mieszkasz w londynie banner

Co się zmieni w brytyjskiej służbie zdrowia?

Gdy rząd szuka oszczędności, najłatwiej zwrócić się w stronę służby zdrowia. Z kolei w Polsce rządzący zapowiadali rewolucję w opiece zdrowotnej, która miała pomóc zwykłym ludziom. Czy się udało?

Co się zmieni w brytyjskiej służbie zdrowia?
Co się zmieni w brytyjskiej służbie zdrowia?

Trzydziestoczteroletnia dziś Gabrysia z Pruszcza Gdańskiego na co dzień jest grafikiem komputerowym pracującym z domu na umowę o dzieło. Nieformalny charakter pracy pozwala jej w międzyczasie dorobić za granicą. Pierwszy raz przez agencję pracy tymczasowej wyjechała do Wielkiej Brytanii na zbiory truskawek w czerwcu 2011 roku i od tej pory już zawsze lato kojarzyło jej się z pracą na farmie. – Chyba w maju 2014 roku zaczął mnie boleć ząb. Okazało się, że potrzebuję ubezpieczenia, żeby móc pójść do państwowej przychodni, a w prywatnej skomplikowany zabieg kosztował prawie tysiąc złotych – opowiada Gabrysia. Do dentysty postanowiła pójść dopiero w Wielkiej Brytanii.

– Przyjęto mnie do lekarza i zapytano o ubezpieczenie i adres. Wypełniłam jakiś formularz, a na drugi tydzień byłam już na fotelu dentystycznym. Rachunek za usługę nigdy do mnie nie trafił, bo podałam adres farmy, na której po miesiącu już mnie nie było – przyznaje.

Nie odeślą rodzącej

Takich historii wśród przyjezdnych są tysiące. Wizja darmowego zabiegu wykonanego w nowoczesnym szpitalu kusi, a bolący ząb czy atak wyrostka robaczkowego dodatkowo zagłuszają wyrzuty sumienia. Okazuje się, że rocznie NHS traci na takiej kreatywności co najmniej 500 milionów funtów. Od tego roku jednak ma się to zmienić. Już wcześniej niektóre szpitale od zagranicznych pacjentów żądały przedstawienia paszportu i dowodu stałego adresu zamieszkania na terenie kraju. Teraz takie rozwiązanie może przejąć więcej szpitali. Osoby, które nie będą w stanie udowodnić, że mają prawo do opieki medycznej, wciąż będą mogły skorzystać z zabiegu.

Będą jednak musiały za niego zapłacić. Większość będzie jednak wolała skorzystać raczej z prywatnej opieki zdrowotnej we własnym kraju, bo rachunek z brytyjskiego szpitala może być wysoki. Przykładowo, średni koszt wszczepienia rozrusznika serca to ponad 6 tysięcy funtów, podczas gdy przeszczep wątroby to wydatek rzędu 70 tys. funtów. Od placówki będzie zależało, czy każe pacjentowi zapłacić z góry, czy wystawi fakturę po udanej operacji. W przypadku przychodni, które wybiorą to pierwsze rozwiązanie, lekarze będą mieli prawo odmówić każdego zabiegu poza tymi, które mogą ratować życie (np. po wypadku samochodowym czy przy porodzie).

Chleb z piekarni

To nie jedyny pomysł na odzyskanie marnotrawionych pieniędzy. Od tego roku lekarze nie będą już mogli przepisywać niektórych lekarstw. A dokładniej chodzi nie tylko o leki, ale też suplementy diety czy... makaron. Okazuje się, że system zdrowia traci rocznie 114 milionów funtów na leki na receptę, które są ogólnie odstępne w wielu sklepach. Chodzi o tabletki na ból brzucha, chorobę lokomocyjną czy niestrawność. Dodatkowo lekarze przepisują rocznie żywność bezglutenową na łączną sumę 22 milionów funtów, mimo że od wielu lat takie produkty można kupić w każdym supermarkecie.

NHS ujawnia, że każda wizyta u lekarza kosztuje średnio 45 funtów, a wypisanie recepty to koszt ponad 3,5 funta. Jak się to ma do ceny samych leków? Przykładowo 30 kapsułek kwasu Omega 3 można kupić w każdej drogerii za 6,95 funta, a więc o wiele mniej, niż wynosi koszt samej wizyty i wypisania recepty. Wśród leków, których lekarz nam już nie przepisze, są też leki przeciwbólowe, które wywołują szybkie i niezwykle silne uzależnienie, jak oparty na tej samej substancji co heroina, fentanyl.

