112 Acton High Street, Acton, London,W3 6QX
WWW: www.thebelvedereacton.co.uk



Komentarze

haha Co za pajac


Wydarzenia

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy