Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Głodówką zwalczył wyniszczającą chorobę (1)

Klasyczne leczenie nie dawało rezultatów, dlatego postanowiłem zastosować inne rozwiązanie. I choroba ustąpiła – mówi założyciel Grupy Poetyckiej Poezja Londyn, Adam Siemieńczyk.

Adam Siemieńczyk / Goniec.com
Adam Siemieńczyk / Goniec.com

Cztery dni temu zakończyłeś głodówkę. Trwała 24 dni…
– I w końcu mogę normalnie zjeść. Przy czym muszę przyznać, że w jej trakcie nie miałem problemów, żeby przechodzić koło restauracji czy siedzieć w towarzystwie osób coś konsumujących. Natomiast, owszem, planowałem, że po zakończeniu terapii zasiądę przy porcji pyz i typowo polskim obiedzie – kotlecie z ziemniakami i smażoną marchewką.

Tak długa głodówka to duże wyzwanie.
– W moim przypadku nie tyle wyzwanie, co droga do wyzdrowienia. I efekty są widoczne – mam lepszą koncentrację, lepiej śpię, łatwiej komunikuję się z ludźmi, jestem bardziej stabilny emocjonalnie. Psychicznie jest naprawdę dobrze.

A fizycznie?
– Długi okres niejedzenia to wstrząs dla organizmu. Piłem tylko wodę, średnio pięć litrów dziennie i trochę kawy, dlatego fizycznie nie czułem się zbyt dobrze. Po dziesięciu dniach wejście po schodach sprawiało mi problem, a w 24. dniu zemdlałam i wtedy postanowiłem powiedzieć „stop”. Niemniej, jak wykazały badania lekarskie, wszystko jest w porządku, obecnie organizm powoli się regeneruje. Muszę tylko dbać o dobre odżywianie. Moja dieta oparta jest na warzywach, do tego dochodzą soki, gotowane białe mięso, kasza gryczana, fasola, groszek. Przed głodówką ważyłem 80 kg (przy wzroście 177 cm – przyp. DD), a obecnie o 12 kg mniej.

To dość niekonwencjonalny sposób leczenia się.
– Niemniej w moim przypadku, bo każdy organizm może na taką terapię reagować różnie, chyba jedyny skuteczny. Wcześniej próbowałem różnych rzeczy i nic nie przynosiło wymiernych efektów. A z chorobą zmagam się od 10 lat, wszystko zaczęło się kiedy mieszkałem w Paryżu.

W Paryżu?
– To był twórczy okres w moim życiu. Sporo malowałem, wystawiałem swoje prace w tamtejszych galeriach. Łącznie uczestniczyłem w 12 wystawach zbiorowych i jednej indywidualnej. Zawodowo i prywatnie żyłem bardzo intensywnie, regularnie bywałem w Warszawie i właśnie podczas jednej z takich wizyt, kiedy odprowadzałem kolegę na przystanek autobusowy, nagle poczułem przenikliwy ból w brzuchu – tak silny, że przez 20 minut siedziałem skulony nie mogąc się ruszyć. To był początek, od tamtej pory w większym bądź mniejszym stopniu dolegliwości się powtarzały. Po powrocie do Paryża było coraz gorzej. Miałem bóle, krwawienia, nudności, jednak badania lekarskie nic nie wykazywały. A ponieważ moja rodzina mieszkała w Londynie postanowiłem się przenieść do brytyjskiej stolicy. Tu próbowałem różnych rozwiązań – akupunktury, terapii wschodnich, porad znachorów. Owszem, trochę pomagało, ale po jakimś czasie znowu było źle.

W tym czasie założyłeś Poezję Londyn…
– …grupę promującą rodzimą kulturę i skupiającą polskich artystów zakotwiczonych na Wyspach Brytyjskich. Sztuka, głównie poezja oraz malarstwo, zawsze była mi bliska, stanowiła odskocznię i nadawała sens codziennej egzystencji. W Londynie organizowaliśmy spotkania w kameralnym gronie, ale też duże imprezy, na przykład Światowe Dni Poezji UNESCO. Udzielałem się w nich na ile mogłem, jednak z czasem ze względów zdrowotnych musiałem się z tego wycofać, rzutem na taśmę wydając jeszcze antologię poezji emigracyjnej „Piękni Ludzie”. Trzy lata temu wróciłem do Polski, żeby się leczyć.

W Anglii nie było takiej możliwości?
– Tutejsi lekarze nie potrafili określić co mi konkretnie dolega, tymczasem w szpitalu w Białymstoku zdiagnozowano chorobę Crohna. To rzadkie schorzenie, przejawiające się autoagresją organizmu, który niszczy sam siebie. Najczęściej atakowane są jelita, a z czasem choroba może przenosić się na stawy, wzrok i inne narządy.

Co jest jej przyczyną?
– Podłoże może być różne – psychiczne, genetyczne, wirusowe, żywieniowe. W leczeniu stosuje się bardzo silne leki – z jednej strony niby pomagają, jednak z drugiej wykańczają organizm. Kiedy zacząłem je zażywać czułem się fatalnie. Spuchłem, psychika zupełnie mi siadła. Całymi dniami miałem poczucie pustki – żadnych emocji, a jednocześnie silny ból, który uśmierzała morfina. Byłem dożywiany za pomocą kroplówki i wtedy zainteresowałem się terapią głodową.

Impuls?
– Raczej ciekawość. Dużo czytałem na ten temat – książki, blogi, relacje – pisane przez ludzi, którzy twierdzili, że w ten sposób zwalczyli różne choroby. Zresztą to nie nowość, takie metody stosowano już w starożytności, poddawali się im m.in. Arystoteles i Pitagoras. Obecnie na świecie funkcjonują kliniki, które leczą właśnie przez głodówkę, a jednym z popularyzatorów tej terapii jest rosyjski lekarz Giennadij Małachow.
Ja nie miałem nic do stracenia, dlatego postanowiłem spróbować. W ubiegłym roku przystąpiłem do głodówki, którą zacząłem w Londynie, a skończyłem w Polsce. Trwała 22 dni, w czasie których piłem tylko wodę. Pierwsze trzy doby były koszmarne, jedzenie śniło mi się po nocach, ale później poszło już z górki. Jednak, co najważniejsze, zaraz po zakończeniu terapii zrobiłem badania w szpitalu i lekarze orzekli, że choroba ustąpiła. Niemniej organizm był osłabiony, minęło kilka tygodni zanim doszedłem do pełnej formy. Wróciłem do Londynu, zająłem się pracą, a po ustabilizowaniu sytuacji zawodowej postanowiłem, że znowu muszę to zrobić.

Powtórzyć głodówkę?
– Przy przewlekłych chorobach to podstawa. Tym razem wytrzymałem o dwa dni dłużej.

Co dalej?
– Może za pół roku ponownie spróbuję. Czuję się dobrze i wierzę, że będzie jeszcze lepiej. Jednak mam świadomość, że nic, a szczególnie zdrowie, nie jest dane raz na zawsze…

Źródło: Dariusz Dzikowski / Goniec.com

Tagi: Zdrowie



Komentarze



Zdrowie

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama