Pieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.ukPieniadze.org.uk

Jak imigranci kradną miejsca u brytyjskiego lekarza [List czytelnika] (16)

Czy rzeczywiście imigranci masowo przyjeżdżają do UK, żeby korzystać tu ze służby zdrowia? Opinia czytelnika

Jak imigranci kradną miejsca u brytyjskiego lekarza [List czytelnika]
Jak imigranci kradną miejsca u brytyjskiego lekarza [List czytelnika]

Piszę, ponieważ muszę opowiedzieć swoją historię przygód z brytyjską służbą zdrowia. Doprowadza mnie do szału, kiedy słyszę jak to imigranci ciągną na tę Wyspę Marzeń, żeby tu podstępnie rejestrować się w NHS i korzystać ze świetnej służby zdrowia, która w Polsce nie jest dostępna. W innych krajach to wiadomo - jak średniowiecze. W takim razie dlaczego brytyjscy emeryci jak jeden mąż leczą się w Hiszpanii? A dlatego, że wniosek jest prosty - chorujesz w UK, to unikaj lekarza. Jestem tego najlepszym przykładem, a moja batalia z tutejszymi specjalistami ciągnie się już od miesięcy.

***

Zaczęło się niby niewinnie. Miałem wypadek w pracy. Jako, że pracuję przy konstrukcji, fizycznie - do czego przecież muszę mieć uprawniania - to zdarzają się nieszczęśliwe zdarzenia i tak stało się i mnie. W trakcie nocnej zmiany olbrzymia metalowa belka uderzyła mnie w głowę. Porządnie, bo aż padłem i przez 3 minuty nie odzyskałem przytomności. Jak ktoś orientuje się w sprawach medycznych to wie, że takie 3 minuty to już nie byle co. Koledzy obtarli mnie z krwi, ściągnęli z placu budowy i czekali na karetkę. Ambulans przyjechał szybko - i na tym skończyła się prędka, świetna, brytyjska pomoc.

W karetce już byłem przytomny, chociaż nieco otumaniony. Twierdziłem, że czuję się dobrze i nic mi nie jest - chociaż krew lała się ciurkiem. Dostałem kilka paracetamoli i zostawiono mnie na izbie przyjęć. Na szczęście w ciągu następnych godzin uświadomiłem sobie, że głowa jednak mnie boli - a do tego plecy i noga, na którą upadłem po uderzeniu. Zdawało mi się, że musiałem wywrócić się na jakiś kawałek rusztowania, bo aż nie mogłem oddychać z bólu. Miałem czas, żeby sobie dokładnie przemyśleć, co mi jest, bo na lekarza czekałem od 3 w nocy do 9 rano. W nocy lekarza w szpitalu przecież nie ma.

Tak sobie leżałem, krew mi się lała, bolało jak cholera, a pielęgniarki powtarzały, że trzeba czekać i zapakowały mi tę brudną, rozpapraną ranę w bandaż. Na szczęście lekarz podszedł do mnie już po godzinie od przyjścia do pracy - zaraz po skończeniu porannej kawki vis a vis mojego łóżka, przy kontuarze ładnej, blond pielęgniarki. W trakcie czekania na szczęście przyszła żona, która pomogła mi zdjąć z siebie brudne, zakrwawione, budowlane ciuchy i robocze buty, w których załadowano mnie do łóżka na ostatnie 5 godzin.

***

Lekarz przyszedł, popatrzył na mnie i przystąpił do dzieła. Humor miał świetny - co nie jest dziwne, po godzince z samego rana z taką uroczą pielęgniarką u boku. Dorzucił mi do paracetamolu jeszcze ze dwa naproxeny i powiedział, żebym do domu coś tam sam sobie kupił na ból. Potem odwinął bandaż, dopatrzył się w tej plamie krwi miejsca, gdzie pękła skóra i pokropił je roztworem soli fizjologicznej. Następnie dolał trochę kleju i z wielkim uśmiechem wykrzyknął: Gotowe! Można iść do domu. Ja nie byłem przesadnie zorientowany w tym, co się dzieje, ale żona się zdenerwowała. Jak to, po takim poważnym urazie żadnych badań...? Plecy bolą, głowa rozcięta i nie trzeba nic sprawdzić? W Polsce syn spadł z huśtawki i robiono mu tomografię, a tu nie trzeba?