Zgubne skutki Brexitu

Większość Polaków na Wyspach przede wszystkim zastanawia się teraz, czy i w jakim stopniu będą mogli korzystać z opieki zdrowotnej po Brexicie. 41-letni Jacek, który w Slough pracuje od dziesięciu lat jako blacharz, wcześniej planował, że sprowadzi na Wyspę swojego schorowanego tatę. – Lekarz rozpisał leczenie na wiele etapów. Niektóre wykonamy w Polsce, ale na inne trzeba czekać wiele lat lub wcale nie przysługują. Myślałem, że za rok czy dwa sprowadzę tatę na Wyspy i tu będziemy kontynuować leczenie. Teraz obawiam się, że to nie będzie takie proste – martwi się Jacek.

Na razie trudno powiedzieć, jak zostanie rozwiązany problem dostępu do służby zdrowia dla imigrantów. Wiadomo natomiast, że już zaczynają się poważne problemy z... pielęgniarkami. W zeszłym roku rekordowe 16 tysięcy sióstr z zagranicy opuściło Wyspy. Specjaliści alarmują, że jeśli dodatkowo rząd utrudni otrzymywanie pracy pielęgniarkom z Polski czy Litwy, to wkrótce pacjentami nie będzie się miał kto zajmować. Jeszcze gorzej jest w opiece nad osobami starszymi, dlatego możliwe, że w tych zawodach restrykcje będą musiały być ograniczone.

Rewolucja? Tak jakby...

Rewolucja w świecie medycyny równolegle odbywa się nad Wisłą. Tam dziesiątki tysięcy osób, jak Gabrysia (ta, która na zabieg dentystyczny musiała jechać do Wielkiej Brytanii) nie ma ubezpieczenia medycznego. Mimo że zgodnie z konstytucją takie prawo powinno przysługiwać każdemu. System prowadzi do absurdów: osoba pracująca na umowę o dzieło czy opiekująca się dziećmi nie ma prawa do wizyty u doktora, ale już bezrobotny może korzystać ze wszystkich zabiegów gratis. Wiele osób na „umowach śmieciowych” musiało więc do tej pory lawirować na granicy prawa.

Gdy chcieli pomocy lekarskiej, musieli najpierw zgłosić się do pośredniaka, zajmując miejsce tym, którzy faktycznie szukali pracy. Rząd obiecywał, że to zmieni. Pierwszy krok został zrobiony, ale trudno uznać go za wystarczający. Od 1 stycznia każdy może umówić się na darmową wizytę u lekarza pierwszego kontaktu. Wciąż jednak nie wiadomo, co z tymi, którzy mają poważniejsze problemy zdrowotne i wymagają np. operacji. Poza tym taki pacjent i tak dostanie pocztą rachunek, jeśli lekarz przepisze mu refundowane leki.

Apteka, bank, apteka

Kolejna zmiana, którą mogą odczuć pacjenci, to ograniczenia nałożone na apteki. Teraz jedna może przypadać najwyżej na 3 tysiące mieszkańców, a od następnej musi dzielić ją minimum kilometr. Nową placówkę może otworzyć tylko farmaceuta. Czy to dobra wiadomość? Tu zdania są podzielone. – Rzeczywiście aptek powstało za dużo. Na każdej ulicy tylko bank, apteka, bank, apteka i tak w kółko – denerwuje się 26-letni Marcin, architekt krajobrazu z Warszawy.

Inni wskazują, że ulice monopolizowały duże sieci aptekarskie, z którymi apteki rodzinne nie mogły konkurować. Marzena z Krakowa, 50-latka z cukrzycą i chorym kręgosłupem, zauważa jednak nie tylko minusy dużych aptek. – Leki mocno potaniały, bo apteki muszą ze sobą konkurować. Często idąc od jednej do drugiej, można znaleźć wybrane lekarstwo o połowę tańsze – zwraca uwagę. Czy tak będzie teraz, gdy część aptek zniknie, a nowych będzie mniej? Okaże się już wkrótce.

Goniec.com


Komentarze



Zdrowie

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama