mieszkasz w londynie banner

- Potrzebowałem pomocy – ale od Polaków jej nie dostaniesz (31)

List od czytelnika, który niestety musiał wracać do Polski, bo w Londynie nie dał sobie rady.

- Potrzebowałem pomocy – ale od Polaków jej nie dostaniesz
- Potrzebowałem pomocy – ale od Polaków jej nie dostaniesz

Czy Polacy są skorzy do pomocy? Według popularnego osądu – a także według naszego czytelnika – absolutnie nie. Jest jednak duże grono, które twierdzi, że osądzanie Polaków jako złośliwych i zawistnych względem innych jest bardzo przesadzone i krzywdzące.

Czytelnik, który nie chce zdradzać swojego imienia, zdaje się kierować przekonaniem, że Polak za granicą jeśli cię nie skrzywdził, to już ci pomógł. Mężczyzna liczył na wsparcie rodaków w trudnych chwilach na obczyźnie – niestety się przeliczył. Czy słusznie miał nadzieję na wsparcie? Czy Polacy rzeczywiście nie chcą wspierać rodaków z zazdrości?

,,Przyjechałem do Londynu pod koniec sierpnia. Słyszałem, że to dobry czas, bo studenci już wracają powoli do domu i na uczelnie, więc zwalnia się trochę pracy, byłem pewien, że coś sobie znajdę. Odłożyłem w Polsce pieniądze, miałem około 2500 złotych. Zamieniłem wszystko na funty – wyszło całkiem sporo, bo przecież kurs był niski. Chciałem jechać do UK szybko i zdążyć przed Brexitem. Zamówiłem bilety, pożegnałem się z mamą i dotarłem na Stansted. No i się zaczęło, takiej lipy się nie spodziewałem.

Najpierw pojechałem do kolegi z podstawówki. Myślałem, że u niego trochę się przekimam, ale już tu czekało mnie pierwsze rozczarowanie. Widziałem, że jego żonka krzywo się patrzy od kiedy się pojawiłem, a jak przyszło co do czego, po powitalnym piwie, kumpel powiedział mi, że mogę u niego zostać maksymalnie na trzy nocki, bo on ma dziecko i pracującą kobietę, która musi się wyspać. Nie powiem, zdziwiło mnie to, ale cóż, nie będę się narzucał. Na pewno coś sobie znajdę.

Na drugi dzień zacząłem szukać mieszkania. Wynalazłem kilka pokoi w całkiem niezłych cenach i pojechałem oglądać. Po pierwsze, wszystkie były na jakimś wygwizdowie, do którego jechało się chyba z 5 godzin. Na dodatek właściciele chcieli olbrzymich depozytów. Nie rozumiem, za co mam płacić kaucję, skoro w pokoju nic nie ma? To co mógłbym zniszczyć?

Wynająłem w końcu klitkę wielkości szafy i tam się zamontowałem, ale zostałem już prawie bez kasy. Landlord dał się ugadać na niższy depozyt, opłaciłem sobie dwa tygodnie z góry i zacząłem szukać roboty. W tym czasie kolega, który mógłby mi może pomóc, pojechał z rodzinką na długie wakacje. Znalazłem jedną knajpę, gdzie mnie przyjęli, ale właściciel nie chciał zapłacić. W drugiej niby płacił, ale bardzo marnie. Poza tym nie mogłem codziennie przychodzić, bo ciągle miałem do załatwienia rzeczy typu bank, insurance, wymieniałem prawko. Sądziłem jednak, że jakoś przeczekam ten czas.

Zaczęło mi brakować waluty i musiałem pożyczyć trochę od gościa, który ze mną pracował w tym barze. Nie szalałem z kasą, ale jedzenie dla takiej osoby jak ja trochę kosztuje. Po wypłacie okazało się, że pieniędzy nie starczy mi na czynsz (musiałem oddać koledze). Nie stresowałem się, bo mogłem przecież przemieszkać jeszcze depozyt. Właściciel się nie zgodził i powiedział, że jak nie płacę na czas już na początku, to wypad. No i tak właśnie zostałem na lodzie. Żadnych znajomych, w ręku kilka stówek co mi oddał za depozyt i resztki z wypłaty. Nie miałem wyjścia, jak prosić o pomoc.

Napisałem na kilku stronach dla Polaków, czy ktoś nie może mnie przenocować parę dni, ale chętnych nie było. Wszyscy tylko pitu pitu, że oni to by pomogli, ale nie mogą. Jasne, a co druga osoba mieszka we własnym mieszkaniu. To było przykre, bo ludzie zachowywali się bardzo wrogo dla mnie. Rzucali mi tekstami, że pieniądze na drzewach nie rosną, że mogłem zaoszczędzić kasę. Kilka osób mnie niby broniło, ale też nie pomogli. Podobno nie mają zaufania, bo ktoś już ich oszukał. Nawet ktoś wysłał mnie do schroniska dla bezdomnych, ale tam czy do kościoła to bym na pewno nie poszedł. W końcu pożyczyłem od mamy na bilet i wróciłem do domu, bo miałem dosyć tułania się po dworcach.

Od Polaków pomocy nie dostaniesz, oni są zazdrośni jak żaden inny naród. Tacy murzyni - to nic, tylko patrzą żeby przywieźć jak najwięcej swoich. Tak samo kremowi i Chińczycy. Tylko my mamy taką dziwną naturę. Jak Polak zobaczy, że ktoś dopiero przyjechał, to zrobi wszystko, żeby mu obrzydzić. Opowiada, jak tu jest źle i jak nie ma kasy, że nie da się zarobić i tak dalej. Polak drugiego Polaka po prostu chce wypchnąć z powrotem do domu. Myślę, że są po prostu łakomi i nie chcą, żeby ktoś inny miał lepiej, niż oni. Na zasadzie, jak inni przyjadą, to mnie będzie gorzej.

Najgorsi są ci, co siedzą tu już kilkanaście lat, bo jak ktoś dopiero przyjedzie, to traktują go tak samo jak tych z Indii i Pakistanu, jak jakichś biedaków na dorobku. Zazdrość wylewa się Polakom uszami. Czemu nie możemy bardziej pomagać swoim? Chyba lepiej, żeby to nas było jak najwięcej, a nie muzułmanów.”

Tagi: Finanse




Podobne artykuły


Imigracja

ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
ANGLIA.today
Anglia.today/firmy
ANGLIA.today