Pan doktor stwierdził, że jestem młody, więc przeżyję. Tomografia czy rezonans - gdybym się nagle źle poczuł. O ile można gorzej. Po kilku dniach leżenia w łóżku ze sztywnym karkiem, postanowiłem jednak iść do szpitala raz jeszcze. Mój GP umówił mi wizytę dopiero na 3 tygodnie później.

W innym szpitalu przyjęto mnie już po 3 godzinach. Zrobiono mi badanie krwi - wyszło świetnie. Na pytanie o ból głowy, który przeszkadzał mi nawet w zaśnięciu, otrzymałem kolejną odmowę. Pani doktor powiedziała, że rezonans to zbyt inwazyjne badanie i nie można tak "bez sensu" naświetlać się taką dawką promieniowania. Poszedłem do domu.

***

Na szczęście przed wypadkiem zaplanowałem sobie wakacje w Polsce z okazji swoich urodzin. Urlop wykorzystałem, żeby jednak poddać się tym niebezpiecznym badaniom - prywatnie, w Polsce. Lekarka, która przyjęła mnie za okrągłą sumę 1000 zł na prywatny tomograf, o mało nie spadła z krzesła, kiedy usłyszała, że po uderzeniu metalową belką badania uznano za niekonieczne. Po badaniu tomografem, pani doktor powiedziała, że warto zrobić jeszcze rezonans magnetyczny. Po wszystkim nie miała dla mnie dobrych wiadomości.

Moja czaszka była pęknięta tak głęboko, że jedna część wysunęła się ponad drugą. Wewnątrz zrobił się wylew, który w dodatku pod skórą był zainfekowany - bo przecież nikt nawet porządnie nie odkaził mi rany prosto z placu budowy. Okazało się, że muszę zgłosić się do neurochirurga w trybie natychmiastowym.

Na szczęście z polecenia radiologa, trafiłem do dobrej lekarki, która przyjmowała w pobliskiej przychodni na drugi dzień. Zgodziła się obejrzeć moje zdjęcia z rezonansu, kiedy zapukałem do niej po dyżurze. Doktor stwierdziła, że brytyjscy lekarze mieli rację - na szczęście jestem młody, więc przeżyję: mózg zaczął własnym ciśnieniem wypychać złamany fragment czaszki, a organizm sam już zaleczał wylew i infekcję. O ile nie będę ryzykował i spożywał alkoholu - raczej wyzdrowieję. No, może być problem z otwieraniem ust, bo pęknięcie wypada w okolicach zaczepu żuchwy.

Będę żył - to świetnie, ale chyba wolę umrzeć, niż znowu walczyć z brytyjską służbą zdrowia. A tu przede mną jeszcze cała epopeja. Badania muszą przecież być zapisane w systemie NHS, żeby udowodnić pęknięcie czaszki przed ubezpieczalnią - jak nie, to nie mogę pracować z powodu stanu zdrowia, ale według tutejszych lekarzy mam TYLKO niegroźne przecięcie skóry (tak wpisali w papiery). Jak już mówiłem, GP umówił mi spotkanie, którego termin akurat się zbliżał. To wspaniale - pokażę badania i poproszę o wpisanie wyników w system. Dla pewności przywiozłem ze sobą przysięgłe tłumaczenia, zdjęcia i płytę z rezonansu.

***

Pierwsza wizyta po badaniach - GP. Recepcjonistka na widok zdjęcia z rezonansu pyta co to. Odsyła mnie do pokoju lekarza. Lekarka mówi, że nie ma mowy o wpisaniu wyników badań do systemu - ona nie umie odczytywać rezonansu. Po dłuższej rozmowie okazuje się, że nie jest lekarzem, tylko higienistką. Za to zrobiła mi badanie krwi, sprawdziła wagę i wzrost. Wszystko gra.

Druga wizyta - szpital. Czekam trzy godziny, od lekarza dowiaduję się, że on nie umie odczytywać wyników rezonansu. Robi mi badanie krwi. Wszystko gra.

