mieszkasz w londynie banner

Zaglądanie w paszczę szaleństwa - rozmowa z dentystą o uzębieniu Brytyjczyków

Czym różni się opieka prywatna od państwowej, czy Anglicy są dojrzali, a także jak wygląda praca z kimś, kto ostatni raz mył zęby 15 lat temu - o tym wszystkim opowiada nam Michał.

Zaglądanie w paszczę szaleństwa - rozmowa z dentystą o uzębieniu Brytyjczyków
Zaglądanie w paszczę szaleństwa - rozmowa z dentystą o uzębieniu Brytyjczyków

Wywiadu udzielił nam Michał pracujący jako dentysta w ramach NHS. Imię zostało zmienione ze względu na prośbę rozmówcy po wysłaniu wywiadu do autoryzacji.

Na początek najbardziej nurtujące mnie pytanie - czy zęby Anglików są faktycznie tak złe, jak się o tym mówi?

I tak i nie. Jest kilka czynników, które mają tu znaczenie. Pracuję w masce osłaniającej twarz, teoretycznie nie czuję więc jaki oddech ma pacjent. Ale ujmę to tak - czasami chciałbym mieć dwie maski. Pogląd taki bierze się moim zdaniem z kontrastu z zębami Amerykanów. U nich zęby są robione "na idealnie" - bielutkie i równiutkie, taki jest model. Tymczasem ortodoncja estetyczna w Europie zakłada, że zęby mają wyglądać naturalnie, pozostają pewne niedoskonałości. 

Bardzo martwiącą rzeczą, która także na to wpływa, jest szeroka dostępność "zestawów naprawczych". Służą one do doraźnej pomocy - gdy wypadnie plomba, do zalepienia ubytku po ukruszeniu się zęba przed wizytą u stomatologa. Jednak ponieważ użycie tych zestawów nie wiąże się z igłami i borowaniem - ludzie zrobią wszystko, żeby uniknąć tych rzeczy - to zamiast iść do stomatologa tata, czyli "głowa rodziny", naprawia zęby swoim dzieciom sam. Oczywiście nieoczyszczenie zęba przed zalepieniem sprawia, że próchnica tam się kisi. I jak już do mnie trafiają tacy magicy od oszczędzania, to jest dużo gorzej niż mogłoby być.

Co najbardziej zniechęca Anglików do odwiedzania dentysty?

Jest taki żart, że człowiek staje się dorosły, gdy przestaje się bać bólu u dentysty, a zaczyna się bać rachunków. No to Anglicy w myśl tego nie dorastają, lub raczej te czynniki współwystępują. Pracuję w ramach NHS, u mnie więc ceny są znane i pacjent więcej nie zapłaci. Ale ponieważ strach się świetnie sprzedaje, to każda opowieść "a mi zostało ukruszone wiertło w korzeniu i musiałem iść do szpitala na usuwanie zęba" jest przyjmowana jako opowieść o zawodzie, a nie o zdarzeniu. A jeszcze nie słyszałem o przypadku, żeby komuś między przeglądami robionymi co pół roku jakiś ząb od całkiem zdrowego popsuł się do wymagającego leczenia kanałowego. Oczywiście zdarza się, że ząb pęka wzdłuż razem z korzeniem, ale są rzadkie. Powiedziałbym, że 90% kanałówek to zaniedbanie przez strach, przez nadzieję "a, może się jeszcze polepszy".

Jak się pracuje dla NHS?

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że to też jest oparte na samozatrudnieniu - więc jak mi pacjent nie przyjdzie na wizytę, to ja siedzę godzinę za darmo. Mógłby w tym czasie skorzystać kto inny - ale przecież nieinformowanie stomatologa o odwołaniu wizyty to taki wysiłek, że kto by tam go podejmował. Nagminne są też spóźnienia. OK, dla mnie to nieco mniejszy problem, ale często w kolejce czeka też ktoś, kto cierpi i potrzebuje pomocy raczej szybciej niż później. 

Nagła pomoc to w ogóle frustrujący temat. Przychodzi ktoś z bólem. Po rozwierceniu ból ustępuje, umawia się pacjenta na kolejne wizyty, bo na przykład trzeba zatruć zęba, później wypełnić korzenie, później sprawdzić. I taki ktoś już się nie pojawia. Nie informuje nikogo i dwie wizyty siedzę przed pustym fotelem. A nagle po roku wraca - ząb go boli jeszcze bardziej, a pacjent się wścieka, że on leci na wakacje i musi mieć to naprawione całkowicie dziś i że "ktoś tu jest niekompetentny" jak mi to powiedziała pacjentka mająca problemy z niewieloma zębami tylko dlatego, że już im jej niewiele ich po prostu zostało.

Dla mnie też kontrowersyjne są stawki narzucane przez NHS. Nie zachęcają do dbania o zęby (ból powinien zachęcać, ale jakoś tego nie robi). Ktoś, kto ma bardzo zdrowe, regularnie przeglądane zęby, kto używa nitki i szczoteczki w taki sposób, żeby swoim zębom pomagać, a nie szkodzić (lub w ogóle używa), a komu po prostu pękł ząb na kamieniu w chlebie płaci dokładnie tyle samo ile zapłaci ktoś mający pół szczęki do wymiany. W ramach NHS nie płaci się za każdą indywidualną procedurę. Co więcej - są roczne cele mające gwarantować, że dentysta zrobi co trzeba. Doprowadzają one do tego, że gdy zbliża się koniec roku, a nam brakuje na papierze wypełnień, rusza się nawet najmniejsze przebarwienia, które w normalnych okolicznościach albo byłyby zlikwidowane fluoryzacją, albo po "wyhodowaniu", czyli doczekaniu do ewentualnego pojawienia się próchnicy. Często jednak taka plamka utrzymuje się w niezmienionym stanie przez spokojnie 10 lat. A wiercenie i plombowanie w zasadzie zdrowego zęba to nie jest coś, co komukolwiek leży na sercu. Oprócz statystyków NHS.

Z czym lepiej udać się dentysty prywatnie?

Z portfelem. Trochę żartuję, ale trzeba pamiętać, że prywatna opieka to płacenie za każdy zabieg, a nie płaskie stawki za leczenie. NHS nie refunduje też wielu zabiegów kosmetycznych - od wybielania zębów do rekonstrukcji uśmiechu, jak to się tutaj nazywa. 

Zabiegi na NHS dotyczą ważnych funkcji życiowych - więc jeśli zabieg ma pomóc pacjentowi żyć bez bólu (fizycznego, cierpienia z powodu żółtych zębów się nie liczą), ma pomóc normalnie jeść, to będzie refundowany. To samo dotyczy wad sprawiających, że pacjent ma trudności z artykułowaniem.

Jakie są najgorsze przypadki z jakimi się styka dentysta w UK?

Nagminne jest używanie "zestawów naprawczych", często ludzie sięgają też po Superglue. To, co ten klej robi z zębami, to ciężki dramat i raczej pogrzeb wyprawiany we własnej jamie ustnej. Miałem jedną pacjentkę, która chciała poprawić wygląd jedynek naklejając na nie tipsy. Dobry Boże jak to wyglądało. No i oczywiście do tanich tipsów był klej cyjanoakrylowy. 

Bardzo klasyczne są problemy dzieci - dostają do picia słodzone napoje 20 razy dziennie. Każde wystawienie na cukier przyspiesza psucie się zębów. Jeśli ktoś wypije litr Coli w 30 minut to jest to dużo mniej dla nich szkodliwe niż gdy podzieli ten sam cukier na kostki i będzie je ssał co dwadzieścia minut.

Czasami spotyka się też swoich pacjentów w sklepie. I jeden taki pacjent raz wyjął oślinioną protezę i prosił, żebym ją w tym sklepie obejrzał. 



Komentarze



Zdrowie

Anglia.today/reklama
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
Znajdź nas na facebook'u!
Anglia.today/reklama