Trzecia wizyta - inny szpital. Nie mam już krwi do pobierania. Przychodzę o 10:00. O 16:00 wreszcie mogę zobaczyć lekarza. Uwaga - niespodzianka: lekarz nie umie odczytywać wyników rezonansu. Nie, w szpitalu nie ma innego lekarza, który umie. Ale jest postęp - doktor wie, że w innym szpitalu jest ktoś, kto może umieć odczytać te wyniki. W tym momencie doktor kręci kliszą w jedną i drugą i rzuca w przestrzeń: Ale jak ja mu to wyślę...?

Powstrzymuję się, żeby nie powiedzieć "Masz to na płycie, idioto!". Grzecznie zwracam uwagę, że pliki są na płycie. Niestety, doktor nie potrafi znaleźć oprogramowania do otwierania takich zdjęć na swoim komputerze. Dziwię się, że nie zjadł płyty. Wtedy pojawia się niezwykle mądry pomysł: - Wie pan, te badania, które pan zrobił to jakaś staroć. My zrobimy jeszcze raz, nowoczesne - mówi doktor o moim tomografie wykonanym w najwyższej klasy prywatnej technice. Jeszcze tydzień temu nie można było robić mi rezonansu, bo to zbyt duże promieniowanie. Teraz dwa rezonansy są całkiem ok. Dobra, zgadzam się, ale czy to potrwa dłużej niż 3 godziny? Tak, około 5.

***

O 19:00 przychodzi ktoś, kto umie obsługiwać rezonans i tomograf. Robią mi prześwietlenie i wysyłają je do tajemniczego doktora, który umie odczytać wynik, w innym szpitalu, gdzieś tam w czasoprzestrzeni.

O 23:00 przychodzi odpowiedź. Państwo lekarze korespondencyjnie ustalili, że tomograf i rezonans to przestarzała technologia i należy wykonać bardziej nowoczesne badania. - Zrobimy panu rentgen głowy - mówi lekarz. Na szczęście nie pobrali mi krwi.

Na rentgenie zrobiono mi cztery prześwietlenia, zanim udało się wymyślić, pod jakim kątem będzie można coś zobaczyć na zdjęciu. Jeszcze tylko czekam dwie godziny na opis i proszę kogoś, żeby poprawił w wypisie kolejno: nazwisko z błędem, adres z błędem, usunął z opisu wyniku fragment listu od lekarza - skopiowany przypadkiem - w którym pisze on, że nie widzi nic na rezonansie.

O 2:00 wychodzę ze szpitala. Dostałem mandat za parkowanie na terenie płatnego parkingu szpitala - przecież od 10:00 siedziałem na oddziale, a jest już 16 godzin później. Mam też diagnozę od lekarzy: pęknięta czaszka.

Tagi: Zdrowie



Komentarze

Piotr Ale Debile, tak jak mowie od dawna ten kraj to trzeci świat bo od biednych krajów afrykanskich nie wiele sie rozni , moze poza pieniedzmi , ja tez mialem problemy po wypadku w pracy ale i tak nierowna sie to z twoja opowiescia. A po Brexsiecie bardzie jeszcze gorzej.
Pozdrawiam i zycze powrotu do zdrowia
Lisa zaczne od poczatku: Przyjechalam do Angli w poszukiwaniu kontaktu z prof. J.Dunkanem najlepszym neurochirurgiem na swiecie specjalizujacym sie w leczeniu lekoopornej padaczki. Konsekwentnie przez dwa lata zabiegalam o appoitment z nim i sie udalo. Corka przeszla 13to godzinna operacje ale okazalo sie ,ze ma niski poziom hemoglobiny i moze byc wypisana do domu ale musze hemoglobine sprawdzac co 3 dni...i tak na trzeci dzien udalam sie do Gp po skierowanie,okazalo sie ,ze musze przyjsc z corka i poczekac az sie zwolni jakis appoitment bo nie ma wolnych....i tak przychodzilysmy przez nastepne trzy dni i czekalysmy ,no i nie doczekalysmy sie wolnego appoitmentu,corka zemdlala a menagerka powiedziala ,ze to wina pacjentow bo jest ich za duzo .Przepraszam -jak to wina pacjentow skoro to przechodnia rejestruje nadal nowych (Ogloszenie na tablicy). To ich nieudolnosc i brak logicznego myslenia.
Ana Poszukaj dobrego prawnika :)


Podobne artykuły


Zdrowie

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama